poniedziałek, 22 czerwca 2015

W nowym życiu cz.5

 Maciek był ubrany w białe spodnie oraz podkoszulek identycznego koloru z błękitnym napisem ,,Anioły są wszędzie''. Włosy miał rozczochrane, a w jego brązowych oczach tańczyły iskierki radości. Sięgnął do kieszeni, a potem pomachał mi dwoma kartkami przed nosem. Wzięłam jedną. Był to bilet VIP na koncert zespołu Enej. Nie wiem jak je zdobył, ale to świetna sprawa. Rzuciłam mu się na szyje i usłyszałam śmiech.
- Trafiłem z niespodzianką? - spytał, gdy już się od niego ,,odkleiłam''.
- Tak! Skąd wiedziałeś, że ich lubię?
- Mam dobrych informatorów. - wyciągnął do mnie rękę. - Chodź, bo zaraz się spóźnimy. 
 Ujęłam jego dłoń z radością i wyszliśmy z ,,domu smutku''. Zapewne wyglądamy jak para zakochanych w sobie małolatów. Teraz mam okazje go podpytać! Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić:
- Czy znałeś kogoś jeszcze? No wiesz, oprócz tego dupka.
- Znałem taką dziewczynę. Co roku farbuje włosy na inny kolor. Teraz ma chyba białe. Nazywała się...
- Angelika Boroń. - dokończyłam za niego. 
- Właśnie!
- Masz może numer telefonu do niej?
- No mam, a co?
- To moja najlepsza przyjaciółka, ale nie pamiętam jej numeru. Czyli nie mogę do niej zadzwonić i o wszystkim jej powiedzieć. Mógłbyś mi dać jej numer?
- Po koncercie. - mrugnął do mnie.
 Zanim się obejrzałam staliśmy w kolejce.
***********************************************************************************
 Drzwi otworzyły się z hukiem. Czarnowłosa diablica wpadła do sali. 
- Zgadnijcie kto mi dzisiaj ukradł ziemiankę? - krzyknęła.
- Anioł? - odpowiedział ze śmiechem radny.
- Tak! I jakby tego było mało to jeszcze jest to ten sam, co pięćset lat temu! Dlaczego zawsze trafiam na dziewczyny? On ma prościej! Zabujają się w nim i po sprawie, a co ja mam powiedzieć? Muszę się zaprzyjaźnić z dziewczyną, którą interesuje co na siebie założyć...
- A to nie jest czasem twój ulubiony temat? - zapytał radny z chytrym uśmieszkiem. 
- No jest! Ale moje klimaty, a nie różowe sukieneczki. Kiedy rytuał będzie możliwy do wypełnienia? Nie wiem, czy długo wytrzymam.
- Dokładnie dziesiątego września. Czyli za osiem dni. 
- Tydzień... - westchnęła diablica.
- Owszem, a powiedz mi jeszcze... czy medalion zmienia kolor? 
- Tak, z białego na czarny. Czasem jest biało-czarny, a czy to ma jakiejś znaczenie?
- Ma i to spore. Otóż pewnie już zapomniałaś, że gdy będzie wiadomo o nastawieniu istoty ziemskiej będziesz mogła ją oddać rytuałowi. 
- Czyli mam osiem dni, żeby się z nią zaprzyjaźnić? 
- Mniej więcej. Dziesiątego września ma już mieć czarne oczy. Nie ważne czy będzie przy niej anioł czy nie. Zrozumiano?
- Ta, ta, ta... muszę? - jęknęła.
- Vanesso... - westchnął radny. - Ile razy mam Ci to powtarzać. O tym zadecydowała twoja krew, a nie my. Musisz się z tym pogodzić. Gdybyś miała rodzeństwo to byłoby prawdopodobne, że oni pójdą na te misje, ale skoro go nie masz, to... cóż musisz się tym zajmować. 
 Czerwonooka westchnęła i zlustrowała rade wzrokiem. 
- To znaczy, że nie mam wyjścia? - jęknęła. 
- Na twoje nieszczęście owszem. 
 Skinęła głową, splotła ręce na piersiach i zniknęła. 
***********************************************************************************
 Koncert minął błyskawicznie. Żartowaliśmy i śpiewaliśmy razem z zespołem. Maciek jest całkiem spoko. Teraz nadeszła pora na moją prośbę. Usiedliśmy na ławce na rynku i spytałam:
- Dasz mi numer An?
- Jesteś bardzo niecierpliwa Ir. - zaśmiał się.
