czwartek, 19 lutego 2015

Na zemstę nadszedł czas cz.2

 Siedzimy razem z John'em w samochodzie przed biblioteką. Dochodzi dwudziesta, czyli wkrótce zamykają.
- Wysiadaj. - mruknął John. 
 Wykonałam polecenie i podeszłam pod drzwi, W tej samej chwili, co do nich dotarłam otwarły się gwałtownie. 
- No Richardzie... jak byś mógł się ze mną nie umówić? 
 Wysoka, blond włosa dziewczyna stała naburmuszona w drzwiach. Zaraz za nią wyszedł chłopak o czarnych włosach i szarych oczach. 
- Charlotte świat nie kręci się w okół ciebie. Daj mi spokój.
 Charlotte odeszła oburzona, a Richard pokręcił głową z niedowierzaniem. Przetarłam szminkę i wkroczyłam. 
- Nie przyjemna scena. - skomentowałam.
- Nawet pani nie wie jak bardzo. 
- Czemu pani? Mów mi Mirando. - przedstawiłam się. - Mam ochotę na mały skok w bok. Mój były mnie skrzywdził. Umiesz pocieszyć kobietę w rozpaczy?
 Podeszłam do niego powoli i uśmiechnęłam się uwodzicielsko. Nie protestował kiedy wzięłam go za rękę i zaczęłam prowadzić w stronę samochodu. Oparłam się o drzwi i przyciągnęłam go do siebie. Mruknęłam mu coś do ucha i zaczęliśmy się całować. Uśmiech pojawił się na mojej twarzy. Nagle usta Richarda zamarły i opadł na ziemię. Zaraz za nim stał John.
- Uwielbiam ich wprawiać w sen. - uśmiechnął się szeroko i wziął Richarda na ręce.
 Otwarłam mu bagażnik, a on wrzucił do niego nieprzytomnego chłopaka i zatrzasnął klapę. Oparłam się o nią. Podszedł do mnie i złapał za moje pośladki. Nie odskoczyłam tylko uśmiechnęłam się szerzej. ON JEST WSTRĘTNY! Niestety musi mi zaufać.
- I jak mi poszło?
- Wyśmienicie, a jak tylko wrócimy do domu i go zamkniemy w piwnicy to może byś się przeszła do mojego pokoju... hmm..?
 Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej i objęłam jego kark.
- Z przyjemnością.
 Puścił mnie i wsiadł do auta. Wykonałam to co on i ruszyliśmy. Mam głupie poczucie winy za zrobienie tego temu biednemu chłopakowi. Jeszcze będę musiała spędzić noc z John'em. FUUJ... Czasem muszę myśleć nad tym, co robię, a nie działać bez zastanowienia. Następnym razem to może się gorzej skończyć. Z zamyślenia wyrwał mnie dźwięk hamowania. Wygramoliłam się z samochodu i otwarłam drzwi do domu. John wtachał do niego Richarda i zamknęłam drzwi. Potem otwarłam kolejne prowadzące do piwnicy. Weszłam tam pierwsza. Od razu poznałam to miejsce. To tu mnie więzili i cieli. Gdy tylko je zobaczyłam upadłam i spadłam ze schodów. Potem widziałam ciemność.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------- Obudziłam się kilka godzin później w moim nowym łóżku. Jak to możliwe, że zemdlałam!? Czy ludzie z piekła zachowują się tak samo jak normalni ludzie? Chyba nie, bo jak do tej pory nie musiałam nic jeść. Rozejrzałam się po pokoju. John zostawił tu tacę z chlebem i szklankę wody. Jakoś w brzuchu mi nie burczy i spragniona nie jestem. Nawet nie wiem czy potrafiłabym coś przełknąć. Wylałam wodę do kwiatka, a chleb wzięłam do ręki i powoli wymknęłam się z pokoju, zaniosłam go do kuchni i wróciłam do mojego pokoju. Niespodziewanie zastałam w nim John'a leżącego bez koszulki na moim łóżku. Uśmiechnął się do mnie.
- Uwodzicielka wstała?
 Pokiwałam głową. Czyli jednak mnie to czeka! Podeszłam powoli do łóżka i usiadłam w nogach. John pokręcił głową i zdjął spodnie. Panikowałam coraz bardziej. Udałam, że znowu mdleje i spadłam z łóżka na twardą podłogę. Usłyszałam jak John wstaje z łóżka, ubiera się, podniósł mnie na łóżko i wyszedł z pokoju. Nie próbowałam otwierać oczu w obawie, że ciągle siedzi w pokoju, ale moje przeczucie mnie zmyliło ponieważ po chwili drzwi się znowu otworzyły. John położył coś na łóżku i wyszedł. Usłyszałam odgłos silnika i otworzyłam oczy. Na łóżku leżała kartka. Otworzyłam ją i przeczytałam.

