wtorek, 30 września 2014

Dziwna znajomość cz.6

  

  Następnego dnia rano obudziłam się bardzo, ale to bardzo szczęśliwa. Tak nie czułam się nawet przy Danielu. Przebrałam się w niebieski podkoszulek i jeansy. Pobiegłam do szkoły i chyba dwadzieścia minut czekałam na lekcje matematyki. Po dzwonku usiadłam na swoim miejscu. Możliwe, że polubię codzienną, poranną matematykę. Cały czas pilnie obserwowałam drzwi. I on mi się ukazał! Jego piękne, zielone oczy patrzyły w moje, ale na moje szczęście nagle do klasy wpadł pan Lelek i Marek usiadł koło mnie.
 Kiedy jak zawsze pan Lelek w połowie lekcji wyszedł z sali Kuba podleciał do drzwi i zaczęły się rozmowy. Marek odwrócił się w moją stronę.
- Co u mojej panikary? - spytał biorąc mnie za rękę.
- Wszystko dobrze, - uśmiechnęłam się szeroko. - a u ciebie?
 Nie zdążył  mi odpowiedzieć, ponieważ Kuba wrócił do ławki. Nauczyciel sekundę potem wszedł do sali. Lekcja trwała nadal.
 Ja to w każdej szkole po czterdziestu pięciu minutach nauki następuję przerwa. Razem z Markiem wyszłam z sali i poszłam do swojej szafki gdzie czekały Natalia i Ola oraz... NO NIE! Daniel stał oparty o moją szafkę. Złapałam Marka za rękę i razem podeszliśmy do dziewczyn.
- Hejka! Co tam u was?
- Cześć Meg. Kto to? - spytała Ola.
- To Marek. - przedstawiłam go. - A to są Natalia i Ola. Moje najlepsze przyjaciółki.
-  Miło mi.
- Nam również. - powiedziały wspólnie.
 Nagle rozległ się dzwonek. Marek pocałował mnie w policzek i poszedł na chemie. CO MY TERAZ MAMY?
- Słodki. - stwierdziła Natalia.
- I niezłe z niego ciacho. - dodała Ola.
 Zachichotałyśmy i ruszyłyśmy na lekcje. TO CO MY TERAZ MAMY!? O nie! Teraz historia, na której muszę siedzieć obok Daniela! Usiadłam ciężko koło najgorszego chłopaka w tej szkole. Pani Cerewska jest bardzo fajna i ją lubię, ale nie przepadam za historią. Na tej lekcji pani wychodzi tylko raz. Piętnaście minut przed przerwą. Tutaj pilnuję Arek. Dzięki temu, że jest świetnym gimnastykiem to zawszę kiedy panią widzi to robi salto i wraca do ławki. I to jest nasz alarm. Jak na razie lekcja upływała mi spokojnie. Kiedy pani wyszła. Oczywiście, żeby nie rozmawiać z Danielem podeszłam do Natalii i Oli.
- Co robiliście wczoraj na randce? - spytała Natalia.
- Opowiem wam potem.
 Ułamek sekundy po tym jak to powiedziałam Arek wykonał salto i wrócił do ławki. Podążyłam w jego ślady i również wróciłam do ławki. Piętnaście minut jeszcze wytrzymam. Akurat siedzę przy oknie i mogę obserwować co się dzieje na zewnątrz. Właśnie wyjrzałam przez okno, kiedy ujrzałam Marka razem z klasą. Chyba też mnie zobaczył, bo pomachał w tę stronę. Nie wiadomo kiedy rozległ się dzwonek. Jak to możliwe, że Marek przed chwilą był na polu, a teraz czeka pod salą? Przytuliłam się do niego. Akurat wtedy wychodził Daniel, a potem rozpętało się piekło.
 Daniel odepchnął mnie od Marka tak mocno, że się wywróciłam. Następnie walnął Marka w nos. Podniosłam się, żeby powstrzymać Daniela, ale ten pchnął mnie mocniej niż wcześniej. Teraz straciłam przytomność.
*********************************************************************************
 Gdy się obudziłam leżałam w domu. Nie powinni mnie czasem zabrać do szpitala? Głowa już mnie nie bolała, ale i tak chwiejnym krokiem wstałam z łóżka i podążyłam na dół. Sprawdziłam kuchnie, salon, nawet pokój chłopców. Nikogo nie było w domu. Czy nie powinni przy mnie być i pilnować chorej?
