- Witam, jestem Elizabeth Brin. Gdy zmarłam miałam szesnaście lat i oto moja historia. Rozpocznę od dnia, gdy mnie... w sumie sami zobaczycie.
Pochodzę z bardzo bogatej rodziny. Mój ojciec ma wielką firmę i nigdy nie brakuje nam pieniędzy, ale jego wiecznie nie ma w domu. Razem z mamą mieszkamy w willi z basenem, w mieście Los Angeles. Miałam świetne życie, do czasu...
Moje problemy zaczęły się we wtorek czwartego listopada. Wracałam właśnie do domu, gdy na ulicy zatrzymał się pewien samochód. Miał srebrny kolor, a jego właściciel opuścił szybę.
- Wsiadaj mała! - krzyknął do mnie.
Moja reakcja była natychmiastowa. Po prostu uciekłam stamtąd. Nie zwolniłam tępa, aż nie znalazłam się za bramą. Dopiero, gdy ujrzałam mój dom poczułam się bezpieczna. Weszłam do środka i od razu ruszyłam do mojego pokoju.
Kochałam tam przebywać. Fioletowo-czarne ściany zawsze mnie uspokajały. Wszystkie filmy zawsze ułożone na półce od najstarszego do najnowszego. Laptop leżący na biurku i zawsze pościelone łóżko. Chyba nikt się nie obrazi jak pójdę spać, prawda? Uśmiechnęłam się do siebie i ucięłam sobie drzemkę.
Gdy się obudziłam miałam związane ręce i nogi, a usta zaklejone taśmą. Rozglądnęłam się przerażona. Byłam w bagażniku jakiegoś samochodu.
,,Co się stało?'' - pytałam się w myślach.
Strasznie trzęsło. Kiedy w końcu pojazd się zatrzymał spanikowałam jeszcze bardziej . Postanowiłam też udawać, że ciągle śpię. Klapa bagażnika się uniosła, a ktoś wziął mnie na ręce.
- Ile za nią bierzemy? - spytał ten, co mnie niósł.
- Jakiejś cztery miliony. Jeśli nam nie dadzą to... - nie usłyszałam, co powiedział później, ale poczułam, że mój porywacz się śmieje.
Czyli chcą wziąć za mnie okup? Rodzice na pewno zapłacą. Jestem dla nich przecież najważniejsza! Położono mnie na zimniej ziemi, rozwiązano kończyny i zerwano taśmę. Zerwałam się natychmiast i krzyknęłam. Nie otwierałam oczu. Ktoś błyskawicznie wyszedł z celi, a ja otworzyłam oczy.
Znajdowałam się w celi. Niewielkie pomieszczenie było całe wyłożone cegłami. Ściana była mokra, a podłoga brudna i zimna. Nie było nic innego. Tylko ja i ściany. Jak mam tu wytrzymać zanim rodzice wpłacą okup? Nagle zobaczyłam coś w rogu celi. Krzyknęłam przerażona. Była tam plama krwi.
Do celi wbiegł wysoki, muskularny i łysy mężczyzna.
- Co się stało? - spytał.
Wskazałam plamę, a on tylko przewrócił oczami i wyszedł. Wrócił po chwili z tacą. Był na niej chleb i szklanka z wodą.
- Kiedy wysyłacie żądanie okupu? - spytałam cicho.
- Za chwilę mój partner ma iść je zanieść.
Skinęłam tylko głową i jadłam dalej, gdy tylko skończyłam jeść ,,Łysol'' , jak go później zaczęłam nazywać, zabrał talerz i szklankę. Znów zostałam sama ze swoimi myślami. Najważniejsza była jedna myśl.
,,Już jutro wrócę do domu.''
*********************************************************************************
Minęły dwa dni, a ja ciągle byłam w celi. Od moich rodziców nie było żadnej informacji. Okup nie został zapłacony, a ,,Łysol'' i anonim coraz bardziej się złościli. W końcu anonim nie wytrzymał i usłyszałam jak mówi:
,,Może im coś przyślemy''
Oglądałam już nie jeden film kryminalny i dobrze wiedziałam, co znaczą te słowa.
Następnego dnia wszedł do mojej celi wysoki, rudowłosy mężczyzna ze złowieszczym uśmiechem na ustach. Zaraz po nim wszedł Łysol.
- To co będziemy ucinać? - spytał Rudy.
- Sam decyduj. - odrzekł Łysol.
- Pożegnaj się z hmm... palcem.
Łysol złapał mnie w żelaznym uścisku i zaniósł na krzesło. Przypięli mnie do niego. Rudy podszedł do mnie z kombinerkami. Uśmiechnął się złowrogo i podniósł moją rękę, a potem... uciął mi palec wskazujący. Krzyczałam. Ból był nie do zniesienia, a z rany lała się krew. Rudy wyszedł z pokoju razem ze swoją ,,zdobyczą'', a Łysol został by opatrzyć mi rękę.
Wstrzyknął mi coś do skóry i zapadłam w głęboki sen.
To początek zupełnie nowej historii. Jak zawsze liczę na kom ;)
wtorek, 4 listopada 2014
poniedziałek, 3 listopada 2014
Z sieroty do opętanej cz.3
Rozalia znowu stwierdziła, że zwariowałyśmy, więc kazała nam iść spać.
Moje urodziny były w piątek, w dziś jest dzień, gdy potkam się z prawdziwą mamą. Wstałam bardzo wcześnie i gdy tylko zwlekłam się z łóżka Iz krzyknęła. Uspokoiłam ją i poszłam się ubrać. Wybrałam kremowy golf i czarne jeansy. Na moje szczęście park jest blisko, więc może chociaż dzisiaj nie stanie się nic złego. Mam taką nadzieję...
Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Zasiadłam do stołu i włączyłam telewizor. Wtedy znów się przeraziłam. W telewizorze wyświetlił się ten wierszyk, a potem z pierwszych liter ułożył się napis.
,,UWAŻAJ NA AUTA,,
Przerażona, wybiegłam z salonu. Co się dzieje w tym domu?! Założyłam kurtkę i poszłam do parku.
Ten wiersz był dziwny. Kto sobie ze mnie żartuję? Jak tam było? ,,Umarł tu mężczyzna''. Może będzie coś na ten temat w bibliotece? Zapomniałabym! Dzisiaj ma przyjechać Charlotte z tym chłopakiem. Powtarzam pytanie: Ciekawe jaki będzie?
W wejściu parku stała wysoka, jasnowłosa kobieta odziana w futro. Podeszłam do niej niepewnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Czy ty jesteś Paula? - spytała cicho.
Ja tylko skinęłam głową, a ona mnie przytuliła. Czyli to jest moja matka? Nie jesteśmy podobne. Gdy się odsunęła zobaczyłam, że ma brązowe włosy i czarne odrosty. Czyli farbowała włosy!
- Pewnie mi się teraz przyglądasz i szukasz podobieństw?
Ponownie skinęłam głową. Uśmiechnęła się szeroko.
- Nie jesteś podobna do mnie, ale do swojego ojca. - otworzyłam usta by spytać o niego, ale weszła mi w słowo. - On nie żyję. Gdy moja rodzina się o tym dowiedziała zaraz go zabili. Wracając. Jeśli chcesz możesz mi mówić mamo, a jeśli nie to Ami lub Mer.
- Czemu mnie oddałaś?
- Nie miałam wyjścia. Przyjechałam tu na studia, a zaraz po nich miałam wrócić do kraju. - widząc moje pytające spojrzenie mówiła dalej. - Pochodzę z małego kraju na wschodzie. Jestem tam bardzo znana, ponieważ mój ojciec jest milionerem i gdy tylko usłyszano, że wyjeżdżam były zakłady czy wrócę z jakimś mężczyzną. U mnie to rodzicie decydują czy można się wyjść za mąż za danego chłopaka. Znalazłam tu miłość. Czyli twojego ojca, ale gdy tylko mój ojciec się dowiedział, kazał mi wracać razem z nim. Poczekałam do końca ciąży i dopiero wtedy wróciłam. Ksawery zginął kilka dni później. Nie chciałam by ten sam los czekał ciebie, więc cię tu zostawiłam. Ojciec wydał mnie za jakiegoś Nataniela i od tamtej pory urodził mi się syn. Kacper. Nie wolno mi wspominać o tobie, a na ten wyjazd zgodzili się pod warunkiem, że... - głos się jej załamał.
- Że co? - spytałam zniecierpliwiona.
- Że umrzesz. Miałam przyjechać się...
Nie dokończyła zdania, bo uciekłam stamtąd jak najszybciej. Mam umrzeć?! Nie ma mowy! Odwróciłam się by sprawdzić, czy za mną nie biegnie. Oczywiście nie biegła, ale ludzie się na mnie dziwnie gapili. Zignorowałam ich i poszłam do biblioteki.
Od razu znalazłam książkę o historii sierocińca. Zaczęłam czytać:
,,Sierociniec pani Charlotte Smith nie zawsze był ośrodkiem publicznym. Dawniej znajdowała się tam działka z małym, drewnianym domem. Mieszkała tam rodzina Verlac. Amelia, Viktor i ich syn Bartek. Historia głosi, że gdy Bartek miał piętnaście lat jego rodzice pracowali na nocną zmianę, a, że ufali synowi to został sam.
Tej nocy była ulewa, a pewien mężczyzna jadący samochodem, zidentyfikowany później jako Jonathan Linter, wpadł w poślizg i wjechał w dom Verlac'ów. Bartek, który wtedy stał przy oknie, zginął na miejscu. Z tego, co wiemy jego matka dawniej zajmowała się czarną magią i przeklnęła te ziemie, że osoba, która urodziła się dnia, gdy zginął Bartek (tylko dnia, a nie roku [przypis]) sama zginie. Z naszych informacji wynika, że zmarł 27 stycznia 1985 roku. W 1996 roku powstał sierociniec. Panna Charlotte, która nadal nie ma pojęcia o klątwie, (tak nam się oczywiście wydaję) razem ze swoją młodszą siostrą Rozalią, do kilku lat prowadzą go w spokoju. Ich ,,dom'' jest bardzo nowoczesny, ponieważ jest w nim 15 pokoi dla dzieci. W każdym znajdują...''
Skończyłam czytać, wypożyczyłam książkę i wyszłam. Czyli duch tego Bartka chcę mnie zabić? Chyba dostaję obłędu! Kiedy doszłam do domu Charlotte przyjechała. Muszę pokazać jej książkę!
Z samochodu wysiadł wysoki, ciemnowłosy chłopak. Miał założony kaptur i nie wyglądał na miłego. Na całej twarzy miał blizny. Podeszłam do niego powoli.
- Cześć jestem Paula, a ty?
- Maciek.
Skinęłam tylko głową i weszłam do środka. Czyli to jest Maciek? Inaczej go sobie wyobrażałam.
