poniedziałek, 28 września 2015

Przepraszam!

 Znowu podwinęła mi się noga. Możecie mnie za to zabić, pokroić i usmażyć. Nie obrażę się. W każdym bądź razie przepraszam was za dzisiejszy brak rozdziału. Mam nawał pracy w szkole tak więc około weekendu powinien się pojawić. Zaglądajcie tu między 19-21 w sobotę i w niedziele. Rozdział będzie na sto procent. Postaram się by był mega długi, ale niczego nie obiecuję. Ogłoszenia o dodaniu rozdziału będą na Facebooku (Strona ,,Nocni Łowcy'', na której adminuję) oraz na snapie ,,bloody.live''. Możecie śmiało mnie dodawać. Zazwyczaj odpowiadam na wszystkie (sensowne) snapy. Tak więc czekam. W komentarzu pod tym postem możecie się na mnie wyżyć. Czekam również na wasze domniemania co będzie w następnym rozdziale. Ciekawa jestem jak daleko powędrowała wasza wyobraźnia, a tak w ogóle, co sądzicie o poprzednim? Napiszcie nawet referat :P Przeczytam go i odpowiem. Mam jeszcze do was prośbę. Jeśli moje historie wam się naprawdę podobają, a adminujecie gdzieś, to dodajcie posta, w którym polecacie mojego bloga, ale też możecie go po prostu polecić znajomym lub dodać link np. na snapa. Mam nadzieję, że mój blog się rozwinie, co zmotywuje mnie do dalszego pisania. 
 Tak więc jeszcze raz
- Facebook - strona ,,Nocni Łowcy''
- Snap - ,,bloody.live'' 

 Czekam na wasze komentarze! Pozdrawiam! Dziękuje za to, że ze mną jesteście! 
 Gabika! 

poniedziałek, 7 września 2015

Tak między wierszami...

 Hejka ludzie! 
 Zazwyczaj moje posty są formą rozdziałów lub przeprosin, że mnie długo nie było lub informacją, że mnie długo nie będzie. Natomiast tutaj chciałam się was zapytać, co sądzicie o moich ,,opowiadaniach''. Często o to proszę pod koniec rozdziału, ale zdaję sobie sprawę, że pewnie większość osób tego nie czyta. Tak więc pytam teraz z czystej ciekawości. Nie wstydźcie się komentować. Nikt was nie ocenia, a mnie to motywuje. Napiszcie co mam poprawić. Które opowiadanie podobało się wam jak na razie najbardziej. Wytykajcie mi moje błędy, a na 100% spróbuję się poprawić. Postaram się na większość komentarzy (zapewne będzie jeden góra dwa) odpowiedzieć. Mam też do was wielką prośbę. Jeśli wam się podobają moje opowiadania to spróbujcie jakoś rozgłosić mojego bloga, oki? Chciałabym, żeby troszkę więcej osób to czytało (Tak naprawdę nie wiem ile osób mnie czyta. Zazwyczaj komentują te same osoby więc o to się opieram). 
 (Z rozdziałem ,,Innej'' postaram się wyrobić na czas i prawdopodobnie będzie dodany w najbliższy poniedziałek) 
 Z góry dziękuję i pozdrawiam! 

czwartek, 16 lipca 2015

Ogłoszenia!

 Moi kochani. Byście lepiej sobie wyobrażali postacie, będę dodawała specjalnego posta (który w trakcie pisania będzie edytowany) z wyglądem postaci. Dodatkowo łatwo będzie go znaleźć, ponieważ będzie zapisywany z boku ekranu (tuż pod wszystkimi historiami) Jak wam się podoba ten pomysł? 
 Liczę na szczere komentarze. 
Pozdrawiam! 