 Wyszłam na zewnątrz i stanęłam jak wryta. Nie było mojego ogródka tylko kamienna ścieżka. Rozejrzałam się na ścianie mojego domu, tam gdzie powinien być numer 47, znajdowała się data 30.09.2014 r. O co chodzi! Ktoś postukał mnie w ramię więc się odwróciłam. Stał przede mną wielki mężczyzna. Nawet nie zwróciłam uwagi na to jak wyglądał tylko spytałam:
- Gdzie ja jestem?
- Chodź ze mną.
 Prowadził mnie labirynt domów i wprowadził do wielkiej sali. Przy stole siedziało trzech mężczyzn. Chłopak, który mnie tu przyprowadził wyszedł od razu. Powtórzyłam pytanie:
- Gdzie ja jestem?
 Odezwał się ten siedzący w środku.
- Na tej bójce w korytarzu uderzyłaś się mocno w głowę. Teraz decydujemy czy twoja dusza ma nadal żyć czy może zostać tu z nami, ale cóż... Nie możemy się zdecydować.
- Chcecie mnie tu trzymać! - wykrzyknęłam zdenerwowana.
 Nagle do sali wszedł znowu ten chłopak. Wyprowadził mnie i chwilę później byłam już z powrotem w domu. Położyłam się na kanapie w salonie. Chcę wrócić do domu!
 Nawet nie wiem kiedy poczułam się senna. Gdy już się obudziłam leżałam z zabandażowaną głową i ktoś mnie trzymał za rękę. Otworzyłam powoli oczy i zobaczyłam Marka! Na fotelu nie daleko siedziała mama, a na jego oparciach Kacper z Bartkiem. Po drugiej stronie mojego łóżka stały Natalia i Ola.
- Co się stało? - spytałam
- Nic takiego stara, ale już się bałam, że cię już nigdy nie zobaczę! Nigdy więcej mi tak nie rób! - krzyknęła Natalia.
- Jasne. - uśmiechnęłam się słabo.
 Nagle do sali wszedł lekarz. Powiedział coś tylko do mamy i wyszedł.
- Niestety kochanie przepadnie ci bal. Masz tu leżeć jeszcze dwa tygodnie. Dopóki głowa się nie zagoi.
 To po co ja kupowałam tą sukienkę?! Marek pochylił się i coś mi wyszeptał do ucha.
- Kiedy tylko poczujesz się lepiej urządzę w domu dyskotekę. No może prędzej na tej łące przy klifie.
 Skinęłam mu tylko głową i znów udałam się do snu.
*********************************************************************************
                                          Miesiąc później
 Przyglądałam się sobie w lustrze. Moje włosy były już po ramiona. To dobrze, że tak szybko rosną inaczej miałabym mocno przechlapane z perukami.
 Właśnie szykowałam się na przyjęcie u Marka. Zaprosił Natalie i Olkę, które też przegapiły przeze mnie dyskotekę. Na ich szczęście chłopcy się zgodzili. Mają iść jeszcze Bartek z Pauliną i Kacper z Celiną. Wszyscy mamy się spotkać u mnie w domu i Marek ma po nas przyjechać. Już nie mogę się doczekać!
 Nagle rozległ się dzwonek do drzwi. Zbiegłam na dół. Wszyscy zaczęli wchodzić do mnie do domu.
Natalia, Paweł, Ola, Wojtek, Celina, Paula i Marek. Od razu podeszłam i przytuliłam się do niego.
- Wszyscy do samochodu! - krzyknął.
 Jeszcze moja mama przyleciała z aparatem i zrobiła nam grupowe zdjęcie. Wsiedliśmy do busa lub furgonetki (jak ze Scooby-Doo). Zapakowaliśmy i ruszyliśmy. Na szczęście Marek wynajął szofera, więc mogłam się do niego przytulać całą drogę.
- Udanego balu. - szepnął mi do ucha.
- Z tobą zawsze.
 Pocałował mnie w usta i w furgonetce wybuchły gromkie brawa. NARESZCIE BYŁAM NAPRAWDĘ SZCZĘŚLIWA!



