- Witam, jestem Elizabeth Brin. Gdy zmarłam miałam szesnaście lat i oto moja historia. Rozpocznę od dnia, gdy mnie... w sumie sami zobaczycie.
Pochodzę z bardzo bogatej rodziny. Mój ojciec ma wielką firmę i nigdy nie brakuje nam pieniędzy, ale jego wiecznie nie ma w domu. Razem z mamą mieszkamy w willi z basenem, w mieście Los Angeles. Miałam świetne życie, do czasu...
Moje problemy zaczęły się we wtorek czwartego listopada. Wracałam właśnie do domu, gdy na ulicy zatrzymał się pewien samochód. Miał srebrny kolor, a jego właściciel opuścił szybę.
- Wsiadaj mała! - krzyknął do mnie.
Moja reakcja była natychmiastowa. Po prostu uciekłam stamtąd. Nie zwolniłam tępa, aż nie znalazłam się za bramą. Dopiero, gdy ujrzałam mój dom poczułam się bezpieczna. Weszłam do środka i od razu ruszyłam do mojego pokoju.
Kochałam tam przebywać. Fioletowo-czarne ściany zawsze mnie uspokajały. Wszystkie filmy zawsze ułożone na półce od najstarszego do najnowszego. Laptop leżący na biurku i zawsze pościelone łóżko. Chyba nikt się nie obrazi jak pójdę spać, prawda? Uśmiechnęłam się do siebie i ucięłam sobie drzemkę.
Gdy się obudziłam miałam związane ręce i nogi, a usta zaklejone taśmą. Rozglądnęłam się przerażona. Byłam w bagażniku jakiegoś samochodu.
,,Co się stało?'' - pytałam się w myślach.
Strasznie trzęsło. Kiedy w końcu pojazd się zatrzymał spanikowałam jeszcze bardziej . Postanowiłam też udawać, że ciągle śpię. Klapa bagażnika się uniosła, a ktoś wziął mnie na ręce.
- Ile za nią bierzemy? - spytał ten, co mnie niósł.
- Jakiejś cztery miliony. Jeśli nam nie dadzą to... - nie usłyszałam, co powiedział później, ale poczułam, że mój porywacz się śmieje.
Czyli chcą wziąć za mnie okup? Rodzice na pewno zapłacą. Jestem dla nich przecież najważniejsza! Położono mnie na zimniej ziemi, rozwiązano kończyny i zerwano taśmę. Zerwałam się natychmiast i krzyknęłam. Nie otwierałam oczu. Ktoś błyskawicznie wyszedł z celi, a ja otworzyłam oczy.
Znajdowałam się w celi. Niewielkie pomieszczenie było całe wyłożone cegłami. Ściana była mokra, a podłoga brudna i zimna. Nie było nic innego. Tylko ja i ściany. Jak mam tu wytrzymać zanim rodzice wpłacą okup? Nagle zobaczyłam coś w rogu celi. Krzyknęłam przerażona. Była tam plama krwi.
Do celi wbiegł wysoki, muskularny i łysy mężczyzna.
- Co się stało? - spytał.
Wskazałam plamę, a on tylko przewrócił oczami i wyszedł. Wrócił po chwili z tacą. Był na niej chleb i szklanka z wodą.
- Kiedy wysyłacie żądanie okupu? - spytałam cicho.
- Za chwilę mój partner ma iść je zanieść.
Skinęłam tylko głową i jadłam dalej, gdy tylko skończyłam jeść ,,Łysol'' , jak go później zaczęłam nazywać, zabrał talerz i szklankę. Znów zostałam sama ze swoimi myślami. Najważniejsza była jedna myśl.
,,Już jutro wrócę do domu.''
*********************************************************************************
Minęły dwa dni, a ja ciągle byłam w celi. Od moich rodziców nie było żadnej informacji. Okup nie został zapłacony, a ,,Łysol'' i anonim coraz bardziej się złościli. W końcu anonim nie wytrzymał i usłyszałam jak mówi:
,,Może im coś przyślemy''
Oglądałam już nie jeden film kryminalny i dobrze wiedziałam, co znaczą te słowa.