,,Pewnie przeczytasz to jak mnie nie będzie
wyjeżdżam na kilka dni w poszukiwaniu 
nowego miejsca na przechowywanie uprowadzonych. 
Wrócę nie długo. Czekaj na mnie dupeczko''

 Prawie się porzygałam jak to czytałam. Przynajmniej on nie będzie pierwszym, z którym się prześpię. Muszę kogoś szybko znaleźć. JUŻ WIEM! Zeszłam do piwnicy. Richard siedział w celi i podpierał ścianę. Patrzył na mnie smutnym wzrokiem. Wiem jak się czujesz. 
- Wykorzystałaś mnie. - mruknął. 
- Tak, ale ciągle nie dotrzymałam obietnicy. - powiedziałam ściągając bluzkę. Stałam tam teraz w samym staniku. - Chcesz może... no wiesz...
 Patrzył na mnie z niedowierzaniem. Pokiwał głową. 
- Ale musisz mi coś obiecać. Otworzę tą cele, ale z niej nie uciekniesz. Jasne? 
 Ponownie pokiwał głową. Otwarłam cele i podeszłam do niego. Nie miał związanych nóg i rąk. Usiadłam mu na kolanach i zaczęłam go całować. Zdjęłam mu koszulkę i spodnie. Zrobiliśmy to. 
 Po dwóch godzinach wstałam, ubrałam się i wyszłam z piwnicy. Przynajmniej teraz nie muszę się łoić, że mój pierwszy raz był z tym kretynem John'em. Mam teraz kilka dni luzu. Co ja tu będę robić? Czy John wie, że marnuje mój cenny czas? Westchnęłam. Nie wiem, co mam teraz robić! Czy powinnam powiedzieć o wszystkim Dakocie? Może ją znajdę? Poszukam domu? Naciągnęłam się i wskoczyłam na kanapę. Dakota poczeka. Ciekawe, co jest teraz w telewizji? 
 Przełączałam kanał za kanałem. Nic mnie nie zaciekawiło. W końcu zostawiłam wiadomości. Pożar lokalnych lasów... zbliża się huragan w okolicach Miami... tajemnicze morderstwo siedemnastolatki. Pogłośniłam i słuchałam uważnie. 
- Jeszcze nie trafiono na trop zamordowanej pierwszego grudnia nastolatki. Z tego, co wiemy kilka tygodni przed jej morderstwem uciekła porywaczom. Lokalna policja podejrzewa, że to właśnie oni zamordowali dziewczynę. Jeden z nich, Jacob O. został znaleziony w starej elektrowni, Z badań wynika, że on został zamordowany dwa tygodnie wcześniej niż dana nastolatka. Co łączy te dwa morderstwa? Zapewne były wykonane przez tę samą osobę. Wspólnika Jacoba O. Policja ma podejrzenia, że nazywa się on John S. Niestety nie jest to pewne, Będziemy informować państwa o tym na bieżąco. Teraz zapraszamy na kolejny reportaż... 
 Wyłączyłam telewizor. Czyli w całym kraju jest głośno o mojej śmierci? Czemu się tym aż tak przejęli? Nie rozumiem tego. Policja ma haka na John'a. Może moja zemsta nabiera tempa. Przygotuję mu wielkie piekło na powrót. Już ja o to zadbam. Muszę tylko znaleźć na to sposób. Usłyszałam tłuczenie się o kraty. Richard domaga się jedzenia. Wzięłam chleb, szklankę wody i zaniosłam to na dół. Richard, już ubrany, tłukł w kraty z całej siły.
- Już spokojnie tygrysie. Dam ci jeść. 
 Wsunęłam tace przez kapę w drzwiach, a on rzucił się na nią. 
- Dlaczego mnie uwodzisz? 
- Mój wspólnik wyjechał na kilka dni, a ja jako samotna kobieta muszę mieć towarzystwo, nie uważasz? - powiedziałam z szerokim uśmiechem. 
 Pokiwał głową i jadł dalej. Po trzech minutach taca znów przeleciała przez drzwi. Wzięłam ją i wyszłam z piwnicy. Muszę się tym zająć tak, by chłopak zbytnio nie ucierpiał. W końcu ja też tam siedziałam i wiem jak to jest tak tam siedzieć. Ruszyłam do mojego pokoju i rzuciłam się na łóżko. Czas uruchomić myślenie...