Poszłam do swojego pokoju i rozwaliłam się na łóżku. Przypomniałam sobie o książce. Wyjęłam ją z plecaka i znów wzięłam się za czytanie.
,,Na miejscu wypadku znaleziono pamiętnik. Ostatni wpis głosił tak:
,,Notesie. 19:38
27 Stycznia 1985
Mam w końcu dziewczynę! Ma na imię Viktoria. Dzisiaj są jej urodziny. Już wcześniej złożyłem jej życzenia. Zdziwiło mnie tylko jedno, gdy mnie przytuliła wyszeptała mi ,,Uważaj na auta''. To było trochę dziwne, ale to zignorowałem.''
Na samej górze widniała godzina 19:38. Zginął dwanaście minut później. Zidentyfikowano dziewczynę, ale nie chciała udzielić informacji skąd wiedziała by uważał. Popełniła samobójstwo rok później.''
Miał dziewczynę, która go ostrzegła. Teraz on ostrzega mnie! Już wiem, co muszę zrobić!
*********************************************************************************
Wybiegłam jak szalona z domu i pobiegłam na przystanek. Przeglądnęłam mapy. Metro jest tuż obok! Poleciałam w jego stronę. Na moje szczęście akurat podjeżdżał pociąg na Brooklyn.
Już po pięciu minutach byłam na powierzchni. Ruszyłam w stronę cmentarz, gdy doszłam rozglądnęłam się. Ten cmentarz jest ogromny! Nie uda mi się znaleźć grobu Bartka.
Poprzeglądałam groby tuż przy ścieżce. Jak można mieć takie szczęście? Przyglądnęłam się nagrobkowi.
Bartek Verlac
ur. 2 stycznia 1970r. zm. 27 stycznia 1985r.
Westchnęłam.
- Czy to ty mnie nawiedzasz? Jeśli tak to dlaczego? Daj mi jakiś znak.
Nagle ktoś postukał mnie w ramię. Odwróciłam się, a tam stał Maciek. Uśmiechnął się do mnie.
- Gadasz z nieznajomymi duchami? - zacmokał. - Nie ładnie.
- Co ty tu robisz?
- Wiesz, krzyczałaś na całe gardło ,,na cmentarz'', więc postanowiłem za tobą iść.
Naprawdę krzyczałam? Nie pamiętam, ale może on mi pomoże.
- Wiesz coś o nim? - spytałam wskazując na nagrobek.
- Coś tam wiem... W wieku piętnastu lat zginął i mieszkam teraz na przeklętej ziemi.
Wzniosłam oczy ku niebu. Nic tu nie wskóram. Ruszyłam do wyjścia. Maciek ruszył za mną.
- Czemu za mną łazisz? - teraz szłam przodem do niego.
- Nie idź tyłem!
- Czemu niby mam nie iść tyłe...
Tydzień Później
- Paula była i będzie moją najlepszą przyjaciółką. To co się stało... - Isabelle zaczęła płakać.
Właśnie odbywał się pogrzeb Pauli. Chodź Iz zaprosiła całą szkołę, byli na nim tylko: Isabelle, Charlotte, Rozalia, Maciek i niektórzy nauczyciele. Nawet jej matka nie raczyła się pojawić.
Isabelle odeszła. Ksiądz odprawi kazanie i już chwilę później trumna spoczywała w grobie. Isabelle jeszcze długo siedziała przy grobie przyjaciółki. Gdy zbliżał się zachód słońca wstała i wyszeptała.
- Czemu wpadłaś pod ten samochód? Dlaczego akurat ty? Przyjdę do ciebie jutro. Obiecuje...
I odeszła
To już koniec. Komu się podobało kom. To motywuję.
Moje urodziny były w piątek, w dziś jest dzień, gdy potkam się z prawdziwą mamą. Wstałam bardzo wcześnie i gdy tylko zwlekłam się z łóżka Iz krzyknęła. Uspokoiłam ją i poszłam się ubrać. Wybrałam kremowy golf i czarne jeansy. Na moje szczęście park jest blisko, więc może chociaż dzisiaj nie stanie się nic złego. Mam taką nadzieję...
Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Zasiadłam do stołu i włączyłam telewizor. Wtedy znów się przeraziłam. W telewizorze wyświetlił się ten wierszyk, a potem z pierwszych liter ułożył się napis.
,,UWAŻAJ NA AUTA,,
Przerażona, wybiegłam z salonu. Co się dzieje w tym domu?! Założyłam kurtkę i poszłam do parku.
Ten wiersz był dziwny. Kto sobie ze mnie żartuję? Jak tam było? ,,Umarł tu mężczyzna''. Może będzie coś na ten temat w bibliotece? Zapomniałabym! Dzisiaj ma przyjechać Charlotte z tym chłopakiem. Powtarzam pytanie: Ciekawe jaki będzie?
W wejściu parku stała wysoka, jasnowłosa kobieta odziana w futro. Podeszłam do niej niepewnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Czy ty jesteś Paula? - spytała cicho.
Ja tylko skinęłam głową, a ona mnie przytuliła. Czyli to jest moja matka? Nie jesteśmy podobne. Gdy się odsunęła zobaczyłam, że ma brązowe włosy i czarne odrosty. Czyli farbowała włosy!
- Pewnie mi się teraz przyglądasz i szukasz podobieństw?
Ponownie skinęłam głową. Uśmiechnęła się szeroko.
- Nie jesteś podobna do mnie, ale do swojego ojca. - otworzyłam usta by spytać o niego, ale weszła mi w słowo. - On nie żyję. Gdy moja rodzina się o tym dowiedziała zaraz go zabili. Wracając. Jeśli chcesz możesz mi mówić mamo, a jeśli nie to Ami lub Mer.
- Czemu mnie oddałaś?
- Nie miałam wyjścia. Przyjechałam tu na studia, a zaraz po nich miałam wrócić do kraju. - widząc moje pytające spojrzenie mówiła dalej. - Pochodzę z małego kraju na wschodzie. Jestem tam bardzo znana, ponieważ mój ojciec jest milionerem i gdy tylko usłyszano, że wyjeżdżam były zakłady czy wrócę z jakimś mężczyzną. U mnie to rodzicie decydują czy można się wyjść za mąż za danego chłopaka. Znalazłam tu miłość. Czyli twojego ojca, ale gdy tylko mój ojciec się dowiedział, kazał mi wracać razem z nim. Poczekałam do końca ciąży i dopiero wtedy wróciłam. Ksawery zginął kilka dni później. Nie chciałam by ten sam los czekał ciebie, więc cię tu zostawiłam. Ojciec wydał mnie za jakiegoś Nataniela i od tamtej pory urodził mi się syn. Kacper. Nie wolno mi wspominać o tobie, a na ten wyjazd zgodzili się pod warunkiem, że... - głos się jej załamał.
- Że co? - spytałam zniecierpliwiona.
- Że umrzesz. Miałam przyjechać się...
Nie dokończyła zdania, bo uciekłam stamtąd jak najszybciej. Mam umrzeć?! Nie ma mowy! Odwróciłam się by sprawdzić, czy za mną nie biegnie. Oczywiście nie biegła, ale ludzie się na mnie dziwnie gapili. Zignorowałam ich i poszłam do biblioteki.
Od razu znalazłam książkę o historii sierocińca. Zaczęłam czytać:
,,Sierociniec pani Charlotte Smith nie zawsze był ośrodkiem publicznym. Dawniej znajdowała się tam działka z małym, drewnianym domem. Mieszkała tam rodzina Verlac. Amelia, Viktor i ich syn Bartek. Historia głosi, że gdy Bartek miał piętnaście lat jego rodzice pracowali na nocną zmianę, a, że ufali synowi to został sam.
Tej nocy była ulewa, a pewien mężczyzna jadący samochodem, zidentyfikowany później jako Jonathan Linter, wpadł w poślizg i wjechał w dom Verlac'ów. Bartek, który wtedy stał przy oknie, zginął na miejscu. Z tego, co wiemy jego matka dawniej zajmowała się czarną magią i przeklnęła te ziemie, że osoba, która urodziła się dnia, gdy zginął Bartek (tylko dnia, a nie roku [przypis]) sama zginie. Z naszych informacji wynika, że zmarł 27 stycznia 1985 roku. W 1996 roku powstał sierociniec. Panna Charlotte, która nadal nie ma pojęcia o klątwie, (tak nam się oczywiście wydaję) razem ze swoją młodszą siostrą Rozalią, do kilku lat prowadzą go w spokoju. Ich ,,dom'' jest bardzo nowoczesny, ponieważ jest w nim 15 pokoi dla dzieci. W każdym znajdują...''
Skończyłam czytać, wypożyczyłam książkę i wyszłam. Czyli duch tego Bartka chcę mnie zabić? Chyba dostaję obłędu! Kiedy doszłam do domu Charlotte przyjechała. Muszę pokazać jej książkę!
Z samochodu wysiadł wysoki, ciemnowłosy chłopak. Miał założony kaptur i nie wyglądał na miłego. Na całej twarzy miał blizny. Podeszłam do niego powoli.
- Cześć jestem Paula, a ty?
- Maciek.
Skinęłam tylko głową i weszłam do środka. Czyli to jest Maciek? Inaczej go sobie wyobrażałam.
Poszłam do swojego pokoju i rozwaliłam się na łóżku. Przypomniałam sobie o książce. Wyjęłam ją z plecaka i znów wzięłam się za czytanie.
,,Na miejscu wypadku znaleziono pamiętnik. Ostatni wpis głosił tak:
,,Notesie. 19:38
27 Stycznia 1985
Mam w końcu dziewczynę! Ma na imię Viktoria. Dzisiaj są jej urodziny. Już wcześniej złożyłem jej życzenia. Zdziwiło mnie tylko jedno, gdy mnie przytuliła wyszeptała mi ,,Uważaj na auta''. To było trochę dziwne, ale to zignorowałem.''
Na samej górze widniała godzina 19:38. Zginął dwanaście minut później. Zidentyfikowano dziewczynę, ale nie chciała udzielić informacji skąd wiedziała by uważał. Popełniła samobójstwo rok później.''
Miał dziewczynę, która go ostrzegła. Teraz on ostrzega mnie! Już wiem, co muszę zrobić!
*********************************************************************************
Wybiegłam jak szalona z domu i pobiegłam na przystanek. Przeglądnęłam mapy. Metro jest tuż obok! Poleciałam w jego stronę. Na moje szczęście akurat podjeżdżał pociąg na Brooklyn.
Już po pięciu minutach byłam na powierzchni. Ruszyłam w stronę cmentarz, gdy doszłam rozglądnęłam się. Ten cmentarz jest ogromny! Nie uda mi się znaleźć grobu Bartka.
Poprzeglądałam groby tuż przy ścieżce. Jak można mieć takie szczęście? Przyglądnęłam się nagrobkowi.
Bartek Verlac
ur. 2 stycznia 1970r. zm. 27 stycznia 1985r.
Westchnęłam.