- Ir? 
- Nie podoba ci się? Mogę zmienić... co powiesz na zagraniczne imię? Dajmy na to... + postukał się po głowie i podrapał w brodę. - Jane? 
 Pokręciłam głową ze śmiechem. Czy on mnie chcę rozbawić?
- Nie? Spoko... to może... Joe?
- To nie jest czasem męskie imię?
- Męskie i żeńskie. Ameryka jest dziwna. - wzruszył ramionami. - Mam nowe!
 Spojrzałam na niego ze śmiechem. Tańczyły mu w oczach wesołe iskierki.
- Słucham. Mam się bać?
- Nie musisz. Co powiesz na Jessie?
 Jessie? Fajne... zawsze się tak nazywałam, gdy byłam mała i bawiłam się z An w księżniczki. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Ciekawe skąd o tym wiedział. Przecież nie mógł powiedzieć tego tak sobie. Wtedy nie znałam jego ani Pana Zdradzam-Cię-Na-Prawo-I-Lewo. Więc skąd to wiedział? Nie możliwe, że to było przez przypadek. Prawda?
- Może być. Czyli mówisz mi Jessie?
- Tak. To będzie tylko moje przezwisko. Zgoda?
- Zgoda. - uścisnęliśmy sobie dłonie.
- Idziemy się przejść?
 Skinęłam głową i wstałam z ławki. Ciągle się trzymaliśmy za ręce. Czułam, że na moje policzki wpływa rumieniec. Co się dzieje? Ni stąd, ni zowąd spojrzałam na wisiorek. Aniołek miał teraz białe oczy. Dlaczego tak się zmienia? Nie powinnam teraz o tym myśleć. Muszę się skupić na moich pytaniach.
- Mogę cię o coś spytać? - zaczęłam nieśmiało.
- Skoro byłeś przyjacielem Sam-Wiesz-Kogo...
- Czytałaś Potter'a? - przerwał mi.
- Dawno temu, ale nie zmieniaj tematu. Zapewne zwiesz jak miała na imię tamta blondyna, z którą... - głos mi się załamał. - No wiesz...
- Tak wiem. Tylko mi tu nie płacz. To była Natalia Kidoń. Pewnie znasz.
 Natalia! Chodziłam z nią do klasy w podstawówce. Zawsze chciała być w centrum uwagi. Tylko, że wtedy miała brązowe włosy. Dlatego jej nie poznałam. Jak ona mogła... Przecież dawnej się przyjaźniłyśmy. Co za niewdzięcznica! Jak tylko wrócę do mojego miasto to zołza pożałuje, że się urodziła.
- Nie wierze w to... - szepnęłam zaszokowana.
 Maciek odwrócił się w moją stronę i mnie przytulił. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Nie martw się Jess. - pocałował mnie w czoło. - Wszystko będzie dobrze.
 Odsunęłam się od niego, przetarłam oczy i uśmiechnęłam się słabo. Potem wzięłam głęboki wdech i spojrzałam mu w oczy. Zaraz mnie pochłonęły. Patrzyłam w jak jak zaczarowana, puki Maciek nie pomachał mi ręką przed nosem. Uśmiechnął się i powiedział:
- Chyba chciałaś mi coś powiedzeć.
- Już nie ważne. Wracamy?
 Skinął głową i chwycił mnie za rękę. Ruszyliśmy do mojego nowego domu w milczeniu. Co chwile Maciek ściskał moją dłoń, by dodać mi otuchy. Czemu się popłakałam? To było żałosne. Tyle dobrego ,że się ze mnie nie śmiał, tylko próbował mnie pocieszyć. Na początku sądziłam, że jest inny. Że to kolejny rozpuszczony nastolatek, który sądzi. że wszystko mu się należy, ale okazał się miły i troskliwy. Nie wiem, o co chodziło Vanessie. Przecież Maćkowi można ufać. Wzięłam głęboki wdech i spytałam:
- To dasz mi numer do An?
 Uśmiechnął się szeroko, pokręcił głową i odpowiedział:
- Jest pani bardzo niecierpliwa panno Pakuła.
 Spojrzałam na niego spode łba, ale nie potrafiłam ukryć chichotu.
- To dasz mi go czy nie?
- Pod jednym warunkiem. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Jakim? - odwróciłam się w jego stronę, gdy staliśmy pod ,,domem''.
- Że jutro też się ze mną umówisz. Co ty na to?
- Powiem ci jutro w szkole.