***********************************************************************************
Znów nie jest długie, a czekaliście długo. Proszę o komentarze ;) 
Pisać to dalej? 

wtorek, 10 lutego 2015

Na zemstę nadszedł czas. cz.1


  Jak już pewnie wiecie zginęłam. Zabił mnie jeden z moich porywaczy. Zaraz po śmierci trafiłam tu. Do Piekła. Najwidoczniej ostatnie słowo wypowiedziane przed śmiercią decyduje gdzie masz trafić. Pytałam w radzie czy można jakoś wrócić na Ziemię dla zemsty. Powiedzieli:
- Jeśli powód jest na tyle poważny by wracać to można, ale jest jeden warunek. Musisz zmienić swój wygląd, a na ziemi możesz być maksymalnie dwa tygodnie.
- Są jakieś warunki, co do wyglądu? - spytałam radnego.
- Musisz wyglądać mrocznie.
Po tamtych słowach wyszłam. Widzieliście, że piekło ma 1000 poziomów? Na pięciu najniższych są ośrodki publiczne, a pozostałe 995 pięter jest mieszkalne. Każdy dostaje tu skrzydła. Moje są jak u anioła, tylko, że czarne. Wzlatuje na piętro z moim domem. 362. Każdy dom jest identyczny na zewnątrz, ale inny w środku. Można je odróżnić jedynie po numeracji. Numeracja, czyli data i godzina twojej śmierci. Moja to 01.12.2014r. 18:37.
Wchodzę do środka i wita mnie korytarz luster. Każą nam tu być osobami próżnymi. Przeglądam się w nich od razu. Próżność nie jest mi obca. Moje długie, po pas, blond włosy świetnie się układają. Tutaj jestem ubrana w czerwono-krwistą sukienkę wyciętą z przodu, a przedłużoną z tyłu. Wchodzę dalej. Widzę swój dom z ludzkiego życia. Wiem, co gdzie  jest, ale brakuje tu moich rodziców. Ruszam do swojego pokoju. Do walizki bez dna wrzucam wszystkie ubrania i kosmetyki. Muszę iść jeszcze do diabelskiej fryzjerki. Ma mi zrobić mroczną fryzurę. Jestem tu już od tygodnia, a na dodatek nie pozwolili mi pójść na własny pogrzeb! Długo już nie widziałam rodziców i Dakoty, ale przynajmniej wrócę teraz na Ziemię więc może się spotkamy. Ale głównym celem mojego powrotu jest ZEMSTA.
Wyciągnęłam walizkę z domu i udałam się do wind. W schowku zostawiłam walizkę i poleciałam do fryzjera. Powitała mnie tam młoda kobieta, cała w bliznach, z kasztanowymi włosami spiętymi w koński ogon. Spojrzała na mnie i powiedziała:
- Tniemy włosy do ramion, robimy grzywkę, na końcówki czerwona farba, a cała reszta na czarno. Siadaj.
Wykonałam jej polecenie wystraszona. Ma mi ściąć moje piękne, blond włosy i przefarbować je na czarno! Nie wytrzymam! Zaczęła ciąć. Wszystko ciekła dokładnie i precyzyjne. Jakby miała w głowie dokładny zarys. Po dziesięciu minutach nałożyła mi farbę na włosy. Odsiedziałam pod suszarką półgodziny i zdjęła mi folię. Potem błyskawicznie pomalowała końcówki moich włosów na czerwono i zrzuciła z krzesła.
- 60 firów się należy.
Zapłaciłam jej. Fir to nasza waluta. Jeden fir to pięćdziesiąt centów. Czyli zapłaciłam dwa razy mniej niż normalnie. Zawsze spoko. Nie przeglądam się w lustrze, bo natychmiast po zapłaceniu wyszłam. Nawet mi do głowy nie przyszło by sprawdzić nowy wygląd w lustrze! Ale ze mnie matoł. Poleciałam do windy. Przecież na ziemi też są lustra. Wyciągnęłam walizkę ze schowka i ruszyłam ku windą. Były przerażające. Zamiast okrągłych guzików były czaszki. Całą windę otaczały popękane lustra. kliknęłam guzik z napisem "Ziemia" i winda ruszyła w górę. Oprócz mnie były w niej trzy osoby. Sami mężczyźni.
- Panowie też na Ziemię? - spytałam.
- Te dwa barany tak, ale ja wysiadam na 836 piętrze.
Wszędzie poznałabym ten głos. Odwróciłam się, a za mną stał Łysol.