- Czy to ty mnie nawiedzasz? Jeśli tak to dlaczego? Daj mi jakiś znak.
Nagle ktoś postukał mnie w ramię. Odwróciłam się, a tam stał Maciek. Uśmiechnął się do mnie.
- Gadasz z nieznajomymi duchami? - zacmokał. - Nie ładnie.
- Co ty tu robisz?
- Wiesz, krzyczałaś na całe gardło ,,na cmentarz'', więc postanowiłem za tobą iść.
Naprawdę krzyczałam? Nie pamiętam, ale może on mi pomoże.
- Wiesz coś o nim? - spytałam wskazując na nagrobek.
- Coś tam wiem... W wieku piętnastu lat zginął i mieszkam teraz na przeklętej ziemi.
Wzniosłam oczy ku niebu. Nic tu nie wskóram. Ruszyłam do wyjścia. Maciek ruszył za mną.
- Czemu za mną łazisz? - teraz szłam przodem do niego.
- Nie idź tyłem!
- Czemu niby mam nie iść tyłe...
Tydzień Później
- Paula była i będzie moją najlepszą przyjaciółką. To co się stało... - Isabelle zaczęła płakać.
Właśnie odbywał się pogrzeb Pauli. Chodź Iz zaprosiła całą szkołę, byli na nim tylko: Isabelle, Charlotte, Rozalia, Maciek i niektórzy nauczyciele. Nawet jej matka nie raczyła się pojawić.
Isabelle odeszła. Ksiądz odprawi kazanie i już chwilę później trumna spoczywała w grobie. Isabelle jeszcze długo siedziała przy grobie przyjaciółki. Gdy zbliżał się zachód słońca wstała i wyszeptała.
- Czemu wpadłaś pod ten samochód? Dlaczego akurat ty? Przyjdę do ciebie jutro. Obiecuje...
I odeszła
To już koniec. Komu się podobało kom. To motywuję.
czwartek, 30 października 2014
Z sieroty do... cz.2
Kiedy Iza wyszła z pokoju, Charlotte zaczęła mówić:
- Z okazji, że jutro są twoje urodziny, a niestety dzisiaj wieczorem jadę do innego miasta, po tego chłopca, co ci mówiłam. Chcę ci to dać. - wyciągnęła z kieszeni malutki liścik.
Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem i rozłożyłam liścik.
,,Moja kochana Paulo. Chcę ci złożyć
- Z okazji, że jutro są twoje urodziny, a niestety dzisiaj wieczorem jadę do innego miasta, po tego chłopca, co ci mówiłam. Chcę ci to dać. - wyciągnęła z kieszeni malutki liścik.
Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem i rozłożyłam liścik.
,,Moja kochana Paulo. Chcę ci złożyć
życzenia z okazji piętnastych urodzin.
Chciałabym Ci powiedzieć jedną, ważną rzecz.
Urodziłam cię w wieku szesnastu lat, a
taka rzecz nie przypadała mi wtedy.
Pochodzę z bardzo bogatej i wpływowej rodziny
Lightwood'ów. Jeśli tylko chcesz to przyjdź
dwudziestego ósmego stycznia pod
główne wejście do parku.
Będę czekała!
Mama''
Przeczytałam list jeszcze parę razy, a potem spojrzałam na Charlotte.
- Mogę iść?
Ona tylko skinęła głową i weszła do kuchni. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecak pod biurko i padnięta ległam na łóżku. Nałożyłam słuchawki na uszy i włączyłam moją ulubioną piosenkę.
Moja matka chcę się ze mną spotkać? Muszę się naradzić z Izą czy iść. Koniec! Masz przestać rozmyślać o matce! Co mam na zadanie? Nic... Po co Charlotte jedzie do innego miasta? Po jakiegoś chłopaka. Co mi o nim wspominała? Że jest bardzo niegrzeczny i dlatego kursuję z jednego sierocińca do drugiego. Teraz trafi do nas. Ma szesnaście lat i ma na imię... No właśnie? Jak ma na imię? Coś na M... Michał, Marek, Marcel? Już wiem! Maciek! Tak, Maciek z Miami. Ma się przenieść do Nowego Yorku. Tutaj do nas! Ciekawe jaki będzie??
- Przestań myśleć o chłopakach! - rozkazałam sobie.
Miałam iść do Izy. Wyłączyłam piosenkę ,,Harry Potter is dead'' i ruszyłam do jej pokoju. Zapukałam cichutko.
- Proszę! - krzyknęła Iz.
Weszłam i doznałam szoku...
Wszystkie kosmetyki Izzy leżały rozwalone na ziemi. Perfumy były rozbite i wylewały się na podłogę. Fioletowe firanki były podarte, a szuflady wyrwane z szafek. Wszystkie ubrania były rozrzucone po całym pokoju. Najbardziej zdziwił mnie napis na lustrze ,,Uważaj na auta''.
Iz spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Dziewczyna, która niczego się nie boi, popatrzyła na mnie przerażonym wzrokiem. Nawet ona nie dawała rady. Podbiegła do mnie i przytuliła się. Cała się trzęsła. Wyszłyśmy na korytarz i zaprowadziłam ją do Rozalii. Ona, która zawsze jest pomocna, powiedziała nam tyle:
,,Isabelle. Śpij dzisiaj u Pauli w pokoju. Za chwilę porozmawiam z Charlotte i coś wymyślimy. Idźcie teraz do pokoju i przyszykujcie jakiejś miejsce do spania.'' Jak Rozalia kazała tak zrobiłyśmy, ale Iz nie chciała długo siedzieć w pokoju więc udałyśmy się do salonu. Akurat Charlotte podawała obiad. Zasiadłyśmy do stołu i zaczęłyśmy nalewać sobie zupę.
Kiedy skończyłyśmy jeść zasiadłyśmy przed telewizorem. Do końca dnia nie działo się nic wartego uwagi.
*********************************************************************************
Z samego rana ja i Iza udałyśmy się do szkoły. Życzenia złożyła mi w drodze do niej. Szkoła jak to szkoła była nudna. Nienawidzę gdy jestem w centrum zainteresowania, ale tak właśnie się stało. Na ostatniej lekcji mieliśmy godzinę wychowawczą. Bardzo lubię panią Żmudę, ale dzisiaj mnie wkurzyła. Zaczęła przeglądać dziennik i wrzasnęła ,,STO LAT!''.
Potem kazała mi wyjść na środek sali oraz wstać całej klasie.
- Wasza koleżanka ma dzisiaj urodziny. Zaśpiewajmy jej wszyscy Sto Lat!
Po sali przebiegł tylko szmer i wszyscy usiedli. Wszyscy oprócz Izy, Pani kazała mi wrócić do ławki, a wszyscy pozostali (oprócz mnie i Iz) mają zostać na chwilę po lekcji.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek wybiegłyśmy z sali i już chwilę później byłyśmy w połowie drogi do domu. Wiem, że moje życie nie jest usłane różami, ale żeby mnie zignorować w urodziny? Doszłyśmy do domu, a ja od razu wzięłam się za czytanie ,,Romeo i Julii''. Nasza lektura. Nagle zaczął mi wibrować telefon.Odczytałam sms'a, a w nim był ten sam napis, co na lustrze Isabelle
,,UWAŻAJ NA AUTA''
Natychmiast pokazałam go Izzy. Obie pobiegłyśmy do Rozalii, ale jak go chciałam pokazać nie było go! To było dziwne, a Rose stwierdziła, że zwariowałyśmy. Wróciłyśmy do mojego pokoju, ale drzwi były zamknięte. Kiedy w końcu dostałyśmy się do środka, mój pokój był wywrócony do góry nogami! Wszystko wyglądało jak pokój Isabelle, ale najgorsza była ściana nad łóżkiem. Z sufitu zwisała lalka, która do złudzenia przypominała mnie, ale jedna rzecz się nie zgadzała. Nie miała nóg! Cała była pomalowana czerwoną farbą! Iz pobiegła po Rose, a ja zostałam w pokoju patrząc przerażona na lalkę. Nagle drzwi się zatrzasnęły i za lalką, czerwoną farbą, namalowano strzałkę w górę. Spojrzałam tam i krzyknęłam. Na całym suficie było coś jak wiersz!
Iz spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Dziewczyna, która niczego się nie boi, popatrzyła na mnie przerażonym wzrokiem. Nawet ona nie dawała rady. Podbiegła do mnie i przytuliła się. Cała się trzęsła. Wyszłyśmy na korytarz i zaprowadziłam ją do Rozalii. Ona, która zawsze jest pomocna, powiedziała nam tyle:
,,Isabelle. Śpij dzisiaj u Pauli w pokoju. Za chwilę porozmawiam z Charlotte i coś wymyślimy. Idźcie teraz do pokoju i przyszykujcie jakiejś miejsce do spania.'' Jak Rozalia kazała tak zrobiłyśmy, ale Iz nie chciała długo siedzieć w pokoju więc udałyśmy się do salonu. Akurat Charlotte podawała obiad. Zasiadłyśmy do stołu i zaczęłyśmy nalewać sobie zupę.
Kiedy skończyłyśmy jeść zasiadłyśmy przed telewizorem. Do końca dnia nie działo się nic wartego uwagi.
*********************************************************************************
Z samego rana ja i Iza udałyśmy się do szkoły. Życzenia złożyła mi w drodze do niej. Szkoła jak to szkoła była nudna. Nienawidzę gdy jestem w centrum zainteresowania, ale tak właśnie się stało. Na ostatniej lekcji mieliśmy godzinę wychowawczą. Bardzo lubię panią Żmudę, ale dzisiaj mnie wkurzyła. Zaczęła przeglądać dziennik i wrzasnęła ,,STO LAT!''.
Potem kazała mi wyjść na środek sali oraz wstać całej klasie.
- Wasza koleżanka ma dzisiaj urodziny. Zaśpiewajmy jej wszyscy Sto Lat!
Po sali przebiegł tylko szmer i wszyscy usiedli. Wszyscy oprócz Izy, Pani kazała mi wrócić do ławki, a wszyscy pozostali (oprócz mnie i Iz) mają zostać na chwilę po lekcji.
Kiedy tylko zadzwonił dzwonek wybiegłyśmy z sali i już chwilę później byłyśmy w połowie drogi do domu. Wiem, że moje życie nie jest usłane różami, ale żeby mnie zignorować w urodziny? Doszłyśmy do domu, a ja od razu wzięłam się za czytanie ,,Romeo i Julii''. Nasza lektura. Nagle zaczął mi wibrować telefon.Odczytałam sms'a, a w nim był ten sam napis, co na lustrze Isabelle
,,UWAŻAJ NA AUTA''
Natychmiast pokazałam go Izzy. Obie pobiegłyśmy do Rozalii, ale jak go chciałam pokazać nie było go! To było dziwne, a Rose stwierdziła, że zwariowałyśmy. Wróciłyśmy do mojego pokoju, ale drzwi były zamknięte. Kiedy w końcu dostałyśmy się do środka, mój pokój był wywrócony do góry nogami! Wszystko wyglądało jak pokój Isabelle, ale najgorsza była ściana nad łóżkiem. Z sufitu zwisała lalka, która do złudzenia przypominała mnie, ale jedna rzecz się nie zgadzała. Nie miała nóg! Cała była pomalowana czerwoną farbą! Iz pobiegła po Rose, a ja zostałam w pokoju patrząc przerażona na lalkę. Nagle drzwi się zatrzasnęły i za lalką, czerwoną farbą, namalowano strzałkę w górę. Spojrzałam tam i krzyknęłam. Na całym suficie było coś jak wiersz!