 Gdy to powiedziałam cmoknęłam go w policzek i uciekłam do środka, a potem oparłam się o drzwi. O mój Boże! Chyba się zakochałam!
***********************************************************************************
 Cmoknęła mnie w policzek, wbiegła szybko do środka i zatrzasnęła drzwi. Uśmiechnąłem się. Ta dziewczyna jest inna niż Katie. Z nią będzie prościej, ale może istnieć pewien haczyk. Ona może się we mnie zakochać albo co gorsza. Ja w niej. Ruszyłem spod jej domu i poszedłem w stronę najbliższego zaułka, a potem pstryknąłem palcami.
 Po chwili stałem przed wejściem do ratusza. Zapukałem do drzwi i otworzyłem je. Cała rada siedziała przy stole. Skinąłem im głową na powitanie i przeszedłem do sedna sprawy.
- Pewnie wiecie, co mnie tu sprowadza. - stwierdziłem.
- Chcesz wiedzieć czy anioł może się zakochać w śmiertelniczce. Odpowiedź na to pytanie brzmi ,,TAK''. Anioł ma tę możliwość. Od zawsze pojawiają się takie doniesienia. O ile się nie mylę ostatni raz odnotowano coś takiego dwa albo trzy lata temu. Dziewczyna dowiedziała się o świecie aniołów i miała wybór czy chcę zostać na Ziemi czy woli stać się aniołem. Nie mów mi, że o tym nie słyszałeś. Było o tym bardzo głośno w ,,Niebiosach''. Musiałeś czytać. W każdym razie. Jest to możliwe oraz niezakazane, ale jest z tym mnóstwo papierkowej roboty, a poza tym śmiertelna musi być pełnoletnia by zadecydować o swoim życiu. Tak więc jeśli masz na myśli ziemiankę, którą pilnujesz to o ile się nie mylę musiałbyś poczekać trzy lata zanim jej o wszystkim powiesz. Możesz już odejść zanim przyjdą anioły umówione na następne spotkanie.
 Kiwnąłem głową i wyszedłem z sali. Przecież ja nie mogę się zakochać w śmiertelniczce! To niezgodne z moją naturą. ,,Ale czy na pewno?'' - spytała mnie moja podświadomość. Pokręciłem głową... Muszę iść do Sal Mądrości. One wiedzą lepiej, co czuje niż ja sam.
 Ruszyłem w ich kierunku, a co jeśli okaże się, że jestem w niej zakochany? Przecież to chyba nie działa w ten sposób. Raz się umówisz i już wielka miłość. Wiem, że przeznaczenie istnieje. Wszystko jest zapisane w Wielkich Księgach w Salach Mądrości. Nie zawsze można zmienić przeznaczenie. Nielicznym się to udało. Nasza przyszłość jest szczegółowo zaplanowana. Wszystkie osoby, które spotykamy mają w niej określoną role. Dajmy na to Irene. Jej przeznaczenie, było zginąć, ale znalazła wisior i tym samym je zmieniła. Kompletnie bezwiednie. Księgi prawdopodobnie tworzą jej nowe przeznaczenie, które ona wypełni. Chyba.
 Wbiegłem po schodach do świątyni, otwarłem drzwi i pomyślałem moje pytanie.
,,Czy jestem zakochany w ziemiance Irenie?''
 Powtarzałem je jak mantrę. W końcu otwarły się przede mną drzwi. Otworzyłem je i stanąłem w niewielkiej sali kinowej. Usiadłem na fotelu w środkowym rzędzie i spojrzałem w ekran. Zaczęło się tam pojawiać całe życie Ireny. Chodź już je znam to oglądam uważnie. Od dnia narodzin do teraz. W końcu film się zatrzymał. Na ekranie widniało jej zdjęcie. Opierała się o drzwi z ogromnym uśmiechem i rumieńcami na twarzy. Pod spodem była dzisiejsza data. Aha! To pewnie było po tym, jak mi zamknęła drzwi przed nosem. Wyglądała tak uroczo. Potrząsnąłem głową. Nie mogę się w niej zakochać. To jest niewykonalne. Prawda?
***********************************************************************************
 Wychodzę z sali 24. Właśnie skończyłam biologie. Jest całkiem spoko. Zawsze lubiłam tą lekcje i panią, która mnie jej uczyła. Ta tutaj jest trochę dziwna, ale jakoś dam radę przez ten rok. Maciek cały czas się na mnie patrzy. Staram się go unikać i trzymać w niepewności. Dobrze mu to zrobi i może w końcu da mi numer An. Pokręciłam głową wyrzucając z niej nie potrzebne myśli. 