Następnego dnia wszedł do mojej celi wysoki, rudowłosy mężczyzna ze złowieszczym uśmiechem na ustach. Zaraz po nim wszedł Łysol.
- To co będziemy ucinać? - spytał Rudy.
- Sam decyduj. - odrzekł Łysol.
- Pożegnaj się z hmm... palcem.
Łysol złapał mnie w żelaznym uścisku i zaniósł na krzesło. Przypięli mnie do niego. Rudy podszedł do mnie z kombinerkami. Uśmiechnął się złowrogo i podniósł moją rękę, a potem... uciął mi palec wskazujący. Krzyczałam. Ból był nie do zniesienia, a z rany lała się krew. Rudy wyszedł z pokoju razem ze swoją ,,zdobyczą'', a Łysol został by opatrzyć mi rękę.
Wstrzyknął mi coś do skóry i zapadłam w głęboki sen.
To początek zupełnie nowej historii. Jak zawsze liczę na kom ;)
wtorek, 4 listopada 2014
poniedziałek, 3 listopada 2014
Z sieroty do opętanej cz.3
Rozalia znowu stwierdziła, że zwariowałyśmy, więc kazała nam iść spać.
Moje urodziny były w piątek, w dziś jest dzień, gdy potkam się z prawdziwą mamą. Wstałam bardzo wcześnie i gdy tylko zwlekłam się z łóżka Iz krzyknęła. Uspokoiłam ją i poszłam się ubrać. Wybrałam kremowy golf i czarne jeansy. Na moje szczęście park jest blisko, więc może chociaż dzisiaj nie stanie się nic złego. Mam taką nadzieję...
Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Zasiadłam do stołu i włączyłam telewizor. Wtedy znów się przeraziłam. W telewizorze wyświetlił się ten wierszyk, a potem z pierwszych liter ułożył się napis.
,,UWAŻAJ NA AUTA,,
Przerażona, wybiegłam z salonu. Co się dzieje w tym domu?! Założyłam kurtkę i poszłam do parku.
Ten wiersz był dziwny. Kto sobie ze mnie żartuję? Jak tam było? ,,Umarł tu mężczyzna''. Może będzie coś na ten temat w bibliotece? Zapomniałabym! Dzisiaj ma przyjechać Charlotte z tym chłopakiem. Powtarzam pytanie: Ciekawe jaki będzie?
W wejściu parku stała wysoka, jasnowłosa kobieta odziana w futro. Podeszłam do niej niepewnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Czy ty jesteś Paula? - spytała cicho.
Ja tylko skinęłam głową, a ona mnie przytuliła. Czyli to jest moja matka? Nie jesteśmy podobne. Gdy się odsunęła zobaczyłam, że ma brązowe włosy i czarne odrosty. Czyli farbowała włosy!
- Pewnie mi się teraz przyglądasz i szukasz podobieństw?
Ponownie skinęłam głową. Uśmiechnęła się szeroko.
- Nie jesteś podobna do mnie, ale do swojego ojca. - otworzyłam usta by spytać o niego, ale weszła mi w słowo. - On nie żyję. Gdy moja rodzina się o tym dowiedziała zaraz go zabili. Wracając. Jeśli chcesz możesz mi mówić mamo, a jeśli nie to Ami lub Mer.
- Czemu mnie oddałaś?
- Nie miałam wyjścia. Przyjechałam tu na studia, a zaraz po nich miałam wrócić do kraju. - widząc moje pytające spojrzenie mówiła dalej. - Pochodzę z małego kraju na wschodzie. Jestem tam bardzo znana, ponieważ mój ojciec jest milionerem i gdy tylko usłyszano, że wyjeżdżam były zakłady czy wrócę z jakimś mężczyzną. U mnie to rodzicie decydują czy można się wyjść za mąż za danego chłopaka. Znalazłam tu miłość. Czyli twojego ojca, ale gdy tylko mój ojciec się dowiedział, kazał mi wracać razem z nim. Poczekałam do końca ciąży i dopiero wtedy wróciłam. Ksawery zginął kilka dni później. Nie chciałam by ten sam los czekał ciebie, więc cię tu zostawiłam. Ojciec wydał mnie za jakiegoś Nataniela i od tamtej pory urodził mi się syn. Kacper. Nie wolno mi wspominać o tobie, a na ten wyjazd zgodzili się pod warunkiem, że... - głos się jej załamał.