,,Umarł tu mężczyzna,
Wyrządzono krzywdę mu,
A teraz ty mieszkasz tu,
Życie swe pożegnaj,
A ta twoja koleżanka,
Jeszcze chłoptaś ten,
Nastanie wieczny mrok,
A ty co tu mieszkasz,
Akurat ta sierota,
Umrzesz śmiercią,
Taką jak on.
Auta to twój wróg!''
Kiedy tylko to przeczytałam cały mój pokój wrócił do normy, a Iza i Rose weszły do środka.
- Co zrobiłaś! - krzyknęła Isabelle.
- To nie ja, - rozglądnęłam się. - Samo znikło...
Było by więcej, ale chcę rozciągnąć historię na minimum cztery posty ;)
sobota, 25 października 2014
Z sieroty do... cz.1
Był piątek trzydziestego pierwszego stycznia. Szesnastoletnia dziewczyna szła z nosidełkiem w ręku w stronę sierocińca. Położyła nosidełko przed drzwiami. Zadzwoniła dzwonkiem i spojrzawszy ostatni raz na córeczkę uciekła.
Charlotte Smith otworzyła zdziwiona drzwi. Kto o tej godzinie może dzwonić do drzwi? Za nimi zobaczyła małe dziecko w nosidełku, na którym leżał list. Wzięła dziecko od razu do środka. Charlotte wzięła kartkę i zaczęła czytać:
,
,To dziecko ma na imię Paula. Urodziło się 27 stycznia.
Zajmijcie się nim i gdy będzie mieć piętnaście lat dajcie jej tą kopertę,
którą ma pod kocem. Nie wcześniej, nie później. Bardzo dziękuję!''
Charlotte zdziwiona włożyła kartkę do kieszeni. Kiedy tylko skończyła czytać do pokoju wpadła rozzłoszczona Rozalia. Wysoka, blond włosa kobieta miała wyraźnie czegoś dość.
- Mam coraz bardziej dość tej małej Isabelle... Kto to jest? - spytała patrząc na małą.
- To Paula. Nasza nowa podopieczna...
14 lat później
- Łap! - krzyknął Julek.
Jak to zwykle ja... Nie złapałam. Nienawidzę koszykówki. Na moje szczęście zabrzmiał gwizdek i powlokłam się do szatni, gdy się już przebrałam na korytarzu czekała na mnie Iz.
- Hey! - krzyknęła na mój widok.
- Hey. - powiedziałam smutno patrząc na Darię, najbardziej lubianą dziewczynę w szkole.
Podeszła do swej ,,bandy'', która składała się z chyba dwudziestu osób i połowa to chłopcy.
- Też tak kiedyś będziemy tu rządzić. - powiedziała do mnie Izzy.
- Tak. Na pewno dwie dziewczyny z sierocińca będą rządzić w szkole. - powiedziałam.
- Nie martw się. - uśmiechnęła się. - Już jutro są twoje urodziny,
- Chodźmy na lekcje.
*********************************************************************************
Właśnie wchodziłyśmy do naszego ,,domu''. Wiem tylko tyle, że Charlotte znalazła mnie pod drzwiami czternaście lat temu. Z Izzy znamy się od samego początku. Jak zawsze na początku mijamy lustro. Izzy, która ma długie czarne włosy i czarne oczy. Uwielbia się w nim przeglądać. Jest śliczna, chociaż nikt (przez to, że zadaje się ze mną) nie zwraca na nią uwagi.
Co można powiedzieć o mnie? Mam jasno-brązowe włosy i zielone oczy. Uwielbiam czytać i dlatego nikt mnie nie lubi. Troszkę do bani. Lubie horrory, ale nawet to ich nie przekonuję. Wiem, źe gdyby tylko Izzy chciała, mogłaby znaleźć inną przyjaciółkę i stać się popularną, ale dziwnym trafem ona zadaję się ze mną.
Gdy tylko weszłyśmy na spotkanie wybiegła nam Charlotte. Bardzo ją lubię. Jest miłą kobietą koło czterdziestki, ale jest bardzo ładna. Ma kasztanowo-czarne włosy (podobno od urodzenia) i szare oczy, które ukrywa pod okularami. Jest dla mnie jak matka.
- Cześć dziewczynki. - uśmiechnęła się do nas szeroko. -Jak tam w szkole?
- Świetnie. - odparłyśmy obie.
- Paula... Porozmawiajmy w cztery oczy. Dobrze?
Zdziwiona skinęłam głową...
To dopiero początek tej historii i by tytuł nie zdradzał za dużo reszty dowiecie się później ;)
Piszcie kom. To mnie bardzo motywuję
- Świetnie. - odparłyśmy obie.
- Paula... Porozmawiajmy w cztery oczy. Dobrze?
Zdziwiona skinęłam głową...
To dopiero początek tej historii i by tytuł nie zdradzał za dużo reszty dowiecie się później ;)
Piszcie kom. To mnie bardzo motywuję
wtorek, 30 września 2014
Dziwna znajomość cz.6
Następnego dnia rano obudziłam się bardzo, ale to bardzo szczęśliwa. Tak nie czułam się nawet przy Danielu. Przebrałam się w niebieski podkoszulek i jeansy. Pobiegłam do szkoły i chyba dwadzieścia minut czekałam na lekcje matematyki. Po dzwonku usiadłam na swoim miejscu. Możliwe, że polubię codzienną, poranną matematykę. Cały czas pilnie obserwowałam drzwi. I on mi się ukazał! Jego piękne, zielone oczy patrzyły w moje, ale na moje szczęście nagle do klasy wpadł pan Lelek i Marek usiadł koło mnie.
Kiedy jak zawsze pan Lelek w połowie lekcji wyszedł z sali Kuba podleciał do drzwi i zaczęły się rozmowy. Marek odwrócił się w moją stronę.
- Co u mojej panikary? - spytał biorąc mnie za rękę.
- Wszystko dobrze, - uśmiechnęłam się szeroko. - a u ciebie?
Nie zdążył mi odpowiedzieć, ponieważ Kuba wrócił do ławki. Nauczyciel sekundę potem wszedł do sali. Lekcja trwała nadal.
Ja to w każdej szkole po czterdziestu pięciu minutach nauki następuję przerwa. Razem z Markiem wyszłam z sali i poszłam do swojej szafki gdzie czekały Natalia i Ola oraz... NO NIE! Daniel stał oparty o moją szafkę. Złapałam Marka za rękę i razem podeszliśmy do dziewczyn.
- Hejka! Co tam u was?
- Cześć Meg. Kto to? - spytała Ola.
- To Marek. - przedstawiłam go. - A to są Natalia i Ola. Moje najlepsze przyjaciółki.
- Miło mi.
- Nam również. - powiedziały wspólnie.
Nagle rozległ się dzwonek. Marek pocałował mnie w policzek i poszedł na chemie. CO MY TERAZ MAMY?
- Słodki. - stwierdziła Natalia.
- I niezłe z niego ciacho. - dodała Ola.
Zachichotałyśmy i ruszyłyśmy na lekcje. TO CO MY TERAZ MAMY!? O nie! Teraz historia, na której muszę siedzieć obok Daniela! Usiadłam ciężko koło najgorszego chłopaka w tej szkole. Pani Cerewska jest bardzo fajna i ją lubię, ale nie przepadam za historią. Na tej lekcji pani wychodzi tylko raz. Piętnaście minut przed przerwą. Tutaj pilnuję Arek. Dzięki temu, że jest świetnym gimnastykiem to zawszę kiedy panią widzi to robi salto i wraca do ławki. I to jest nasz alarm. Jak na razie lekcja upływała mi spokojnie. Kiedy pani wyszła. Oczywiście, żeby nie rozmawiać z Danielem podeszłam do Natalii i Oli.
- Co robiliście wczoraj na randce? - spytała Natalia.
- Opowiem wam potem.
Ułamek sekundy po tym jak to powiedziałam Arek wykonał salto i wrócił do ławki. Podążyłam w jego ślady i również wróciłam do ławki. Piętnaście minut jeszcze wytrzymam. Akurat siedzę przy oknie i mogę obserwować co się dzieje na zewnątrz. Właśnie wyjrzałam przez okno, kiedy ujrzałam Marka razem z klasą. Chyba też mnie zobaczył, bo pomachał w tę stronę. Nie wiadomo kiedy rozległ się dzwonek. Jak to możliwe, że Marek przed chwilą był na polu, a teraz czeka pod salą? Przytuliłam się do niego. Akurat wtedy wychodził Daniel, a potem rozpętało się piekło.
Daniel odepchnął mnie od Marka tak mocno, że się wywróciłam. Następnie walnął Marka w nos. Podniosłam się, żeby powstrzymać Daniela, ale ten pchnął mnie mocniej niż wcześniej. Teraz straciłam przytomność.
*********************************************************************************
Gdy się obudziłam leżałam w domu. Nie powinni mnie czasem zabrać do szpitala? Głowa już mnie nie bolała, ale i tak chwiejnym krokiem wstałam z łóżka i podążyłam na dół. Sprawdziłam kuchnie, salon, nawet pokój chłopców. Nikogo nie było w domu. Czy nie powinni przy mnie być i pilnować chorej?
Wyszłam na zewnątrz i stanęłam jak wryta. Nie było mojego ogródka tylko kamienna ścieżka. Rozejrzałam się na ścianie mojego domu, tam gdzie powinien być numer 47, znajdowała się data 30.09.2014 r. O co chodzi! Ktoś postukał mnie w ramię więc się odwróciłam. Stał przede mną wielki mężczyzna. Nawet nie zwróciłam uwagi na to jak wyglądał tylko spytałam:
- Gdzie ja jestem?
- Chodź ze mną.
Prowadził mnie labirynt domów i wprowadził do wielkiej sali. Przy stole siedziało trzech mężczyzn. Chłopak, który mnie tu przyprowadził wyszedł od razu. Powtórzyłam pytanie:
- Gdzie ja jestem?
Odezwał się ten siedzący w środku.
- Na tej bójce w korytarzu uderzyłaś się mocno w głowę. Teraz decydujemy czy twoja dusza ma nadal żyć czy może zostać tu z nami, ale cóż... Nie możemy się zdecydować.