Oto koniec historii Meg i Marka. Mam trochę tego w zanadrzu, np. o niebie. Tylko innej osoby. Chcecie to przeczytać? Jeśli tak to zabieram się do roboty, ponieważ mam już to zapisane do chyba 3 rozdziału na laptopie. 

niedziela, 7 września 2014

Dziwna znajomość cz.5



 Przebranie się w mój ulubiony czarny top i jeansy zajęło niecałe dziesięć minut. Spakowałam do torebki telefon, chusteczki i pieniądze (wątpię, żeby miał zamiar za coś płacić). Wyszłam z domu i stanęłam jak wryta. Marek stał pod moimi drzwiami z bukietem moich ulubionych kwiatów! Podeszłam wciąż trochę zaszokowana. Marek uśmiechnął się niebiańsko.
- Nie wiem jakie kwiaty lubisz więc wziąłem z białych i fioletowych frezji. - powiedział trochę zmieszany.
- Umiesz dobrać kwiaty. - skwitowałam i wzięłam bukiet. - To moje ulubione. - uśmiechnęłam się do niego.
- Uff... Odetchnąłem z ulgom. - zaśmiał się.
- Pójdę je włożyć do wody i zaraz wracam. 
 Skinął głową, a ja pobiegłam do domu włożyć kwiaty. W kuchni zastałam tylko Bartka. Przyglądał mi się podejrzliwie. 
- Masz chłopaka?
- Nie... No może...Sama nie wiem. - odpowiedziałam zmieszana. 
- To z Danielem się umówiłaś? 
- Nie, to nowy chłopak w szkole. Marek.
- Mhm...
 Skoro nie podjął dalszej rozmowy to wyszłam z kuchni i wróciłam do Marka. Nadal stał w tym samym miejscu co wcześniej. Podeszłam i wzięłam go za rękę.
- To gdzie idziemy?
- Może do kina?
- A masz jakiś pomysł na film?
- Eeee... Nie. Lubisz jeździć konno?
- Kiedy miałam dziesięć lat to się uczyłam, a co?
- Moja rodzina ma stajnie z końmi. Możemy się przejechać na moją ulubioną łąkę i tam zrobimy piknik. Co ty na to?
- Jasne. Chodźmy.
 Ruszyliśmy w stronę jego samochodu. Mama ma chyba taki sam, tylko, że bordowy, a nie czarny.
Wsiadłam na miejsce pasażera i zerknęłam na nasze CIĄGLE splecione dłonie. Nie zabrałam ręki z uścisku. Marek odpalił samochód i już po chwili staliśmy na światłach. Cały czas wyglądałam przez okno. Nagle odpięłam się i sama nie wiem jak przeskoczyłam na siedzenie z tyłu i schowałam się przed wzrokiem przechodniów. Marek spojrzał na mnie zdziwiony.
- Co się stało?
- Daniel.
 To jedno imię sprawiło. że chwilę potem Marek zjechał na pobocze i wpełznął na miejsce obok mnie.
- Wracaj na przód i jedziemy dalej. - powiedział się i uśmiechnął się.
 Kiwnęłam jedynie głową i przesiadłam się na przód. Marek odpalił i pojechaliśmy dalej. Nie wiem ile jechaliśmy, ale chyba z dwadzieścia minut zajęło nam dojechanie na miejsce, a widok domu Marka zdumiał mnie do reszty.
 Nie wystarczyło, że koło domu ma stajnie na... chyba sto metrów. To jeszcze dom jest jak willa. Poczułam, że ktoś rusza mi szczękę i zorientowałam się, że mam otwartą buzię. Natychmiast ją zamknęłam.