W nowym życiu cz.7

 To już jutro. Rytuał jest już jutro. To już jutro. Jej naszyjnik nawet gdy jest niedaleko mnie jest biały. Znowu mi się nie uda. Teraz to mnie chyba wyślą do roboty dla aniołków. Fuj! Nie ma mowy! Przeciągnę ją na swoją stronę i skończę tą misję. Tym razem musi mi się to udać. Wzięłam głęboki wdech. Ja jestem córką najpotężniejszego demona na świecie, a ona kim? Głupią ziemianką, która nie wie nic o życiu. Pokonać ją będzie łatwo. Jeden prosty czar kontroli, potem zaprowadzić ją do Quatra, wypełnić rytuał i wszystko będzie super. O ile ten kretyński aniołek nic mi nie popsuje tym razem wygra moja strona. Muszę tylko wziąć się w garść. 
 Teraz jest dwudziesta druga. Irena pięć minut temu poszła do łazienki. Już siedem razy przeczytałam książkę o rytuale. Wiem jak go dobrze odprawić, jak dobrze się zabezpieczyć przed aniołem. Tym razem wszystko pójdzie po mojej myśli. Rytuał się dopełni. Demony opuszczą swój wymiar i pojawią się na Ziemi siejąc zniszczenie. Zrobię sobie zdjęcia i przemienię to w pocztówkę albo w obraz i powieszę to na ścianie. Będzie pięknie wyglądało, ale najpierw konkrety. Drzwi do łazienki zaczęły się otwierać. Pstryknęłam palcami i przebrałam się błyskawicznie w piżamę. Czarną bluzeczkę i spodenki. Irena wyszła z toalety. Była już przebrana w tą swoją różową tuniczkę. Miała mokre włosy i zarumienione policzki. Uśmiechnęła się do mnie pod nosem. Muszę czegoś spróbować... 
- Irena... - zaczęłam. - Pójdziesz jutro ze mną na zakupy? Dawno razem nie wychodziłyśmy...
 Stanęła jak wryta i spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Chcesz iść ze mną na zakupy? Dlaczego?
- No wiesz... dawno razem nie wychodziłyśmy. Proszę... zrób to dla mnie. - mój poziom mądrości spadł o pięć stopni. 
- Jutro miałam się spotkać z Maćkiem, - powiedziała chowając ubrania. - ale... mogę to odwołać. Zawsze się możemy spotkać następnego dnia, prawda? 
 Nie powiedziałabym tego na twoim miejscu.
- Zrobisz to dla mnie? - spytałam głosem pełnym nadziei. 
- Jasne. - uśmiechnęła się do mnie. - Czego się nie robi dla współlokatorki? 
- Dziękuje. 
 Wpełzłam pod kołdrę i udawałam, że śpię. Czego się nie robi dla współlokatorki... Ble! Ludzie są beznadziejni. Ta ich troska o innych. Wolę gdy są wredni. Szkoda, że mi się nie trafiła taka co pije i ćpa. Chociaż... Wtedy jej krew byłaby kiepska do spełnienia rytuału. Rada ma co do tego surowe zasady. Ciekawe czy ucieszą się gdy powiem im, że ziemianka, która zginęła podczas rytuału była pod wpływem anioła. Będą ze mnie dumni! Będę diablicą, która pokonała anioły! Nieźle... Już się nie mogę doczekać tego szacunku od innych diabłów. Będzie cudownie!
***
 Rano Irena wstała i się ubrała, a ja leniwie na nią patrzyłam. Gdy już była gotowa powoli wstałam z łóżka i podeszłam do niej. Później pstryknęłam palcami i mruknęłam ,,Jagaha'', a jej oczy stały się czarne. Uśmiechnęłam się pod nosem, wzięłam księgę z łóżka, a potem złapałam ziemiankę za rękę i przeniosłam nas do Quatry, ale tym razem jest ono w innym miejscu niż ostatnio. Aniołek nieźle się naszuka. Zostawiłam ziemiankę w kręgu ochronnym i poszłam przygotować ołtarz. Nóż gotowy. Demoniczny ogień się pali, a ta pacynka grzecznie sobie czeka. Rzuciłam w nią rytualną szatę. Jest czarna z szarymi znakami. Sięga do kostek i nie ma rękawów by łatwo było rozciąć jej rękę. W myślach kazałam jej się położyć na ołtarzu. Wzniosłam wokół niego bariery obronne. Mogę zaczynać.
- Demony wszystkich światów wzywam was do ciała wybranej! - wzięłam nóż do ręki. - Wzywam was do spełnienia! - przyłożyłam nóż. - Wzywam was byście wypełniły przeznaczenie i zniszczyły miejsce zwane Ziemią! By już nigdy nie zaznano tam szczęścia i miłości! By...


W tym samym czasie... 