- Chcecie mnie tu trzymać! - wykrzyknęłam zdenerwowana.
Nagle do sali wszedł znowu ten chłopak. Wyprowadził mnie i chwilę później byłam już z powrotem w domu. Położyłam się na kanapie w salonie. Chcę wrócić do domu!
Nawet nie wiem kiedy poczułam się senna. Gdy już się obudziłam leżałam z zabandażowaną głową i ktoś mnie trzymał za rękę. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam Marka! Na fotelu nie daleko siedziała mama, a na jego oparciach Kacper z Bartkiem. Po drugiej stronie mojego łóżka stały Natalia i Ola.
- Co się stało? - spytałam
- Nic takiego stara, ale już się bałam, że cię już nigdy nie zobaczę! Nigdy więcej mi tak nie rób! - krzyknęła Natalia.
- Jasne. - uśmiechnęłam się słabo.
Nagle do sali wszedł lekarz. Powiedział coś tylko do mamy i wyszedł.
- Niestety kochanie przepadnie ci bal. Masz tu leżeć jeszcze dwa tygodnie. Dopóki głowa się nie zagoi.
To po co ja kupowałam tą sukienkę?! Marek pochylił się i coś mi wyszeptał do ucha.
- Kiedy tylko poczujesz się lepiej urządzę w domu dyskotekę. No może prędzej na tej łące przy klifie.
Skinęłam mu tylko głową i znów udałam się do snu.
*********************************************************************************
Miesiąc później
Przyglądałam się sobie w lustrze. Moje włosy były już po ramiona. To dobrze, że tak szybko rosną inaczej miałabym mocno przechlapane z perukami.
Właśnie szykowałam się na przyjęcie u Marka. Zaprosił Natalie i Olkę, które też przegapiły przeze mnie dyskotekę. Na ich szczęście chłopcy się zgodzili. Mają iść jeszcze Bartek z Pauliną i Kacper z Celiną. Wszyscy mamy się spotkać u mnie w domu i Marek ma po nas przyjechać. Już nie mogę się doczekać!
Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół. Wszyscy zaczęli wchodzić do mnie do domu.
Natalia, Paweł, Ola, Wojtek, Celina, Paula i Marek. Od razu podeszłam i przytuliłam się do niego.
- Wszyscy do samochodu! - krzyknął.
Jeszcze moja mama przyleciała z aparatem i zrobiła nam grupowe zdjęcie. Wsiedliśmy do busa lub furgonetki (jak ze Scooby-Doo). Zapakowaliśmy i ruszyliśmy. Na szczęście Marek wynajął szofera, więc mogłam się do niego przytulać całą drogę.
- Udanego balu. - szepnął mi do ucha.
- Z tobą zawsze.
Pocałował mnie w usta i w furgonetce wybuchły gromkie brawa. NARESZCIE BYŁAM NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWA!
Oto koniec historii Meg i Marka. Mam trochę tego w zanadrzu, np. o niebie. Tylko innej osoby. Chcecie to przeczytać? Jeśli tak to zabieram się do roboty, ponieważ mam już to zapisane do chyba 3 rozdziału na laptopie.
niedziela, 7 września 2014
Dziwna znajomość cz.5
Przebranie się w mój ulubiony czarny top i jeansy zajęło niecałe dziesięć minut. Spakowałam do torebki telefon, chusteczki i pieniądze (wątpię, żeby miał zamiar za coś płacić). Wyszłam z domu i stanęłam jak wryta. Marek stał pod moimi drzwiami z bukietem moich ulubionych kwiatów! Podeszłam wciąż trochę zaszokowana. Marek uśmiechnął się niebiańsko.
- Nie wiem jakie kwiaty lubisz więc wziąłem z białych i fioletowych frezji. - powiedział trochę zmieszany.
- Umiesz dobrać kwiaty. - skwitowałam i wzięłam bukiet. - To moje ulubione. - uśmiechnęłam się do niego.
- Uff... Odetchnąłem z ulgom. - zaśmiał się.
- Pójdę je włożyć do wody i zaraz wracam.
Skinął głową, a ja pobiegłam do domu włożyć kwiaty. W kuchni zastałam tylko Bartka. Przyglądał mi się podejrzliwie.
- Masz chłopaka?
- Nie... No może...Sama nie wiem. - odpowiedziałam zmieszana.
- To z Danielem się umówiłaś?
- Nie, to nowy chłopak w szkole. Marek.
- Mhm...
Skoro nie podjął dalszej rozmowy to wyszłam z kuchni i wróciłam do Marka. Nadal stał w tym samym miejscu co wcześniej. Podeszłam i wzięłam go za rękę.
- To gdzie idziemy?
- Może do kina?
- A masz jakiś pomysł na film?
- Eeee... Nie. Lubisz jeździć konno?
- Kiedy miałam dziesięć lat to się uczyłam, a co?
- Moja rodzina ma stajnie z końmi. Możemy się przejechać na moją ulubioną łąkę i tam zrobimy piknik. Co ty na to?
- Jasne. Chodźmy.
Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Mama ma chyba taki sam, tylko, że bordowy, a nie czarny.
Wsiadłam na miejsce pasażera i zerknęłam na nasze CIĄGLE splecione dłonie. Nie zabrałam ręki z uścisku. Marek odpalił samochód i już po chwili staliśmy na światłach. Cały czas wyglądałam przez okno. Nagle odpięłam się i sama nie wiem jak przeskoczyłam na siedzenie z tyłu i schowałam się przed wzrokiem przechodniów. Marek spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co się stało?
- Daniel.
To jedno imię sprawiło. że chwilę potem Marek zjechał na pobocze i wpełznął na miejsce obok mnie.
- Wracaj na przód i jedziemy dalej. - powiedział się i uśmiechnął się.
Kiwnęłam jedynie głową i przesiadłam się na przód. Marek odpalił i pojechaliśmy dalej. Nie wiem ile jechaliśmy, ale chyba z dwadzieścia minut zajęło nam dojechanie na miejsce, a widok domu Marka zdumiał mnie do reszty.
Nie wystarczyło, że koło domu ma stajnie na... chyba sto metrów. To jeszcze dom jest jak willa. Poczułam, że ktoś rusza mi szczękę i zorientowałam się, że mam otwartą buzię. Natychmiast ją zamknęłam.
- Nie chciałem tu przyjeżdżać na pierwszym naszym spotkaniu, ale... - wzruszył ramionami.
- Wejdziemy do środka?
- Dzisiaj tylko polecę zabrać rzeczy na piknik, a ty idź sobie wybierz konia.
Skinęłam głową i ruszyłam w stronę stajni. Kiedy do niej weszłam powitało mnie rżenie koni. Zaczęłam się rozglądać po boksach. Żaden mi się nie spodobał, ale kiedy doszłam do ostatniego ujrzałam białego konia z brązową grzywą. Od razu wpadł mi w oko.
- To jest Sara. - Marek odezwał się za moimi plecami.
Podskoczyłam zaskoczona. Marek tylko się zaśmiał i wyprowadził Sarę z boksu. Pomógł mi wsiąść, a sam wyprowadził konia o imieniu Jaskier. Wsiadł na niego i ruszyliśmy. Po pięciu minutach jazdy galopem dojechaliśmy na jego ,,łąkę''. O ile to można było nazwać łąką.
Była to łąka położona na zboczu klifu. Było widać morze, a cała łąka była usłana pięknymi kwiatami. Marek rozłożył koc centralnie w stronę klifu. Przywiązał konie, podczas gdy ja podziwiałam różnorodność kwiatów. Nie wiadomo kiedy pojawił się za mną i... WZIĄŁ MNIE NA RĘCE! Zaczęłam piszczeć jak głupia spodziewając się najgorszego, ale on tylko zaniósł mnie na koc i poszedł po koszyk. Po chwili już siedział koło mnie.
- Co masz w koszyku? - spytałam.
Uśmiechnął się szeroko.
- Eee... Tu mamy problem. Sam nie wiem, co spakowałem.
Zaczęłam grzebać w koszyku. Znalazłam tu płyn do mycia naczyń, ścierkę, wodę, kilka kanapek i co najdziwniejsze... Pilota od telewizora.
- Po co nam pilot?
Marek tylko wzruszył ramionami. Popatrzyłam jeszcze raz do koszyka i zdziwiłam się, kiedy na samym dnie leżało srebrne pudełeczko na biżuterię. Wyciągnęłam je z koszyka. Marek od razu się zaczerwienił.
- To dla ciebie. - powiedział nieśmiało.
Otworzyłam pudełeczko i moim oczom ukazał się piękny, srebrny wisiorek z diamentowym serduszkiem. Popatrzyłam na Marka zadziwiona. On sięgnął po wisiorek i zawiesił mi go na szyi. Przytuliłam się do niego i razem patrzyliśmy jak nad wodą zachodzi słońce. Wieczorem ruszyliśmy na koniach do jego domu. Zaprowadziliśmy Sarę i Jaskra do boksów, wsiedliśmy do samochodu i Marek odwiózł mnie do domu. Bez słowa odprowadził mnie do drzwi. Kiedy się odwróciłam, żeby mu podziękować za miły dzień, on niespodziewanie pocałował mnie. Stałam tam jak zaczarowana. Gdy skończył od razu pobiegł do samochodu nie mówiąc nic. Tak jak by bał się mojej reakcji.
Weszłam do domu, a tam zastały mnie śmichy i chichy Kacpra i Bartka.
- Gabrysia ma chłopaka, Gabrysia ma chłopaka, Gabrysia ma chłopaka...!
Przewróciłam tylko oczami i poszłam do swojego pokoju.
Przebrałam się w piżamę i ułożyłam się do snu. Niestety nie mogłam usnąć! Cały czas myślałam o dzisiejszym pocałunku Marka. Tak jak przy nim nie czułam się przy nikim. Dotknęłam wisiorka. To bardzo miłe z jego strony. CHYBA SIĘ ZAKOCHAŁAM!
TROCHĘ MI TO ZAJĘŁO, ALE WIECIE BYŁY WAKACJE! JEŚLI SIĘ PODOBAŁO TO PROSZĘ O KOMENTARZE :)
- Mhm...
Skoro nie podjął dalszej rozmowy to wyszłam z kuchni i wróciłam do Marka. Nadal stał w tym samym miejscu co wcześniej. Podeszłam i wzięłam go za rękę.
- To gdzie idziemy?
- Może do kina?
- A masz jakiś pomysł na film?
- Eeee... Nie. Lubisz jeździć konno?
- Kiedy miałam dziesięć lat to się uczyłam, a co?
- Moja rodzina ma stajnie z końmi. Możemy się przejechać na moją ulubioną łąkę i tam zrobimy piknik. Co ty na to?
- Jasne. Chodźmy.
Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Mama ma chyba taki sam, tylko, że bordowy, a nie czarny.