- Nie chciałem tu przyjeżdżać na pierwszym naszym spotkaniu, ale... - wzruszył ramionami.
- Wejdziemy do środka?
- Dzisiaj tylko polecę zabrać rzeczy na piknik, a ty idź sobie wybierz konia.
 Skinęłam głową i ruszyłam w stronę stajni. Kiedy do niej weszłam powitało mnie rżenie koni. Zaczęłam się rozglądać po boksach. Żaden mi się nie spodobał, ale kiedy doszłam do ostatniego ujrzałam białego konia z brązową grzywą. Od razu wpadł mi w oko.
- To jest Sara. - Marek odezwał się za moimi plecami.
 Podskoczyłam zaskoczona. Marek tylko się zaśmiał i wyprowadził Sarę z boksu. Pomógł mi wsiąść, a sam wyprowadził konia o imieniu Jaskier. Wsiadł na niego i ruszyliśmy. Po pięciu minutach jazdy galopem dojechaliśmy na jego ,,łąkę''. O ile to można było nazwać łąką.
 Była to łąka położona na zboczu klifu. Było widać morze, a cała łąka była usłana pięknymi kwiatami. Marek rozłożył koc centralnie w stronę klifu. Przywiązał konie, podczas gdy ja podziwiałam różnorodność kwiatów. Nie wiadomo kiedy pojawił się za mną i... WZIĄŁ MNIE NA RĘCE! Zaczęłam piszczeć jak głupia spodziewając się najgorszego, ale on tylko zaniósł mnie na koc i poszedł po koszyk. Po chwili już siedział koło mnie.
- Co masz w koszyku? - spytałam.
 Uśmiechnął się szeroko.
- Eee... Tu mamy problem. Sam nie wiem, co spakowałem.
 Zaczęłam grzebać w koszyku. Znalazłam tu płyn do mycia naczyń, ścierkę, wodę, kilka kanapek i co najdziwniejsze... Pilota od telewizora.
- Po co nam pilot?
 Marek tylko wzruszył ramionami. Popatrzyłam jeszcze raz do koszyka i zdziwiłam się, kiedy na samym dnie leżało srebrne pudełeczko na biżuterię. Wyciągnęłam je z koszyka. Marek od razu się zaczerwienił.
- To dla ciebie. - powiedział nieśmiało.
 Otworzyłam pudełeczko i moim oczom ukazał się piękny, srebrny wisiorek z diamentowym serduszkiem. Popatrzyłam na Marka zadziwiona. On sięgnął po wisiorek i zawiesił mi go na szyi. Przytuliłam się do niego i razem patrzyliśmy jak nad wodą zachodzi słońce. Wieczorem ruszyliśmy na koniach do jego domu. Zaprowadziliśmy Sarę i Jaskra do boksów, wsiedliśmy do samochodu i Marek odwiózł mnie do domu. Bez słowa odprowadził mnie do drzwi. Kiedy się odwróciłam, żeby mu podziękować za miły dzień, on niespodziewanie pocałował mnie. Stałam tam jak zaczarowana. Gdy skończył od razu pobiegł do samochodu nie mówiąc nic. Tak jak by bał się mojej reakcji.
 Weszłam do domu, a tam zastały mnie śmichy i chichy Kacpra i Bartka.
- Gabrysia ma chłopaka, Gabrysia ma chłopaka, Gabrysia ma chłopaka...!
 Przewróciłam tylko oczami i poszłam do swojego pokoju.
 Przebrałam się w piżamę i ułożyłam się do snu. Niestety nie mogłam usnąć! Cały czas myślałam o dzisiejszym pocałunku Marka. Tak jak przy nim nie czułam się przy nikim. Dotknęłam wisiorka. To bardzo miłe z jego strony. CHYBA SIĘ ZAKOCHAŁAM!