- Że co? - spytałam zniecierpliwiona.
- Że umrzesz. Miałam przyjechać się...
Nie dokończyła zdania, bo uciekłam stamtąd jak najszybciej. Mam umrzeć?! Nie ma mowy! Odwróciłam się by sprawdzić, czy za mną nie biegnie. Oczywiście nie biegła, ale ludzie się na mnie dziwnie gapili. Zignorowałam ich i poszłam do biblioteki.
Od razu znalazłam książkę o historii sierocińca. Zaczęłam czytać:
,,Sierociniec pani Charlotte Smith nie zawsze był ośrodkiem publicznym. Dawniej znajdowała się tam działka z małym, drewnianym domem. Mieszkała tam rodzina Verlac. Amelia, Viktor i ich syn Bartek. Historia głosi, że gdy Bartek miał piętnaście lat jego rodzice pracowali na nocną zmianę, a, że ufali synowi to został sam.
Tej nocy była ulewa, a pewien mężczyzna jadący samochodem, zidentyfikowany później jako Jonathan Linter, wpadł w poślizg i wjechał w dom Verlac'ów. Bartek, który wtedy stał przy oknie, zginął na miejscu. Z tego, co wiemy jego matka dawniej zajmowała się czarną magią i przeklnęła te ziemie, że osoba, która urodziła się dnia, gdy zginął Bartek (tylko dnia, a nie roku [przypis]) sama zginie. Z naszych informacji wynika, że zmarł 27 stycznia 1985 roku. W 1996 roku powstał sierociniec. Panna Charlotte, która nadal nie ma pojęcia o klątwie, (tak nam się oczywiście wydaję) razem ze swoją młodszą siostrą Rozalią, do kilku lat prowadzą go w spokoju. Ich ,,dom'' jest bardzo nowoczesny, ponieważ jest w nim 15 pokoi dla dzieci. W każdym znajdują...''
Skończyłam czytać, wypożyczyłam książkę i wyszłam. Czyli duch tego Bartka chcę mnie zabić? Chyba dostaję obłędu! Kiedy doszłam do domu Charlotte przyjechała. Muszę pokazać jej książkę!
Z samochodu wysiadł wysoki, ciemnowłosy chłopak. Miał założony kaptur i nie wyglądał na miłego. Na całej twarzy miał blizny. Podeszłam do niego powoli.
- Cześć jestem Paula, a ty?
- Maciek.
Skinęłam tylko głową i weszłam do środka. Czyli to jest Maciek? Inaczej go sobie wyobrażałam.
Poszłam do swojego pokoju i rozwaliłam się na łóżku. Przypomniałam sobie o książce. Wyjęłam ją z plecaka i znów wzięłam się za czytanie.
,,Na miejscu wypadku znaleziono pamiętnik. Ostatni wpis głosił tak:
,,Notesie. 19:38
27 Stycznia 1985
Mam w końcu dziewczynę! Ma na imię Viktoria. Dzisiaj są jej urodziny. Już wcześniej złożyłem jej życzenia. Zdziwiło mnie tylko jedno, gdy mnie przytuliła wyszeptała mi ,,Uważaj na auta''. To było trochę dziwne, ale to zignorowałem.''
Na samej górze widniała godzina 19:38. Zginął dwanaście minut później. Zidentyfikowano dziewczynę, ale nie chciała udzielić informacji skąd wiedziała by uważał. Popełniła samobójstwo rok później.''
Miał dziewczynę, która go ostrzegła. Teraz on ostrzega mnie! Już wiem, co muszę zrobić!