- Witaj Elizabeth. - uśmiechnął się szeroko i zatrzymał windę. - Pewnie ciekawi cię, co tu robię? - spytał, a ja lekko pokiwałam głową. - Zaraz po twojej ucieczce John przyszedł do mnie i powiedział "Nie ma jej! Znowu okazałeś się fujarą! Wypuściłeś te kretynkę!" Potem chwycił nóż i... oto tu jestem.
- Dlaczego mnie wypuściłeś i kim jest ta dwójka?
- Sam i Gideon. Przede mną pracowali u John'a. Kiedy jego plan nie wypalił zabijał wspólnika by ten nie wydał go gliną.
Kiwnęłam głową, a Łysol uruchomił windę. Nagle coś mi się przypomniało.
- Mówiłeś, że oni jadą na  Ziemie. Mogę spytać po co?
- Każdy z nas miał rodziny. Dostaliśmy pozwolenie na odwiedzanie ich, ale zawsze musimy komuś wyrządzić krzywdę.
Pokiwałam głową. Ja wracam dla zemsty, a nie dla  rodziny. Może ich spotkam? Mamę...tatę...lub Dakotę. Bardzo bym tego chciała. Po chwili Łysol wysiadł, a ja z Sam'em i Gideon'em pojechałam na Ziemię. Z głośników windy usłyszałam:
- Za chwilę wyjdziemy z Piekła i traficie na Ziemię. Wasza winda wróci do Piekła za równe dwa tygodnie. Kto nie wyrobi się na czas zostaje zamknięty w piekielnej celi. Będą was tam palić i torturować przez kolejne dwa tygodnie.
Winda stanęła i wyszliśmy z krypty cmentarnej. NAJPROSTSZE MIEJSCE GDZIE MOŻNA UKRYĆ WINDĘ DO PIEKŁA!
Pierwsze, co zrobiłam po wyjściu to było rozeznanie w terenie. Na tym cmentarzu są pochowani moi dziadkowie. Wiem, którędy do domu, ale gdzie może się ukrywać John? Spytałam się o to Sam'a i Gideon'a. Gideon powiedział, że nie wie, a Sam zaprowadził mnie tam, gdzie jego zdaniem John może się ukrywać. Sam miał rację, ponieważ od razu poznałam samochód stojący na podjeździe. To w nim mnie przewozili. Podziękowałam Sam'owi i zapukałam do drzwi. Otwarł mi Rudy (John).
- Czego? - warknął.
- Chcę do tego dołączyć. - powiedziałam pewna siebie.
- Ale do czego? - spytał zaniepokojony.
- Do tych porwań. Chcę trochę zarobić.
John wychylił się zza drzwi i wepchnął mnie do środka.
- Skąd o tym wiesz? Jak się nazywasz? - spytał wystraszony.
- To nie twój interes skąd o tym wiem, a nazywam się Miranda Black, a ty?
- John Smith. Czyli chcesz się do mnie przyłączyć?
Skinęłam głową. On mnie obejrzał i mruknął, że śpię w pokoju na końcu korytarza po czym wyszedł. Rozglądnęłam się po pokoju. Umeblowany jak każdy dom. Szara kanapa, stary telewizor, zero zdjęć. Gdybym nie wiedziała, że na zewnątrz to praktycznie willa to pomyślałabym, że mieszka w wieżowcu! Podążyłam do mojego nowego pokoju. Ten pokój wyglądał jak w willi! Marmurowe ściany i ciemnobrązowa podłoga! Wielkie łóżko z baldachimem! Czemu salon jest taki brzydki, a ten pokój śliczny? Będę się go musiała potem zapytać... Ciekawe skąd mi się wziął pomysł na Mirandę Black?
 Pamiętam już! To była moja przyjaciółka z przedszkola! Czemu przyszła mi teraz do głowy? Rozpakowałam swoje rzeczy i wróciłam do salonu. John siedział na kanapie. Mam bardzo głupi pomysł.
 Podeszłam do kanapy i usiadłam mu na kolanach. Spojrzał na mnie zdziwiony,
- Mogę spytać, co kombinujesz Mirando?
- Nie mogę sobie usiąść? - uśmiechnęłam się słodko. - Masz w planach kogoś do porwania?
- Owszem - zrzucił mnie z kolan i wyszedł z pokoju. Po chwili wrócił i rozłożył plany na stole. - Następny w kolejce jest Richard Long. Jego ojciec jest mocno nadziany, a Richard bardzo naiwny. Z łatwością go w sobie... hmm... rozkochasz.
 Odpuścił sobie dziewczyny? Może chcę mnie przetestować? Kiwam głową i maluję usta ciemną szminką.
- Da się zrobić. - oznajmiam. - Kiedy zaczynamy?
- Najlepiej dzisiaj w nocy.

***********************************************************************************

Długo to pisałam, a tekstu dużo niema :/  Sorka. Zwykły brak weny. Podoba się? Kontynuować?