TROCHĘ MI TO ZAJĘŁO, ALE WIECIE BYŁY WAKACJE! JEŚLI SIĘ PODOBAŁO TO PROSZĘ O KOMENTARZE :)

Dziwna znajomość cz.4


Lekcja zleciała mi dość szybko. Kiedy wyszłam Daniel już czekał pod drzwiami sali. Ominęłam go, ale niestety złapał mnie za nadgarstek. 
- Musimy porozmawiać. - stwierdził.
- Nie mamy o czym! Wracaj sobie do Dominiki! - krzyknęłam. 
 Nagle  wszystko na korytarzu ucichło. Wzrok wszystkich powędrował w naszym kierunku. Nawet nauczyciele zwrócili na nas uwagę. Postanowiłam to zignorować. Wyrwałam rękę z jego uścisku i wykrzyczałam mu prosto w twarz.
- Z nami koniec! Idź sobie do Dominiki, a do mnie już się nie odzywaj! 
 Odbiegłam od niego i schowałam się w łazience. Wbiegłam do jednej z kabin. Usłyszałam śmiechy. Od razu rozpoznałam głos Dominiki, Aśki i Nikoli. Ta banda jest nie do zniesienia!
- Mówiłam wam, że mi się uda. Mam nadzieję, że to nagrałyście. - znowu śmiechy. - Teraz kto? Paweł dla Nikoli? Odbijesz go Natalii na sto procent.
- Oczywiście, że tak. Jestem od niej lepsza. 
 Nie wytrzymałam. Wyszłam z kabiny, podeszłam do Dominiki i walnęłam ją prosto w twarz. Zaraz potem wyleciałam jak burza z toalety. Właśnie zawdzięczał dzwonek, więc weszłam do sali matematycznej. Wszyscy patrzyli na mnie. Chodź się nie spóźniłam, wiedziałam, że mam przechlapane w tej szkole. 
 Lekcja zaczęła się normalnie, a kiedy pan Lelek wyszedł z sali Kuba podleciał do drzwi i dał nam znak, że nikogo nie widać. Zaczęły się rozmowy. Marek odwrócił się w moją stronę.
- Może spotkamy się dzisiaj?
- Jasne, czemu nie?
- To supe...
 Nie dokończył, bo Kuba wykonał swój manewr i wrócił do ławki. Pan Lelek razem z panem dyrektorem wszedł do sali. Wszyscy wstali, gdy weszli. 
- Niech panna Gabriela pójdzie ze mną. 
 Wszyscy patrzyli teraz na mnie. Zrezygnowana wstałam z ławki i poszłam za dyrektorem do jego gabinetu. Usiadłam w wygodnym, skórzanym fotelu, a dyrektor naprzeciwko mnie. 
- Co to miało być? 
 Spojrzałam na niego dziwnie. O CO MU CHODZI? Westchnął.
- Z tą dzisiejszą awanturą. - wyjaśnił. - Jeżeli się musicie kłócić to zróbcie to po lekcjach. Poza tym wpłynęła na ciebie skarga od Dominiki Kowalczyk. Podobno walnęłaś ją w twarz. 
- To prawda. Zdenerwowała mnie i naprawdę nie mam pojęcia jak to się stało. Przepraszam bardzo. Obiecuję, że to się więcej nie powtórzy!
 Dyrektor skinął głową i odesłał mnie do sali, gdy wróciłam wszyscy patrzyli na mnie uważnie. Nawet pan Lelek zatrzymał lekcję. Nikt się mnie o nic nie pytał. Nauczyciel zignorował moją obecność, więc zanim się obejrzałam było już po lekcji. Szłam do domu. TAM NIE MA SPOKOJU! 
 O dziwo kiedy weszłam do domu nie słyszałam krzyków Kacpra i Bartka. Było słychać tylko ciche nucenie mamy z kuchni. Zdziwiona poszłam sprawdzić o co chodzi. 
- Mamo, gdzie chłopaki?
- Kacper jest u kolegi, a Bartek w swoim pokoju i chyba rozmawia przez telefon.
 Skinęłam głową, ale wydało mi się to dziwne. Czemu Bartek nie poszedł z Kacprem? Pobiegłam do nich do pokoju i zastałam Bartka grającego na komputerze. Odwrócił się i zatrzymał grę.
- Cześć. Czemu jesteś u mnie w pokoju?
- Czemu nie ma Kacpra?
- Bo jest u Radka, a wiesz, że się z nim nie lubimy. Dlatego nie poszedłem.
- Mhm. - spojrzałam na niego podejrzliwie. - Zakochałeś się!
 Popatrzył na mnie zdziwiony, a potem się zarumienił! HAHA! Bartek się zakochał!
- Jak ona ma na imię?
- Paulina, ale wszyscy mówią jej Paula. Jesteśmy w tej samej klasie, a ja nie wiem czy ona zgodzi się ze mną umówić. - powiedział zakłopotany.
 Uśmiechnęłam się szeroko. Nagle coś rzuciło mi się o oczy. Na łóżku Bartka leżała paczka czekoladek, do której był przywiązany kwiatek. Wzięłam je do ręki.
- To dla niej?
 Bartek tylko pokiwał głową, a ja zaczęłam czytać liścik przywiązany do kwiatka.
,,Droga Paulino!
  Musisz wiedzieć, że skradłaś me serce. Będę czekał dzisiaj przed szkołom na Ciebie. Z kwiatem w ręce takim samym jak ten przywiązany!''
- Ooo... Jakie słodkie! Kiedy jej to dasz?
- Jutro po jednej z lekcji podrzucę jej to do plecaka. - wyznał.
- Okey, zostawiam cię z twoimi grami.
 Skinął tylko głową, a ja wyszłam z pokoju. Padłam na łóżko i natychmiast wstałam. PRZECIEŻ MAM SIĘ DZISIAJ SPOTKAĆ Z MARKIEM!...