 Nagle ktoś postukał mnie po ramieniu. Odwróciłam się, a za mną stał uśmiechnięty Maciek.
- No to co mi odpowiesz? 
 Spojrzałam na niego spode łba. Prychnęłam i odpowiedziałam:
- Nie.



 Ciąg dalszy prawdopodobnie będzie za dwa tygodnie, ale by się pojawił chciałabym prosić was o pięć komentarzy. Jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie. A tak w ogóle już wkrótce wakacje! Nareszcie! Wtedy zapewne rozdziały będą pojawiały się rzadziej. 
Pozdrawiam Gabika! 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

W nowym życiu cz.4

Rzuciłem się w jej stronę i wpadłem na jakąś ścianę. Przecież nic tu nie ma!
-Mój głupiutki aniołek wpadł na barierę ? Ooooj... tak mi psyklo. - roześmiała się głośno.
Jaka znowu bariera? Czy diabły posuną się do wszystkiego? Vanessa zaczęła się zbliżać do ziemianki z nożem.
- Andra merixa, andra merixa... - powtarzała szeptem.
Co robić? CHWILA! Przecież uczyłem się jak rozbraja się bariery diabłów! Właśnie na takie okazje. Tylko jak to szło? Już wiem. Otwartą dłonią przesunąłem z prawej na lewą, a potem z dołu na górę. Zrobiłem jeden krok. Działa! Podbiegłem do ołtarza, pchnąłem krwistooką i szybko wziąłem Katie na ręce, a potem się przeniosłem.''
 Wtedy trafiliśmy do nieba, rada skasowała jej pamięć, a wisior schowano, ale niestety go skradziono (ironia prawda?) i podobno został wrzucony do teleportera. Działa to w ten sposób, że obiekt codziennie przenosi się w inne miejsce chyba, że dotknie go człowiek. Irena miała niesamowite szczęście. Nie tak samo jak Katie. Podobno Vanessa ją znalazła zaraz po wypuszczeniu z nieba. Katie miała dziewiętnaście lat gdy zginęła. Diablica się wkurzyła, że nie ma tego wisiora. Zapewne nową wybraną czeka to samo. Słyszałem pogłoski, że owa diablica ma lekkie problemy z nerwami (nie wiecie tego ode mnie).
 Wszedłem w ciemny zaułek i pstryknąłem palcami by znaleźć się w domu.
***********************************************************************************
 Otwarłam drzwi do sierocińca. Nagle wszystkie rozmowy ucichły. Uśmiechnęłam się słabo do nastolatków siedzących przed telewizorem. Z kanapy wstała blondwłosa dziewczyna z pomarańczowymi pasemkami. Była ubrana w zieloną tunikę i czarne spodnie. Podeszła do mnie Van, a blondyna spytała:
- To prawda, że przeżyłaś tą katastrofę?
- Na moje nieszczęście tak.
- Czemu nieszczęście?
- Bo moja rodzina zginęła. - mruknęłam i ruszyłam w stronę schodów.
 Czemu tych wszystkich ludzi interesuje jak ja przeżyłam? Nie powiem im. Przecież sama tego nie wiem. Ciągle sądzę, że głupia śmierć mnie pominęła. Może szykuje mi większe tortury? Albo ma co do mnie jakieś plany? Szczerze to nie wiem i nie chcę wiedzieć. Powinnam tam zginąć z całą moją rodziną. Poczułam łzę ściekającą po moim policzku. Szybko ją otarłam i weszłam do pokoju, a potem rzuciłam się na łóżko.
- Powinnaś się przebrać. - stwierdziła Vanessa podchodząc do szafy.
- Już idę.
 Wstałam z łóżka, zgarnęłam wcześniej przygotowane ubranie i poczłapałam do łazienki. Ubrałam jeansy, fioletowy podkoszulek i trampki. Poprawiłam włosy i wyszłam. Vanessa już się przebrała. Wyglądała trochę jak siostra An. Tylko, ze nie miała skórzanej kurtki.
- Przejdziemy się po mieście? - spytałam.
- Spoko. - wzruszyła ramionami. - Tak czy siak nie mam nic do roboty.
Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy do pierwszego obiektu. Bonarka. Podobno tu są ulubione sklepy Vanessy. Ciekawe czemu nie lubi imienia Wiktoria? Może się jej źle kojarzy? Dlaczego trafiła do sierocińca? Będę musiała się jej dopytać, ale dopiero wtedy, gdy mi zaufa. Spojrzałam na nią. Nie miała uśmiechu na twarzy. Tylko pogardę. Jakby pytała ,,Czemu tu jestem?''. Odwróciłam głowę i... ŁUP!