Wsiadłam na miejsce pasażera i zerknęłam na nasze CIĄGLE splecione dłonie. Nie zabrałam ręki z uścisku. Marek odpalił samochód i już po chwili staliśmy na światłach. Cały czas wyglądałam przez okno. Nagle odpięłam się i sama nie wiem jak przeskoczyłam na siedzenie z tyłu i schowałam się przed wzrokiem przechodniów. Marek spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co się stało?
- Daniel.
To jedno imię sprawiło. że chwilę potem Marek zjechał na pobocze i wpełznął na miejsce obok mnie.
- Wracaj na przód i jedziemy dalej. - powiedział się i uśmiechnął się.
Kiwnęłam jedynie głową i przesiadłam się na przód. Marek odpalił i pojechaliśmy dalej. Nie wiem ile jechaliśmy, ale chyba z dwadzieścia minut zajęło nam dojechanie na miejsce, a widok domu Marka zdumiał mnie do reszty.
Nie wystarczyło, że koło domu ma stajnie na... chyba sto metrów. To jeszcze dom jest jak willa. Poczułam, że ktoś rusza mi szczękę i zorientowałam się, że mam otwartą buzię. Natychmiast ją zamknęłam.
- Nie chciałem tu przyjeżdżać na pierwszym naszym spotkaniu, ale... - wzruszył ramionami.
- Wejdziemy do środka?
- Dzisiaj tylko polecę zabrać rzeczy na piknik, a ty idź sobie wybierz konia.
Skinęłam głową i ruszyłam w stronę stajni. Kiedy do niej weszłam powitało mnie rżenie koni. Zaczęłam się rozglądać po boksach. Żaden mi się nie spodobał, ale kiedy doszłam do ostatniego ujrzałam białego konia z brązową grzywą. Od razu wpadł mi w oko.
- To jest Sara. - Marek odezwał się za moimi plecami.
Podskoczyłam zaskoczona. Marek tylko się zaśmiał i wyprowadził Sarę z boksu. Pomógł mi wsiąść, a sam wyprowadził konia o imieniu Jaskier. Wsiadł na niego i ruszyliśmy. Po pięciu minutach jazdy galopem dojechaliśmy na jego ,,łąkę''. O ile to można było nazwać łąką.
Była to łąka położona na zboczu klifu. Było widać morze, a cała łąka była usłana pięknymi kwiatami. Marek rozłożył koc centralnie w stronę klifu. Przywiązał konie, podczas gdy ja podziwiałam różnorodność kwiatów. Nie wiadomo kiedy pojawił się za mną i... WZIĄŁ MNIE NA RĘCE! Zaczęłam piszczeć jak głupia spodziewając się najgorszego, ale on tylko zaniósł mnie na koc i poszedł po koszyk. Po chwili już siedział koło mnie.
- Co masz w koszyku? - spytałam.
Uśmiechnął się szeroko.
- Eee... Tu mamy problem. Sam nie wiem, co spakowałem.
Zaczęłam grzebać w koszyku. Znalazłam tu płyn do mycia naczyń, ścierkę, wodę, kilka kanapek i co najdziwniejsze... Pilota od telewizora.
- Po co nam pilot?
Marek tylko wzruszył ramionami. Popatrzyłam jeszcze raz do koszyka i zdziwiłam się, kiedy na samym dnie leżało srebrne pudełeczko na biżuterię. Wyciągnęłam je z koszyka. Marek od razu się zaczerwienił.
- To dla ciebie. - powiedział nieśmiało.
Otworzyłam pudełeczko i moim oczom ukazał się piękny, srebrny wisiorek z diamentowym serduszkiem. Popatrzyłam na Marka zadziwiona. On sięgnął po wisiorek i zawiesił mi go na szyi. Przytuliłam się do niego i razem patrzyliśmy jak nad wodą zachodzi słońce. Wieczorem ruszyliśmy na koniach do jego domu. Zaprowadziliśmy Sarę i Jaskra do boksów, wsiedliśmy do samochodu i Marek odwiózł mnie do domu. Bez słowa odprowadził mnie do drzwi. Kiedy się odwróciłam, żeby mu podziękować za miły dzień, on niespodziewanie pocałował mnie. Stałam tam jak zaczarowana. Gdy skończył od razu pobiegł do samochodu nie mówiąc nic. Tak jak by bał się mojej reakcji.
Weszłam do domu, a tam zastały mnie śmichy i chichy Kacpra i Bartka.
- Gabrysia ma chłopaka, Gabrysia ma chłopaka, Gabrysia ma chłopaka...!
Przewróciłam tylko oczami i poszłam do swojego pokoju.
Przebrałam się w piżamę i ułożyłam się do snu. Niestety nie mogłam usnąć! Cały czas myślałam o dzisiejszym pocałunku Marka. Tak jak przy nim nie czułam się przy nikim. Dotknęłam wisiorka. To bardzo miłe z jego strony. CHYBA SIĘ ZAKOCHAŁAM!
TROCHĘ MI TO ZAJĘŁO, ALE WIECIE BYŁY WAKACJE! JEŚLI SIĘ PODOBAŁO TO PROSZĘ O KOMENTARZE :)
Dziwna znajomość cz.4
Lekcja zleciała mi dość szybko. Kiedy wyszłam Daniel już czekał pod drzwiami sali. Ominęłam go, ale niestety złapał mnie za nadgarstek.
- Musimy porozmawiać. - stwierdził.
- Nie mamy o czym! Wracaj sobie do Dominiki! - krzyknęłam.
Nagle wszystko na korytarzu ucichło. Wzrok wszystkich powędrował w naszym kierunku. Nawet nauczyciele zwrócili na nas uwagę. Postanowiłam to zignorować. Wyrwałam rękę z jego uścisku i wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Z nami koniec! Idź sobie do Dominiki, a do mnie już się nie odzywaj!
Odbiegłam od niego i schowałam się w łazience. Wbiegłam do jednej z kabin. Usłyszałam śmiechy. Od razu rozpoznałam głos Dominiki, Aśki i Nikoli. Ta banda jest nie do zniesienia!
- Mówiłam wam, że mi się uda. Mam nadzieję, że to nagrałyście. - znowu śmiechy. - Teraz kto? Paweł dla Nikoli? Odbijesz go Natalii na sto procent.
- Oczywiście, że tak. Jestem od niej lepsza.
Nie wytrzymałam. Wyszłam z kabiny, podeszłam do Dominiki i walnęłam ją prosto w twarz. Zaraz potem wyleciałam jak burza z toalety. Właśnie zawdzięczał dzwonek, więc weszłam do sali matematycznej. Wszyscy patrzyli na mnie. Chodź się nie spóźniłam, wiedziałam, że mam przechlapane w tej szkole.
Lekcja zaczęła się normalnie, a kiedy pan Lelek wyszedł z sali Kuba podleciał do drzwi i dał nam znak, że nikogo nie widać. Zaczęły się rozmowy. Marek odwrócił się w moją stronę.
- Może spotkamy się dzisiaj?
- Jasne, czemu nie?
- To supe...
Nie dokończył, bo Kuba wykonał swój manewr i wrócił do ławki. Pan Lelek razem z panem dyrektorem wszedł do sali. Wszyscy wstali, gdy weszli.
- Niech panna Gabriela pójdzie ze mną.
Wszyscy patrzyli teraz na mnie. Zrezygnowana wstałam z ławki i poszłam za dyrektorem do jego gabinetu. Usiadłam w wygodnym, skórzanym fotelu, a dyrektor naprzeciwko mnie.
- Co to miało być?
Spojrzałam na niego dziwnie. O CO MU CHODZI? Westchnął.
- Z tą dzisiejszą awanturą. - wyjaśnił. - Jeżeli się musicie kłócić to zróbcie to po lekcjach. Poza tym wpłynęła na ciebie skarga od Dominiki Kowalczyk. Podobno walnęłaś ją w twarz.
- To prawda. Zdenerwowała mnie i naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało. Przepraszam bardzo. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy!
Dyrektor skinął głową i odesłał mnie do sali, gdy wróciłam wszyscy patrzyli na mnie uważnie. Nawet pan Lelek zatrzymał lekcję. Nikt się mnie o nic nie pytał. Nauczyciel zignorował moją obecność, więc zanim się obejrzałam było już po lekcji. Szłam do domu. TAM NIE MA SPOKOJU!
O dziwo kiedy weszłam do domu nie słyszałam krzyków Kacpra i Bartka. Było słychać tylko ciche nucenie mamy z kuchni. Zdziwiona poszłam sprawdzić o co chodzi.
- Mamo, gdzie chłopaki?
- Kacper jest u kolegi, a Bartek w swoim pokoju i chyba rozmawia przez telefon.
Skinęłam głową, ale wydało mi się to dziwne. Czemu Bartek nie poszedł z Kacprem? Pobiegłam do nich do pokoju i zastałam Bartka grającego na komputerze. Odwrócił się i zatrzymał grę.
- Cześć. Czemu jesteś u mnie w pokoju?
- Czemu nie ma Kacpra?
- Bo jest u Radka, a wiesz, że się z nim nie lubimy. Dlatego nie poszedłem.
- Mhm. - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Zakochałeś się!
Popatrzył na mnie zdziwiony, a potem się zarumienił! HAHA! Bartek się zakochał!
- Jak ona ma na imię?
- Paulina, ale wszyscy mówią jej Paula. Jesteśmy w tej samej klasie, a ja nie wiem czy ona zgodzi się ze mną umówić. - powiedział zakłopotany.
Uśmiechnęłam się szeroko. Nagle coś rzuciło mi się o oczy. Na łóżku Bartka leżała paczka czekoladek, do której był przywiązany kwiatek. Wzięłam je do ręki.
- To dla niej?
Bartek tylko pokiwał głową, a ja zaczęłam czytać liścik przywiązany do kwiatka.
,,Droga Paulino!
Musisz wiedzieć, że skradłaś me serce. Będę czekał dzisiaj przed szkołom na Ciebie. Z kwiatem w ręce takim samym jak ten przywiązany!''
- Ooo... Jakie słodkie! Kiedy jej to dasz?
- Jutro po jednej z lekcji podrzucę jej to do plecaka. - wyznał.
- Okey, zostawiam cię z twoimi grami.
Skinął tylko głową, a ja wyszłam z pokoju. Padłam na łóżko i natychmiast wstałam. PRZECIEŻ MAM SIĘ DZISIAJ SPOTKAĆ Z MARKIEM!...
Skinęłam głową, ale wydało mi się to dziwne. Czemu Bartek nie poszedł z Kacprem? Pobiegłam do nich do pokoju i zastałam Bartka grającego na komputerze. Odwrócił się i zatrzymał grę.
- Cześć. Czemu jesteś u mnie w pokoju?
- Czemu nie ma Kacpra?
- Bo jest u Radka, a wiesz, że się z nim nie lubimy. Dlatego nie poszedłem.
- Mhm. - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Zakochałeś się!