Dziwna znajomość cz.3


 Dzień w szkole minął dosyć szybo. Kartkówka była w miarę prosta i dostałam pięć. Jej! Niestety na moje nieszczęście do mojej klasy doszedł Marek. Natalia i Ola nie mają porannej matematyki tak jak ja, więc jedną lekcję muszę przeżyć w jego obecności. Umówiłam się z dziewczynami zaraz po szkole na zakupy. Nie długo ma być dyskoteka. Zaplanowałyśmy kupić sobie śliczne sukienki.
 Byłyśmy właśnie w galerii handlowej, kiedy Olka krzyknęła jak głupia. Popatrzyłam tam gdzie ona. Na wystawie wisiały śliczne sukienki. Akurat w naszych ulubionych kolorach. Czyli niebieska, czarna i fioletowa. Pobiegłyśmy do tego sklepu jak szalone. 
 Natalia zgarnęła niebieską i wbiegła do przymierzalni. Zajęło jej to dwie minutki i wyszła. Wyglądała prześlicznie w niebieskiej sukience. Jej rude włosy sięgały do pleców. Obróciła się parę razy po czym znowu weszła do przymierzalni. Kiedy znowu wyszła miała już ubrane swoje normalne ciuchy Olka weszła do przymierzalni z fioletową. Wyszła po paru minutach. Jej długie, czarne włosy sięgały do pasa i z fioletową sukienką prezentowała się świetnie. Obróciła się dwa razy i weszła z powrotem. Przebrała się i wyszła. Teraz ja weszłam z czarną sukienką. Przebrałam się i wyszłam. Popatrzyłam na siebie w lustrze. Moje włosy, koloru ciemnego blondu, które sięgały za ramiona świetnie się prezentowały z tą sukienką. Przebrałam się z powrotem raz, dwa. Zaraz byłyśmy przy kasie. 
- Sto pięćdziesiąt złoty. - powiedziała kasjerka.
 Złożyłyśmy się po pięćdziesiąt złoty. Kasjerka się uśmiechnęła i wyciągnęła zza blatu trzy bransoletki. Były wręcz identyczne. 
- Są dodatkiem do sukienek. 
 Popatrzyłyśmy na siebie, ale wzięłyśmy je, podziękowałyśmy i wyszłyśmy ze sklepu. Podążyłyśmy do najbliższej kawiarni. 
- Z kim idziecie? - spytałam.
- Ja z Pawłem z naszej klasy. - odpowiedziała Natalia.
- Ja z Wojtkiem. Tym ze starszej klasy.
- A ty? - spytały jednocześnie.
 Zachichotałyśmy we trzy.
- Pewnie pójdę z Danielem, ale jeszcze mnie nie zaprosił. - przyznałam smutno. 
 Weszłyśmy i stanęłam jak wryta. Daniel siedział koło Dominiki z 2D. Ta blondyna, która umawia się z większością chłopaków, przytulała się do Daniela. Podałam Olce moje zakupy, podleciałam do nich i walnęłam Daniela w twarz.
- Za co to - podniósł na mnie wzrok. - Meg! 
- Ty świnio! - wydarłam się. - Nie chcę cię znać! 
 Podleciałam do dziewczyn i wyszłyśmy stamtąd. Daniel biegł za nami przez cały czas. 
- Spadaj durniu! - krzyknęły dziewczyny. 
 Pobiegłyśmy do domu Natalii. Mój telefon cały czas piszczał. Już wcześniej przyniosłyśmy tam z Olką swoje rzeczy. Mama została z chłopakami w domu, a ja miałam szansę pobyć za swoimi przyjaciółkami. Ulokowałyśmy się u Natalii w pokoju na ziemi. Rozmawiałyśmy jak zwykle. One unikały tematu Daniela, a ja byłam im za to wdzięczna. Telefon nie dawał mi spokoju. Po jakieś godzinie. Zadzwonił. Odebrałam go.
- Słucham? - spytałam.
- Nareszcie. - westchnął Daniel do słuchawki. - Meg, to nie było tak jak myślisz...
- Nie obchodzi mnie to! Nie odzywaj się do mnie już nigdy więcej!
 Rozłączyłam się. Od razu zablokowałam połączenie i SMS-y od Daniela i skupiłam się na koleżankach. Koło pierwszej poszłyśmy spać. Rano jest szkoła...
*********************************************************************************
 Wstałam pierwsza i obudziłam resztę. Poleciałyśmy do szkoły jak oparzone. Okazało się, że prawie zaspałyśmy! Pierwszy dzisiaj był polski. Na moje biedne nieszczęście muszę tu siedzieć z Markiem. Przynajmniej pani Morek jest miła! Lekcja zleciała mi błyskawicznie. Zaraz po niej poszłam do swojej szafki. Zobaczyłam przed nią Daniela, więc od razu zawróciłam. Jak na mojego pecha! Wpadłam na Marka.
- Cześć Gabi.
- Nie nazywaj mnie tak. - warknęłam.
- No to jak?
- Meg lub Megan. Nie lubię swojego imienia. 
- Mhm. Słyszałem o tobie i Danielu. Przykro mi.
- To nie twoja wina, że mnie... nieważne.
- Ej wiem, że to wcześnie, ale poszłabyś ze mną na dyskotekę?
- Jasne, czemu nie? 
- Super. - uśmiechnął się szeroko. - To do zobaczenia. 
 Odwrócił się i poszedł. To miło z jego strony. Może przy nim zapomnę o Danielu? Oby nie chciał być moim chłopakiem, bo tego nie przeżyję już psychicznie. Dziewczyny jak na zawołanie pojawiły się obok mnie. Uśmiechnęłam się do nich i opowiedziałam, co się stało. Zapiszczały na cały swój regulator. Parę osób się na nas popatrzyło, w tym Daniel. Zaczęłyśmy się śmiać i poszłyśmy na kolejną lekcje. Usłyszałam tylko jak Daniel mnie woła, a potem weszłam do sali.