 Zderzyłam się z jakimś kolesiem. Zerknęłam na niego. Za jakie grzechy? Przede mną stał Maciek. Przebrał się w błękitną koszule i czarne spodnie. Uśmiechał się szeroko.
- Cześć. Cóż za miłe spotkanie. - powiedział.
- Dla kogo miłe, dlatego miłe. Inni nie mają ochoty na zadawanie się z kretyńskim ,,chłopczykiem''. - mruknęła Vanessa.
 Brązowooki chyba to usłyszał, bo uśmiechnął się łobuzersko i odpowiedział:
- Dla mnie to bardzo miłe spotkanie, bo właśnie chciałem porozmawiać z Ireną.
 Ze mną? Czego on chciał?
- Słuchamy! - warknęła Van.
- Jeśli można to na osobności.
 Czarnowłosa spiorunowała go wzrokiem, ale odeszła spokojnie prosto w stronę pierwszego sklepu. Spojrzałam na szyld C&A. Wróciłam spojrzeniem do chłopaka i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Słucham. - powiedziałam.
- Co byś powiedziała na to, żebyśmy się jutro spotkali?
- To nie jest najlepszy pomysł. Jakiś czas temu straciłam chłopaka przez podłą rzecz i... jeszcze nie jestem na to gotowa.
- Wiem, co ci zrobił.
 Spojrzałam na niego zdziwiona, ale skąd on to wie? Chyba wyczuł moje emocje. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zalśniły jego białe zęby i powiedział:
- Świat jest mały. Są ludzie, których ja znam oraz ci, których ty znasz, ale są również ludzie, których znamy oboje.
- Ktoś z moich znajomych ci o tym powiedział?
 To niemożliwe. Tylko An o tym wiedziała. Przecież ona by nie wygadała mojego sekretu. Znamy się od lat i bardzo jej ufam.
- Sebastian mi powiedział. Znamy się od drugiej klasy podstawówki z obozu.
- To skoro znasz moją sytuacje ,dlaczego chcesz się umówić?
- Nie chodzi mi o randkę. - uśmiechnął się. - Bardziej o spotkanie... uznajmy, że... towarzyskie. To co? Przyjść po ciebie o czwartej?
- Spoko, ale gdzie?
- Przyjdę tam gdzie mieszkasz. - powiedział i odszedł.
 Poszłam do C&A w poszukiwaniu Vanessy. Ten Maciek jest mega dziwny. Już drugi raz na niego wpadłam. Za co? Może on mnie śledzi? Byłam fanką seriali kryminalnych . Pamiętam, jak przez cały ostatni rok wstawałam o piątej rano tylko po to by na szóstą zdążyć na serial dokumentalny o psychopatach. Nie wiem czy mój nowo poznany znajomy jest uczciwy, ale ma w sobie coś, że chcę mu ufać.
 Rozejrzałam się po sklepie. Van stała przy ruchomych schodach. Podbiegłam do nich i zjechałam na dół. Stała już przy jednym z manekinów, który był ubrany w podziurawioną, czarną bluzkę. Podeszłam do niej i postukałam po ramieniu. Kompletnie niewzruszona patrzyła na manekin. Nie pytała się, o co chodzi. An od razu kazałaby mi zdradzić calutki przebieg rozmowy i moje emocje. Vanessa jest inna. Zamknięta w sobie, ale groźna. Wzięła bluzkę i ruszyła do przymierzalni. Skoro jutro mam iść gdzieś z tym Maćkiem to może powinnam kupić sobie coś nowego? Moje rzeczy spłonęły, ale w szpitalu kazali mi sobie wybrać, co chcę i teraz nowe ciuchy zasiedlają moją szafę w sierocińcu, ale i tak nic nie przebije radości z kupowania samemu. Na jednym z manekinów wisiała fioletowa sukienka przed kolano. Normalna letnia, lekko marszczona. Zwinęłam ją i poszłam przymierzyć.
***********************************************************************************
 Zdjęłam nową sukienkę z wieszaka i ruszyłam do toalety Nie kupiłam jednak fioletowej tylko białą z dłuższym tyłem niż przodem. Szkoła zleciała mi dziś w mgnieniu oka. Nie licząc co lekcyjnych kondolencji od nauczycieli było mega spokojnie. Gadałam głównie z Van. Trochę mnie zaczepiały inne dziewczyny, ale jakoś to przeżyłam.