Popatrzył na mnie zdziwiony, a potem się zarumienił! HAHA! Bartek się zakochał!
- Jak ona ma na imię?
- Paulina, ale wszyscy mówią jej Paula. Jesteśmy w tej samej klasie, a ja nie wiem czy ona zgodzi się ze mną umówić. - powiedział zakłopotany.
Uśmiechnęłam się szeroko. Nagle coś rzuciło mi się o oczy. Na łóżku Bartka leżała paczka czekoladek, do której był przywiązany kwiatek. Wzięłam je do ręki.
- To dla niej?
Bartek tylko pokiwał głową, a ja zaczęłam czytać liścik przywiązany do kwiatka.
,,Droga Paulino!
Musisz wiedzieć, że skradłaś me serce. Będę czekał dzisiaj przed szkołom na Ciebie. Z kwiatem w ręce takim samym jak ten przywiązany!''
- Ooo... Jakie słodkie! Kiedy jej to dasz?
- Jutro po jednej z lekcji podrzucę jej to do plecaka. - wyznał.
- Okey, zostawiam cię z twoimi grami.
Skinął tylko głową, a ja wyszłam z pokoju. Padłam na łóżko i natychmiast wstałam. PRZECIEŻ MAM SIĘ DZISIAJ SPOTKAĆ Z MARKIEM!...
Dziwna znajomość cz.3
Byłyśmy właśnie w galerii handlowej, kiedy Olka krzyknęła jak głupia. Popatrzyłam tam gdzie ona. Na wystawie wisiały śliczne sukienki. Akurat w naszych ulubionych kolorach. Czyli niebieska, czarna i fioletowa. Pobiegłyśmy do tego sklepu jak szalone.
Natalia zgarnęła niebieską i wbiegła do przymierzalni. Zajęło jej to dwie minutki i wyszła. Wyglądała prześlicznie w niebieskiej sukience. Jej rude włosy sięgały do pleców. Obróciła się parę razy po czym znowu weszła do przymierzalni. Kiedy znowu wyszła miała już ubrane swoje normalne ciuchy Olka weszła do przymierzalni z fioletową. Wyszła po paru minutach. Jej długie, czarne włosy sięgały do pasa i z fioletową sukienką prezentowała się świetnie. Obróciła się dwa razy i weszła z powrotem. Przebrała się i wyszła. Teraz ja weszłam z czarną sukienką. Przebrałam się i wyszłam. Popatrzyłam na siebie w lustrze. Moje włosy, koloru ciemnego blondu, które sięgały za ramiona świetnie się prezentowały z tą sukienką. Przebrałam się z powrotem raz, dwa. Zaraz byłyśmy przy kasie.
- Sto pięćdziesiąt złoty. - powiedziała kasjerka.
Złożyłyśmy się po pięćdziesiąt złoty. Kasjerka się uśmiechnęła i wyciągnęła zza blatu trzy bransoletki. Były wręcz identyczne.
- Są dodatkiem do sukienek.
Popatrzyłyśmy na siebie, ale wzięłyśmy je, podziękowałyśmy i wyszłyśmy ze sklepu. Podążyłyśmy do najbliższej kawiarni.
- Z kim idziecie? - spytałam.
- Ja z Pawłem z naszej klasy. - odpowiedziała Natalia.
- Ja z Wojtkiem. Tym ze starszej klasy.
- A ty? - spytały jednocześnie.
Zachichotałyśmy we trzy.
- Pewnie pójdę z Danielem, ale jeszcze mnie nie zaprosił. - przyznałam smutno.
Weszłyśmy i stanęłam jak wryta. Daniel siedział koło Dominiki z 2D. Ta blondyna, która umawia się z większością chłopaków, przytulała się do Daniela. Podałam Olce moje zakupy, podleciałam do nich i walnęłam Daniela w twarz.
- Za co to - podniósł na mnie wzrok. - Meg!
- Ty świnio! - wydarłam się. - Nie chcę cię znać!
Podleciałam do dziewczyn i wyszłyśmy stamtąd. Daniel biegł za nami przez cały czas.
- Spadaj durniu! - krzyknęły dziewczyny.
Pobiegłyśmy do domu Natalii. Mój telefon cały czas piszczał. Już wcześniej przyniosłyśmy tam z Olką swoje rzeczy. Mama została z chłopakami w domu, a ja miałam szansę pobyć za swoimi przyjaciółkami. Ulokowałyśmy się u Natalii w pokoju na ziemi. Rozmawiałyśmy jak zwykle. One unikały tematu Daniela, a ja byłam im za to wdzięczna. Telefon nie dawał mi spokoju. Po jakieś godzinie. Zadzwonił. Odebrałam go.
- Słucham? - spytałam.
- Nareszcie. - westchnął Daniel do słuchawki. - Meg, to nie było tak jak myślisz...
- Nie obchodzi mnie to! Nie odzywaj się do mnie już nigdy więcej!
Rozłączyłam się. Od razu zablokowałam połączenie i SMS-y od Daniela i skupiłam się na koleżankach. Koło pierwszej poszłyśmy spać. Rano jest szkoła...
*********************************************************************************
Wstałam pierwsza i obudziłam resztę. Poleciałyśmy do szkoły jak oparzone. Okazało się, że prawie zaspałyśmy! Pierwszy dzisiaj był polski. Na moje biedne nieszczęście muszę tu siedzieć z Markiem. Przynajmniej pani Morek jest miła! Lekcja zleciała mi błyskawicznie. Zaraz po niej poszłam do swojej szafki. Zobaczyłam przed nią Daniela, więc od razu zawróciłam. Jak na mojego pecha! Wpadłam na Marka.
- Cześć Gabi.
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam.
- No to jak?
- Meg lub Megan. Nie lubię swojego imienia.
- Mhm. Słyszałem o tobie i Danielu. Przykro mi.
- To nie twoja wina, że mnie... nieważne.
- Ej wiem, że to wcześnie, ale poszłabyś ze mną na dyskotekę?
- Jasne, czemu nie?
- Super. - uśmiechnął się szeroko. - To do zobaczenia.
Odwrócił się i poszedł. To miło z jego strony. Może przy nim zapomnę o Danielu? Oby nie chciał być moim chłopakiem, bo tego nie przeżyję już psychicznie. Dziewczyny jak na zawołanie pojawiły się obok mnie. Uśmiechnęłam się do nich i opowiedziałam, co się stało. Zapiszczały na cały swój regulator. Parę osób się na nas popatrzyło, w tym Daniel. Zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy na kolejną lekcje. Usłyszałam tylko jak Daniel mnie woła, a potem weszłam do sali.
Dziwna znajomość cz.2
Leżałam na łóżku i uczyłam się na jutrzejszą kartkówkę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! - krzyknęłam.
Do mojego pokoju weszli Kacper z Bartkiem. Przynieśli ze sobą laptopa. Chodź mają już trzynaście lat nadal zachowują się jak dzieci. Grzecznie położyli laptopa na biurku i uśmiechali się dziwne.
- Co przeskrobaliście? - spytałam.
Kacper wyleciał z pokoju jak strzała nawet nie oglądając się za siebie. Bartek (który jest od niego starszy o piętnaście minut) został. Zaczął powoli się tłumaczyć.
- No wiesz... Chcieliśmy zgrać sobie film... kiedy nie wiadomo jak laptop zaczął migać i... spalił się. - podrapał się zakłopotany w głowę.
Na moje szczęście nic ważnego nie było na tym komputerze, więc tylko skinęłam głową, a on wyszedł. Już po chwili słyszałam głos Kacpra. Chwalił Bartka, że miał odwagę mi powiedzieć. Skoro jestem starsza od nich o tylko dwa lata... To ciekawe jak by sobie poradzili na moim miejscu. Wzdrygnęłam się na tę myśl. Wróciłam do książek.
Telefon znowu zadzwonił. Teraz to mnie już porządnie zdenerwował. Dzwoni co pięć minut odkąd przyszłam do domu! Odebrałam go zdenerwowana.
- Słucham!
- Cześć Meg, przyjdziesz do klubu? Proszę! - Daniel tak pięknie prosił, ale...
- Nie ma mowy! Czekałam na ciebie przez pół godziny! Teraz się uczę do jutrzejszej kartkówki z chemii! Tobie też bym radziła.
- To jutro jest kartkówka!? O cholera. Zapomniałem. Dzięki za przypomnienie. Widzimy się jutro i daję słowo, że dzisiaj już nie zadzwonię. Pa Meg.
- Cześć.
Rozłączył się, a ja wróciłam do książek po raz kolejny.
*********************************************************************************
Mama weszła do mnie do pokoju. Zobaczyła, że jeszcze nie śpię i powiedziała:
- Gabrysia do spania, bo jutro nie wstaniesz.
- Jasne mamo. - ziewnęłam.
Mama się zaśmiała i wyszła z pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka, ale sen nie przychodził. Leżałam i zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu. Na początku był w miarę normalny. Potem pokłóciłam się z Danielem, następnie ten dziwny chłopak, a jeszcze później mój biedny laptop się spalił. Czy to najgorszy dzień w moim życiu?
Poderwałam się z łóżka. Zapomniałam całkowicie, że miałam się dzisiaj spotkać z przyjaciółkami. Chwyciłam telefon i napisałam do nich. Najpierw do Natalii, a potem do Oli. Wiadomość brzmiała ''SORRY, ŻE SIĘ DZISIAJ NIE WIDZIAŁYŚMY. MOŻEMY JUTRO?''. Wręcz po trzech minutach odstałam odpowiedź od Natalii. ''SPOKO. NAPISZĘ DO OLI TO ZROBIMY SOBIE JUTRO PIŻAMA PARTY U MNIE.''. Od razu spodobał mi się ten pomysł. Cała noc z przyjaciółkami. Zaraz po przyjściu wiadomości od Natalii przyszła wiadomość od Oli ''DOSTAŁAM WIADOMOŚĆ OD NATII. JUTRO U NIEJ O 20. TYLKO NIE ZAPOMNIJ!''. Uśmiechnęłam się, ziewnęłam i ułożyłam do snu.
*********************************************************************************
Rano zaspałam do szkoły. Spakowałam szybko plecak. Ubrałam się w dżinsy i biały podkoszulek. Wzięłam kromkę chleba i wybiegłam z domu. Mieszkam trzy przecznice od szkoły, więc w miarę szybko doleciałam. Kiedy wbiegłam do szkoły ludzie powoli wchodzili do klas. Wbiegłam do sali od matematyki i usiadłam w swojej ławce. Właśnie do sali wszedł nauczyciel. Pan Lelek nie był zbyt miły. Jeśli mu podpadłeś nie zdawałeś do następnej klasy. Położył swoje papiery na biurku i odwrócił się do nas. Czasami się go bałam. Był wyskoki, łysy i miał wielką bliznę biegnącą przez pół twarzy. Patrzył na nas surowym głosem. Po czym ogłosił:
- Mamy nowego ucznia w klasie. Wejdź i przedstaw się.