Dziwna znajomość cz.2


 Leżałam na łóżku i uczyłam się na jutrzejszą kartkówkę, kiedy ktoś zapukał do drzwi.
- Otwarte! - krzyknęłam.
 Do mojego pokoju weszli Kacper z Bartkiem. Przynieśli ze sobą laptopa. Chodź mają już trzynaście lat nadal zachowują się jak dzieci. Grzecznie położyli laptopa na biurku i uśmiechali się dziwne.
- Co przeskrobaliście? - spytałam.
 Kacper wyleciał z pokoju jak strzała nawet nie oglądając się za siebie. Bartek (który jest od niego starszy o piętnaście minut) został. Zaczął powoli się tłumaczyć.
- No wiesz... Chcieliśmy zgrać sobie film... kiedy nie wiadomo jak laptop zaczął migać i... spalił się. - podrapał się zakłopotany w głowę.
 Na moje szczęście nic ważnego nie było na tym komputerze, więc tylko skinęłam głową, a on wyszedł. Już po chwili słyszałam głos Kacpra. Chwalił Bartka, że miał odwagę mi powiedzieć. Skoro jestem starsza od nich o tylko dwa lata... To ciekawe jak by sobie poradzili na moim miejscu. Wzdrygnęłam się na tę myśl. Wróciłam do książek.
 Telefon znowu zadzwonił. Teraz to mnie już porządnie zdenerwował. Dzwoni co pięć minut odkąd przyszłam do domu! Odebrałam go zdenerwowana.
- Słucham!
- Cześć Meg, przyjdziesz do klubu? Proszę! - Daniel tak pięknie prosił, ale...
- Nie ma mowy! Czekałam na ciebie przez pół godziny! Teraz się uczę do jutrzejszej kartkówki z chemii! Tobie też bym radziła.
- To jutro jest kartkówka!? O cholera. Zapomniałem. Dzięki za przypomnienie. Widzimy się jutro i daję słowo, że dzisiaj już nie zadzwonię. Pa Meg.
- Cześć.
 Rozłączył się, a ja wróciłam do książek po raz kolejny.
*********************************************************************************
 Mama weszła do mnie do pokoju. Zobaczyła, że jeszcze nie śpię i powiedziała:
- Gabrysia do spania, bo jutro nie wstaniesz.
- Jasne mamo. - ziewnęłam.
 Mama się zaśmiała i wyszła z pokoju. Przebrałam się w piżamę i położyłam się do łóżka, ale sen nie przychodził. Leżałam i zaczęłam myśleć o dzisiejszym dniu. Na początku był w miarę normalny. Potem pokłóciłam się z Danielem, następnie ten dziwny chłopak, a jeszcze później mój biedny laptop się spalił. Czy to najgorszy dzień w moim życiu?
 Poderwałam się z łóżka. Zapomniałam całkowicie, że miałam się dzisiaj spotkać z przyjaciółkami. Chwyciłam telefon i napisałam do nich. Najpierw do Natalii, a potem do Oli. Wiadomość brzmiała ''SORRY, ŻE SIĘ DZISIAJ NIE WIDZIAŁYŚMY. MOŻEMY JUTRO?''. Wręcz po trzech minutach odstałam odpowiedź od Natalii. ''SPOKO. NAPISZĘ DO OLI TO ZROBIMY SOBIE JUTRO PIŻAMA PARTY U MNIE.''. Od razu spodobał mi się ten pomysł. Cała noc z przyjaciółkami. Zaraz po przyjściu wiadomości od Natalii przyszła wiadomość od Oli ''DOSTAŁAM WIADOMOŚĆ OD NATII. JUTRO U NIEJ O 20. TYLKO NIE ZAPOMNIJ!''. Uśmiechnęłam się, ziewnęłam i ułożyłam do snu.
*********************************************************************************
 Rano zaspałam do szkoły. Spakowałam szybko plecak. Ubrałam się w dżinsy i biały podkoszulek. Wzięłam kromkę chleba i wybiegłam z domu. Mieszkam trzy przecznice od szkoły, więc w miarę szybko doleciałam. Kiedy wbiegłam do szkoły ludzie powoli wchodzili do klas. Wbiegłam do sali od matematyki i usiadłam w swojej ławce. Właśnie do sali wszedł nauczyciel. Pan Lelek nie był zbyt miły. Jeśli mu podpadłeś nie zdawałeś do następnej klasy. Położył swoje papiery na biurku i odwrócił się do nas. Czasami się go bałam. Był wyskoki, łysy i miał wielką bliznę biegnącą przez pół twarzy. Patrzył na nas surowym głosem. Po czym ogłosił:
- Mamy nowego ucznia w klasie. Wejdź i przedstaw się.
 Osłupiałam do reszty. WSZYSTKO TYLKO NIE ON! Do sali wszedł chłopak na którego wczoraj wpadłam. Uśmiechnął się szeroko.
- Jestem Marek.
- Usiądź koło...
 W sali były trzy wolne miejsca. Koło mnie, Karoliny i Filipa. Proszę tylko nie ja, proszę tylko nie ja, PROSZĘ TYLKO NIE JA!
- ...koło Gabrysi.
 DLACZEGO JA! Co ja zrobiłam temu nauczycielowi. Marek zadowolony z siebie usiadł koło mnie. Odsunęłam się najdalej od niego. Lekcja się zaczęła. W jej połowie pan Lelek wyszedł z sali. Jak to zwykle zaczęły się szepty. Kuba stanął w drzwiach i pilnował czy nauczyciel nie idzie. Marek odwrócił się do mnie.
- Więc masz na imię Gabrysia?
- Nie lubię jak mnie tak nazywają. - mruknęłam pod nosem.
- A jak wolisz? - spytał zaciekawiony.
 Na szczęście naszą rozmowę przerwał Kuba. Zaczął robić to, co zawsze. Podrapał się po nosie i wszystkie rozmowy ucichły, a on wrócił na swoje miejsce. Dwie sekundy potem wrócił pan Lelek. Lekcja trwała nadal. Po dwudziestu minutach zadźwięczał dzwonek. NARESZCIE!
 Wyszłam z sali i podążyłam w stronę szafek. Jak zwykle pod nią czekał Daniel w towarzystwie Natalii i Oli.
- Cześć. - powiedziałam, gdy do nich podeszłam.
- Cześć Meg. - powiedziały razem Natalia i Ola.
 Zachichotały.
- Cześć skarbie. - Daniel przytulił mnie do siebie. - Co dzisiaj robimy?
- Ty i ja nic. Razem z dziewczynami... - podeszłam do nich. - mamy dzisiaj babski dzień.
 Przytaknęły mi. Daniel skinął głową i zadźwięczał dzwonek. Razem z dziewczynami poszłyśmy na naszą ulubioną lekcje. Czyli muzykę. Zaraz potem jest chemia. Ratunku.