 Spojrzałam na zegarek. 15:23. Mam jeszcze ponad półgodziny. Skoro Maciek znał Sebę to może znał też An, a jeśli znał An to może mieć jej numer, a wtedy mi go da i będę mogła do niej zadzwonić! Opowiem jej o wszystkim. Najgorszym w tym wszystkim jest brak dostępu do internetu. W całym budynku jest jeden komputer, który praktycznie cały czas jest okupowany przez innych. Poza tym lekarz dał mi dwutygodniowy zakaz korzystania z komputera. Telefonu kupić mi nie chcieli, ale nie wiedzieli, że mam dostęp do starego konta bankowego taty i kupię sobie telefon. Tata... ahhhh... Został jeszcze wiecznie okupowany telewizor w salonie, do którego się nie zbliżam.
 Wzięłam głęboki wdech i rozpuściłam włosy. Założyłam wisiorek i spojrzałam na niego. Ciągle ma czarne oczy. Ciekawe czemu? Wzruszyłam ramionami i puściłam go. Potem przeglądnęłam się w lustrze i wyszłam z łazienki. Pani Black pozwoliła mi urządzić sobie moją stronę pokoju. Mam teraz fioletową ścianę i pościel. Wszędzie jeszcze śmierdzi farbą.
 Vanessa słysząc otwieranie drzwi lekko uniosła wzrok. Od czasu, gdy powiedziałam jej o dzisiejszym spotkaniu porządnie się obraziła. Twierdzi, że Maciek nie jest godny zaufania. Zaczęła też marudzić, że powinnam z nią zostać. Ciekawie czemu jest taka nieufna? Już dwa razu się jej pytałam, dlaczego tu jest, ale nigdy nie odpowiedziała. Teraz się do mnie nie odzywa i czyta jakąś książkę oprawioną w czarną skórę. Ma ona chyba tysiąc stron, ale czarnowłosa ciągle ją wałkuje. Ja bym nawet dziesięciu z niej nie przeczytała. Wygląda na starą i jest pisana dziwnym językiem. Raz do niej zaglądnęłam i kompletnie nic nie rozumiałam. Swoją drogą to nic nowego, że mam dziwną współlokatorkę. Pamiętam jak na kolonii trafiłam do pokoju z dziewczyną, która rysowała dziwne symbole. Podobno trafiła do psychiatryka. Chyba nie mam szczęścia. Nawet ta katastrofa to mega pech. Wolałabym zginąć niż być tu bez rodziny i przyjaciół.
 Włożyłam stare ubranie do szafy, a potem spojrzałam na zegarek. 15:47. Za około trzynaście minut ma przyjść Maciek. Ciekawe, co będziemy robić. To ma nie być randka więc... Założyłam szybko białe balerinki i zeszłam na dół. Nikogo nie było. Oczywiście nie licząc siedzącego przy komputerze chłopaka z niebieskimi włosami. Znów spojrzałam na zegarek. 15:59. Kiedy ten czas tak szybko minął? Brązowooki powinien tu być za minutę. Pewnie się spóźni. Może wypytam go ile wie o moim dawnym życiu. Pewnie Seba mu dużo o mnie powiedział i to dlatego Maciek chciał się umówić. Czyli on musi wiedzieć, co to była za blondyna oraz to, dlaczego Seba mnie zdradził. Zapytam się go o to.
 Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Szesnasta. Cóż za punktualność! Otworzyłam drzwi i stanęłam dęba...






Z okazji Dnia Dziecka dodaje nowy rozdział! Liczę na szczere komentarze (oraz na dużą ilość od różnych osób). Bardzo przepraszam, że tyle go nie dodawałam. Wiem, że słaby, ale musicie mi wybaczyć. W połowie straciłam wenę i motywacje (ze strony pewnej osoby, ale mniejsza z tym). Ważne, że wracam do was pełną parą! W najbliższym tygodniu powinien pojawić się rozdział. Nie będę tu rzucać datami, bo wiem, że to nie wypali, ale prawdopodobnie będzie w poniedziałek (niczego nie obiecuje, ponieważ piszę jeszcze trzy inne historie z czego tylko jedną publikuje) Jeszcze raz bardzo przepraszam i WITAM PONOWNIE!
Gabika :*
PS. Luknijcie do mojej przyjaciółki - http://storygabi.blogspot.com/