*********************************************************************************
Wybiegłam jak szalona z domu i pobiegłam na przystanek. Przeglądnęłam mapy. Metro jest tuż obok! Poleciałam w jego stronę. Na moje szczęście akurat podjeżdżał pociąg na Brooklyn.
Już po pięciu minutach byłam na powierzchni. Ruszyłam w stronę cmentarz, gdy doszłam rozglądnęłam się. Ten cmentarz jest ogromny! Nie uda mi się znaleźć grobu Bartka.
Poprzeglądałam groby tuż przy ścieżce. Jak można mieć takie szczęście? Przyglądnęłam się nagrobkowi.
Bartek Verlac
ur. 2 stycznia 1970r. zm. 27 stycznia 1985r.
Westchnęłam.
- Czy to ty mnie nawiedzasz? Jeśli tak to dlaczego? Daj mi jakiś znak.
Nagle ktoś postukał mnie w ramię. Odwróciłam się, a tam stał Maciek. Uśmiechnął się do mnie.
- Gadasz z nieznajomymi duchami? - zacmokał. - Nie ładnie.
- Co ty tu robisz?
- Wiesz, krzyczałaś na całe gardło ,,na cmentarz'', więc postanowiłem za tobą iść.
Naprawdę krzyczałam? Nie pamiętam, ale może on mi pomoże.
- Wiesz coś o nim? - spytałam wskazując na nagrobek.
- Coś tam wiem... W wieku piętnastu lat zginął i mieszkam teraz na przeklętej ziemi.
Wzniosłam oczy ku niebu. Nic tu nie wskóram. Ruszyłam do wyjścia. Maciek ruszył za mną.
- Czemu za mną łazisz? - teraz szłam przodem do niego.
- Nie idź tyłem!
- Czemu niby mam nie iść tyłe...
Tydzień Później
- Paula była i będzie moją najlepszą przyjaciółką. To co się stało... - Isabelle zaczęła płakać.
Właśnie odbywał się pogrzeb Pauli. Chodź Iz zaprosiła całą szkołę, byli na nim tylko: Isabelle, Charlotte, Rozalia, Maciek i niektórzy nauczyciele. Nawet jej matka nie raczyła się pojawić.
Isabelle odeszła. Ksiądz odprawi kazanie i już chwilę później trumna spoczywała w grobie. Isabelle jeszcze długo siedziała przy grobie przyjaciółki. Gdy zbliżał się zachód słońca wstała i wyszeptała.
- Czemu wpadłaś pod ten samochód? Dlaczego akurat ty? Przyjdę do ciebie jutro. Obiecuje...
I odeszła
To już koniec. Komu się podobało kom. To motywuję.
Moje urodziny były w piątek, w dziś jest dzień, gdy potkam się z prawdziwą mamą. Wstałam bardzo wcześnie i gdy tylko zwlekłam się z łóżka Iz krzyknęła. Uspokoiłam ją i poszłam się ubrać. Wybrałam kremowy golf i czarne jeansy. Na moje szczęście park jest blisko, więc może chociaż dzisiaj nie stanie się nic złego. Mam taką nadzieję...
Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie płatki. Zasiadłam do stołu i włączyłam telewizor. Wtedy znów się przeraziłam. W telewizorze wyświetlił się ten wierszyk, a potem z pierwszych liter ułożył się napis.
,,UWAŻAJ NA AUTA,,
Przerażona, wybiegłam z salonu. Co się dzieje w tym domu?! Założyłam kurtkę i poszłam do parku.
Ten wiersz był dziwny. Kto sobie ze mnie żartuję? Jak tam było? ,,Umarł tu mężczyzna''. Może będzie coś na ten temat w bibliotece? Zapomniałabym! Dzisiaj ma przyjechać Charlotte z tym chłopakiem. Powtarzam pytanie: Ciekawe jaki będzie?
W wejściu parku stała wysoka, jasnowłosa kobieta odziana w futro. Podeszłam do niej niepewnie.
- Dzień dobry. - powiedziałam.
- Czy ty jesteś Paula? - spytała cicho.