Osłupiałam do reszty. WSZYSTKO TYLKO NIE ON! Do sali wszedł chłopak na którego wczoraj wpadłam. Uśmiechnął się szeroko.
- Jestem Marek.
- Usiądź koło...
W sali były trzy wolne miejsca. Koło mnie, Karoliny i Filipa. Proszę tylko nie ja, proszę tylko nie ja, PROSZĘ TYLKO NIE JA!
- ...koło Gabrysi.
DLACZEGO JA! Co ja zrobiłam temu nauczycielowi. Marek zadowolony z siebie usiadł koło mnie. Odsunęłam się najdalej od niego. Lekcja się zaczęła. W jej połowie pan Lelek wyszedł z sali. Jak to zwykle zaczęły się szepty. Kuba stanął w drzwiach i pilnował czy nauczyciel nie idzie. Marek odwrócił się do mnie.
- Więc masz na imię Gabrysia?
- Nie lubię jak mnie tak nazywają. - mruknęłam pod nosem.
- A jak wolisz? - spytał zaciekawiony.
Na szczęście naszą rozmowę przerwał Kuba. Zaczął robić to, co zawsze. Podrapał się po nosie i wszystkie rozmowy ucichły, a on wrócił na swoje miejsce. Dwie sekundy potem wrócił pan Lelek. Lekcja trwała nadal. Po dwudziestu minutach zadźwięczał dzwonek. NARESZCIE!
Wyszłam z sali i podążyłam w stronę szafek. Jak zwykle pod nią czekał Daniel w towarzystwie Natalii i Oli.
- Cześć. - powiedziałam, gdy do nich podeszłam.
- Cześć Meg. - powiedziały razem Natalia i Ola.
Zachichotały.
- Cześć skarbie. - Daniel przytulił mnie do siebie. - Co dzisiaj robimy?
- Ty i ja nic. Razem z dziewczynami... - podeszłam do nich. - mamy dzisiaj babski dzień.
Przytaknęły mi. Daniel skinął głową i zadźwięczał dzwonek. Razem z dziewczynami poszłyśmy na naszą ulubioną lekcje. Czyli muzykę. Zaraz potem jest chemia. Ratunku.
- Otwarte! - krzyknęłam.
Do mojego pokoju weszli Kacper z Bartkiem. Przynieśli ze sobą laptopa. Chodź mają już trzynaście lat nadal zachowują się jak dzieci. Grzecznie położyli laptopa na biurku i uśmiechali się dziwne.
- Co przeskrobaliście? - spytałam.
Kacper wyleciał z pokoju jak strzała nawet nie oglądając się za siebie. Bartek (który jest od niego starszy o piętnaście minut) został. Zaczął powoli się tłumaczyć.
- No wiesz... Chcieliśmy zgrać sobie film... kiedy nie wiadomo jak laptop zaczął migać i... spalił się. - podrapał się zakłopotany w głowę.
Na moje szczęście nic ważnego nie było na tym komputerze, więc tylko skinęłam głową, a on wyszedł. Już po chwili słyszałam głos Kacpra. Chwalił Bartka, że miał odwagę mi powiedzieć. Skoro jestem starsza od nich o tylko dwa lata... To ciekawe jak by sobie poradzili na moim miejscu. Wzdrygnęłam się na tę myśl. Wróciłam do książek.
Telefon znowu zadzwonił. Teraz to mnie już porządnie zdenerwował. Dzwoni co pięć minut odkąd przyszłam do domu! Odebrałam go zdenerwowana.
- Słucham!
- Cześć Meg, przyjdziesz do klubu? Proszę! - Daniel tak pięknie prosił, ale...
- Nie ma mowy! Czekałam na ciebie przez pół godziny! Teraz się uczę do jutrzejszej kartkówki z chemii! Tobie też bym radziła.
- To jutro jest kartkówka!? O cholera. Zapomniałem. Dzięki za przypomnienie. Widzimy się jutro i daję słowo, że dzisiaj już nie zadzwonię. Pa Meg.
- Cześć.
Rozłączył się, a ja wróciłam do książek po raz kolejny.
*********************************************************************************
Mama weszła do mnie do pokoju. Zobaczyła, że jeszcze nie śpię i powiedziała:
- Gabrysia do spania, bo jutro nie wstaniesz.
- Jasne mamo. - ziewnęłam.
Mama się zaśmiała i wyszła z pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka, ale sen nie przychodził. Leżałam i zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu. Na początku był w miarę normalny. Potem pokłóciłam się z Danielem, następnie ten dziwny chłopak, a jeszcze później mój biedny laptop się spalił. Czy to najgorszy dzień w moim życiu?
Poderwałam się z łóżka. Zapomniałam całkowicie, że miałam się dzisiaj spotkać z przyjaciółkami. Chwyciłam telefon i napisałam do nich. Najpierw do Natalii, a potem do Oli. Wiadomość brzmiała ''SORRY, ŻE SIĘ DZISIAJ NIE WIDZIAŁYŚMY. MOŻEMY JUTRO?''. Wręcz po trzech minutach odstałam odpowiedź od Natalii. ''SPOKO. NAPISZĘ DO OLI TO ZROBIMY SOBIE JUTRO PIŻAMA PARTY U MNIE.''. Od razu spodobał mi się ten pomysł. Cała noc z przyjaciółkami. Zaraz po przyjściu wiadomości od Natalii przyszła wiadomość od Oli ''DOSTAŁAM WIADOMOŚĆ OD NATII. JUTRO U NIEJ O 20. TYLKO NIE ZAPOMNIJ!''. Uśmiechnęłam się, ziewnęłam i ułożyłam do snu.
*********************************************************************************
Rano zaspałam do szkoły. Spakowałam szybko plecak. Ubrałam się w dżinsy i biały podkoszulek. Wzięłam kromkę chleba i wybiegłam z domu. Mieszkam trzy przecznice od szkoły, więc w miarę szybko doleciałam. Kiedy wbiegłam do szkoły ludzie powoli wchodzili do klas. Wbiegłam do sali od matematyki i usiadłam w swojej ławce. Właśnie do sali wszedł nauczyciel. Pan Lelek nie był zbyt miły. Jeśli mu podpadłeś nie zdawałeś do następnej klasy. Położył swoje papiery na biurku i odwrócił się do nas. Czasami się go bałam. Był wyskoki, łysy i miał wielką bliznę biegnącą przez pół twarzy. Patrzył na nas surowym głosem. Po czym ogłosił:
- Mamy nowego ucznia w klasie. Wejdź i przedstaw się.
Osłupiałam do reszty. WSZYSTKO TYLKO NIE ON! Do sali wszedł chłopak na którego wczoraj wpadłam. Uśmiechnął się szeroko.
- Jestem Marek.
- Usiądź koło...
W sali były trzy wolne miejsca. Koło mnie, Karoliny i Filipa. Proszę tylko nie ja, proszę tylko nie ja, PROSZĘ TYLKO NIE JA!
- ...koło Gabrysi.
DLACZEGO JA! Co ja zrobiłam temu nauczycielowi. Marek zadowolony z siebie usiadł koło mnie. Odsunęłam się najdalej od niego. Lekcja się zaczęła. W jej połowie pan Lelek wyszedł z sali. Jak to zwykle zaczęły się szepty. Kuba stanął w drzwiach i pilnował czy nauczyciel nie idzie. Marek odwrócił się do mnie.
- Więc masz na imię Gabrysia?
- Nie lubię jak mnie tak nazywają. - mruknęłam pod nosem.
- A jak wolisz? - spytał zaciekawiony.
Na szczęście naszą rozmowę przerwał Kuba. Zaczął robić to, co zawsze. Podrapał się po nosie i wszystkie rozmowy ucichły, a on wrócił na swoje miejsce. Dwie sekundy potem wrócił pan Lelek. Lekcja trwała nadal. Po dwudziestu minutach zadźwięczał dzwonek. NARESZCIE!
Wyszłam z sali i podążyłam w stronę szafek. Jak zwykle pod nią czekał Daniel w towarzystwie Natalii i Oli.
- Cześć. - powiedziałam, gdy do nich podeszłam.
- Cześć Meg. - powiedziały razem Natalia i Ola.
Zachichotały.
- Cześć skarbie. - Daniel przytulił mnie do siebie. - Co dzisiaj robimy?
- Ty i ja nic. Razem z dziewczynami... - podeszłam do nich. - mamy dzisiaj babski dzień.
Przytaknęły mi. Daniel skinął głową i zadźwięczał dzwonek. Razem z dziewczynami poszłyśmy na naszą ulubioną lekcje. Czyli muzykę. Zaraz potem jest chemia. Ratunku.
Dziwna znajomość cz.1
- No? -spytałam Daniela w słuchawce.
- Skarbie, przepraszam, musiałem pomóc mamie, ale już lecę.
- Nie trzeba. Poszłam stamtąd.
- Co! Gdzie jesteś przy...
Rozłączyłam się zanim zdążył skończyć zdanie. Byłam już przecznice przed domem. Kiedy nie wiadomo jak wpadłam na jakiegoś chłopaka. Przewróciliśmy się. Podniosłam się błyskawicznie.
- Bardzo cię przepraszam. Nie wiem jak to się stało...
- Nic nie szkodzi. Ładna jesteś. - uśmiechnął się szeroko.
Miał czarne włosy tak samo jak mój młodszy brat Kacper, a oczy zielone jak ja.
- Jeszcze raz przepraszam.
Po tym jak to powiedziałam uciekłam błyskawicznie. Odwróciłam się tylko raz sprawdzić czy czasami za mną nie biegnie. Oczywiście nie biegł, ale na wszelki wypadek całą drogę do domu biegłam. Do domu wpadłam jak szalona. Aż mama wybiegła z kuchni.
- Co się stało? - spytała przestraszona.
- Nic takiego.
- Nie miałaś być z Danielem na imprezie?
- Miałam, ale czekałam na niego pół godziny i zdenerwowałam się, więc sobie poszłam.
- Aha. - powiedziała i wróciła do kuchni.
Pobiegłam do mojego pokoju. Kacper i Bartek pałaszowali na moim laptopie.
- Wynocha stąd! - krzyknęłam na nich. Popatrzyli na mnie.
- Możemy zabrać laptopa. - spytał Bartek.
- Tak, ale wynocha. - powiedziałam zrezygnowana.
Przed oczami mignęły mi dwie czupryny. Jedna blond, a druga czarna. I wtedy przypomniałam sobie tamtego chłopaka. Musiał być w moim wieku. NIE! Nie mogę o nim myśleć. Mam chłopaka? Mam. Więc nie mogę zawracać sobie głowy nieznajomymi. Wyjęłam z szafki książki i zaczęłam się uczyć. Telefon dzwonił cały czas, ale miałam go w nosie. To będzie długi wieczór...
Subskrybuj:
Posty (Atom)