Dziwna znajomość cz.1


Czekałam na Daniela przez pół godziny. Kiedy w końcu nie przyszedł ruszyłam do domu. Całkowicie odechciało mi się iść na imprezę. Nagle w kieszeni za wibrował mi telefon.
- No? -spytałam Daniela w słuchawce.
- Skarbie, przepraszam, musiałem pomóc mamie, ale już lecę.
- Nie trzeba. Poszłam stamtąd.
- Co! Gdzie jesteś przy...
 Rozłączyłam się zanim zdążył skończyć zdanie. Byłam już przecznice przed domem. Kiedy nie wiadomo jak wpadłam na jakiegoś chłopaka. Przewróciliśmy się. Podniosłam się błyskawicznie.
- Bardzo cię przepraszam. Nie wiem jak to się stało...
- Nic nie szkodzi. Ładna jesteś. - uśmiechnął się szeroko.
 Miał czarne włosy tak samo jak mój młodszy brat Kacper, a oczy zielone jak ja.
- Jeszcze raz przepraszam.
 Po tym jak to powiedziałam uciekłam błyskawicznie. Odwróciłam się tylko raz sprawdzić czy czasami za mną nie biegnie. Oczywiście nie biegł, ale na wszelki wypadek całą drogę do domu biegłam. Do domu wpadłam jak szalona. Aż mama wybiegła z kuchni.
- Co się stało? - spytała przestraszona.
- Nic takiego.
- Nie miałaś być z Danielem na imprezie?
- Miałam, ale czekałam na niego pół godziny i zdenerwowałam się, więc sobie poszłam.
- Aha. - powiedziała i wróciła do kuchni.
 Pobiegłam do mojego pokoju. Kacper i Bartek pałaszowali na moim laptopie.
- Wynocha stąd! - krzyknęłam na nich. Popatrzyli na mnie.
- Możemy zabrać laptopa. - spytał Bartek.
- Tak, ale wynocha. - powiedziałam zrezygnowana.
 Przed oczami mignęły mi dwie czupryny. Jedna blond, a druga czarna. I wtedy przypomniałam sobie tamtego chłopaka. Musiał być w moim wieku. NIE! Nie mogę o nim myśleć. Mam chłopaka? Mam. Więc nie mogę zawracać sobie głowy nieznajomymi. Wyjęłam z szafki książki i zaczęłam się uczyć. Telefon dzwonił cały czas, ale miałam go w nosie. To będzie długi wieczór...