Ja tylko skinęłam głową, a ona mnie przytuliła. Czyli to jest moja matka? Nie jesteśmy podobne. Gdy się odsunęła zobaczyłam, że ma brązowe włosy i czarne odrosty. Czyli farbowała włosy!
- Pewnie mi się teraz przyglądasz i szukasz podobieństw?
Ponownie skinęłam głową. Uśmiechnęła się szeroko.
- Nie jesteś podobna do mnie, ale do swojego ojca. - otworzyłam usta by spytać o niego, ale weszła mi w słowo. - On nie żyję. Gdy moja rodzina się o tym dowiedziała zaraz go zabili. Wracając. Jeśli chcesz możesz mi mówić mamo, a jeśli nie to Ami lub Mer.
- Czemu mnie oddałaś?
- Nie miałam wyjścia. Przyjechałam tu na studia, a zaraz po nich miałam wrócić do kraju. - widząc moje pytające spojrzenie mówiła dalej. - Pochodzę z małego kraju na wschodzie. Jestem tam bardzo znana, ponieważ mój ojciec jest milionerem i gdy tylko usłyszano, że wyjeżdżam były zakłady czy wrócę z jakimś mężczyzną. U mnie to rodzicie decydują czy można się wyjść za mąż za danego chłopaka. Znalazłam tu miłość. Czyli twojego ojca, ale gdy tylko mój ojciec się dowiedział, kazał mi wracać razem z nim. Poczekałam do końca ciąży i dopiero wtedy wróciłam. Ksawery zginął kilka dni później. Nie chciałam by ten sam los czekał ciebie, więc cię tu zostawiłam. Ojciec wydał mnie za jakiegoś Nataniela i od tamtej pory urodził mi się syn. Kacper. Nie wolno mi wspominać o tobie, a na ten wyjazd zgodzili się pod warunkiem, że... - głos się jej załamał.
- Że co? - spytałam zniecierpliwiona.
- Że umrzesz. Miałam przyjechać się...
Nie dokończyła zdania, bo uciekłam stamtąd jak najszybciej. Mam umrzeć?! Nie ma mowy! Odwróciłam się by sprawdzić, czy za mną nie biegnie. Oczywiście nie biegła, ale ludzie się na mnie dziwnie gapili. Zignorowałam ich i poszłam do biblioteki.
Od razu znalazłam książkę o historii sierocińca. Zaczęłam czytać:
,,Sierociniec pani Charlotte Smith nie zawsze był ośrodkiem publicznym. Dawniej znajdowała się tam działka z małym, drewnianym domem. Mieszkała tam rodzina Verlac. Amelia, Viktor i ich syn Bartek. Historia głosi, że gdy Bartek miał piętnaście lat jego rodzice pracowali na nocną zmianę, a, że ufali synowi to został sam.
Tej nocy była ulewa, a pewien mężczyzna jadący samochodem, zidentyfikowany później jako Jonathan Linter, wpadł w poślizg i wjechał w dom Verlac'ów. Bartek, który wtedy stał przy oknie, zginął na miejscu. Z tego, co wiemy jego matka dawniej zajmowała się czarną magią i przeklnęła te ziemie, że osoba, która urodziła się dnia, gdy zginął Bartek (tylko dnia, a nie roku [przypis]) sama zginie. Z naszych informacji wynika, że zmarł 27 stycznia 1985 roku. W 1996 roku powstał sierociniec. Panna Charlotte, która nadal nie ma pojęcia o klątwie, (tak nam się oczywiście wydaję) razem ze swoją młodszą siostrą Rozalią, do kilku lat prowadzą go w spokoju. Ich ,,dom'' jest bardzo nowoczesny, ponieważ jest w nim 15 pokoi dla dzieci. W każdym znajdują...''
Skończyłam czytać, wypożyczyłam książkę i wyszłam. Czyli duch tego Bartka chcę mnie zabić? Chyba dostaję obłędu! Kiedy doszłam do domu Charlotte przyjechała. Muszę pokazać jej książkę!
Z samochodu wysiadł wysoki, ciemnowłosy chłopak. Miał założony kaptur i nie wyglądał na miłego. Na całej twarzy miał blizny. Podeszłam do niego powoli.
- Cześć jestem Paula, a ty?
- Maciek.
Skinęłam tylko głową i weszłam do środka. Czyli to jest Maciek? Inaczej go sobie wyobrażałam.
Poszłam do swojego pokoju i rozwaliłam się na łóżku. Przypomniałam sobie o książce. Wyjęłam ją z plecaka i znów wzięłam się za czytanie.
,,Na miejscu wypadku znaleziono pamiętnik. Ostatni wpis głosił tak:
,,Notesie. 19:38
27 Stycznia 1985
Mam w końcu dziewczynę! Ma na imię Viktoria. Dzisiaj są jej urodziny. Już wcześniej złożyłem jej życzenia. Zdziwiło mnie tylko jedno, gdy mnie przytuliła wyszeptała mi ,,Uważaj na auta''. To było trochę dziwne, ale to zignorowałem.''
Na samej górze widniała godzina 19:38. Zginął dwanaście minut później. Zidentyfikowano dziewczynę, ale nie chciała udzielić informacji skąd wiedziała by uważał. Popełniła samobójstwo rok później.''
Miał dziewczynę, która go ostrzegła. Teraz on ostrzega mnie! Już wiem, co muszę zrobić!
*********************************************************************************
Wybiegłam jak szalona z domu i pobiegłam na przystanek. Przeglądnęłam mapy. Metro jest tuż obok! Poleciałam w jego stronę. Na moje szczęście akurat podjeżdżał pociąg na Brooklyn.
Już po pięciu minutach byłam na powierzchni. Ruszyłam w stronę cmentarz, gdy doszłam rozglądnęłam się. Ten cmentarz jest ogromny! Nie uda mi się znaleźć grobu Bartka.
Poprzeglądałam groby tuż przy ścieżce. Jak można mieć takie szczęście? Przyglądnęłam się nagrobkowi.
Bartek Verlac
ur. 2 stycznia 1970r. zm. 27 stycznia 1985r.
Westchnęłam.
- Czy to ty mnie nawiedzasz? Jeśli tak to dlaczego? Daj mi jakiś znak.
Nagle ktoś postukał mnie w ramię. Odwróciłam się, a tam stał Maciek. Uśmiechnął się do mnie.
- Gadasz z nieznajomymi duchami? - zacmokał. - Nie ładnie.
- Co ty tu robisz?
- Wiesz, krzyczałaś na całe gardło ,,na cmentarz'', więc postanowiłem za tobą iść.
Naprawdę krzyczałam? Nie pamiętam, ale może on mi pomoże.
- Wiesz coś o nim? - spytałam wskazując na nagrobek.
- Coś tam wiem... W wieku piętnastu lat zginął i mieszkam teraz na przeklętej ziemi.
Wzniosłam oczy ku niebu. Nic tu nie wskóram. Ruszyłam do wyjścia. Maciek ruszył za mną.
- Czemu za mną łazisz? - teraz szłam przodem do niego.
- Nie idź tyłem!
- Czemu niby mam nie iść tyłe...
Tydzień Później
- Paula była i będzie moją najlepszą przyjaciółką. To co się stało... - Isabelle zaczęła płakać.
Właśnie odbywał się pogrzeb Pauli. Chodź Iz zaprosiła całą szkołę, byli na nim tylko: Isabelle, Charlotte, Rozalia, Maciek i niektórzy nauczyciele. Nawet jej matka nie raczyła się pojawić.
Isabelle odeszła. Ksiądz odprawi kazanie i już chwilę później trumna spoczywała w grobie. Isabelle jeszcze długo siedziała przy grobie przyjaciółki. Gdy zbliżał się zachód słońca wstała i wyszeptała.
- Czemu wpadłaś pod ten samochód? Dlaczego akurat ty? Przyjdę do ciebie jutro. Obiecuje...
I odeszła
To już koniec. Komu się podobało kom. To motywuję.
Subskrybuj:
Posty (Atom)