Irena odwołała nasze spotkanie. Tak czy siak kręcę się niedaleko sierocińca. Jest godzina szósta rano, a ja nadal nic nie słyszę. Zawsze Irena o szóstej trzydzieści do mnie dzwoniła i pytała czy już wstałem. Powinna już wstać, rozsunąć zasłony i pójść do łazienki. Wszystkiemu się przysłuchuje. Pilnuje jej przez cały czas choć ona o tym nie wie. Teraz powinna rozsunąć zasłony. Nic. Dziwne. Robiła tak dzień w dzień odkąd się tu pojawiła. Coś mi tu nie gra. CHWILĘ! Który dzisiaj jest? Przeliczyłem dni. Dziś dziesiąty... O nie! Dzisiaj słońce, księżyc ziemski i wszystkie planety staną w równej linii. Czyli to dzisiaj powinien się odbyć rytuał! Dlatego odwołała randkę! Vanessa musiała ją jakoś do tego przekonać. Co ja tu jeszcze robię!?
 Natychmiast pstryknąłem palcami i przeniosłem się do Quatro. Dziwne. Na ołtarzu nikt nie leżał, ale wszystko było przygotowane. Musiałem tu przybyć przed nimi. Świetnie! Przynajmniej mam pewność, że Irenie nic się nie stanie. Chwilę... gdyby tu miałby się odbywać rytuał Demoniczny Ogień płonąłby na środku pomieszczenia tak samo jak ostatnio. To oznacza, że...
 Pstryknąłem palcami. Muszę się znaleźć w odpowiednim miejscu. Udało się. Jestem tuż przed Salami Mądrości. Wbiegłem do nich i zacząłem powtarzać moje pytanie:
,,Gdzie teraz jest Irena i diablica Vanessa?''
 Powtórzyłem je trzy razy i przede mną zmaterializowały się drzwi. Otworzyłem je od razu. W środku było ciemno. Nagle pojawiło się lustro ozdobione czerwonymi rubinami. Spojrzałem w nie. Nie było tam mojego odbicia tylko identyczna komnata jak ta, w której przed chwilą byłem. Tylko, że w tej palił się Demoniczny Ogień. To oznacza, że gdzieś musi istnieć drugie Quatro! Tylko gdzie? Jak ja je znajdę? Przecież ono może być wszędzie, a nie mam dużo czasu. Vanessa mogła już rozpocząć rytuał. To nie może się skończyć przegraną aniołów! Nie dam diabłom tej satysfakcji! Muszę zacząć ich szukać! Nim będzie za późno...

Witajcie w głowie Ireny

 Jak tu pięknie! Stałam na końcu lasu i patrzyłam na słońce zachodzące za górami. Nagle ktoś mnie przytulił. Od razu wiedziałam, że to Maciek, więc oparłam się o niego. Razem podziwialiśmy nieziemski widok. 
- I jak ci się podoba? - spytał. 
- To jest piękne! - odwróciłam się w jego stronę. - Dziękuje. 
 Pocałował mnie delikatnie w usta, a potem spojrzał na mnie pustym wzrokiem.
- To nie jest prawdziwe. 
- O czym ty mówisz? - spytałam skołowana. 
- To nie jest prawdziwe. 
- Co nie jest prawdziwe? Maciek! Natychmiast mi powiedz co nie jest prawdziwe! 
- Pamiętaj te słowa. To nie jest prawdziwe. 
- O co ci cho... - urwałam w połowie zdania, gdy Maćkowi wyrosły skrzydła. - Kim ty jesteś? 
- Jestem aniołem. Powinnaś to wiedzieć. Ty jesteś wybrana. Pamiętaj, że to nie jest prawdziwe. 
- Nie rozumiem! Mów prościej! O co tu chodzi?
- Twój wisior. - spojrzał na niego bez krzty zainteresowania. - On jest przyczyną tego wszystkiego. Ty jesteś Wybraną. Możesz sprawić, że na świat wyjdą najpotężniejsze demony, ale możesz też to powstrzymać. Pamiętaj jedno. To nie jest prawdziwe.
- Co nie jest prawdziwe? Kim ja niby jestem? Jakie znowu demony? - teraz mnie zdenerwował. O czym on mówi?
- To nie jest prawdziwe. - wskazał ręką na zachód słońca, góry, niebo i las.
- Przestań to powtarzać!
- To nie jest prawdziwe. - powtarzał to raz za razem i zaczął odlatywać, ale jego głos nie osłabł. Odbijał się w mojej głowie jak echo.
 Rozejrzałam się wkoło. Czy to naprawdę nie jest prawdziwe? Wydaje się takie realne. Niemożliwe, żeby nie było prawdziwe, ale co jeśli Maciek mówił prawdę? Jeśli to naprawdę nie jest prawdziwe? Rozejrzałam się ponownie. Góry zaczęły się zmniejszać, aż w końcu zniknęły. Słońce zalśniło najmocniej jak potrafiło i zgasło. Drzewa wywróciły się i wsiąkły w podłoże. Wkoło zrobiło się ciemno. Wręcz czarno. To nie może być prawdziwe. To nie dzieje się naprawdę!
- To nie jest prawdziwe. - szepnęłam, a potem spadłam w otchłań.

Wracając do Vanessy...

 - ...By już nigdy nie zaznano tam szczęścia i miłości! By wszyscy ludzie wiecznie cierpieli! Wzywam was krwią wybranej, która spalona w Demonicznym Ogniu uwolni was na wieki. - poczułam wiatr. - Demony! Przybądźcie i wypełnijcie przeznaczenie! - rozcięłam jej prawą rękę od zgięcia łokcia po nadgarstek i obeszłam ją. To samo zrobiłam z drugą ręką. Odłożyłam nóż i uniosłam dłonie. - Andra merixa, andra mrixa, andra merixa... - powtarzałam to w kółko, a krew wypływająca z ran zaczęła się powoli unosić. W końcu połączyła się w całość nad ciałem wybranej. Nareszcie rytuał dobiegnie końca! - Krew Wybranej czeka gotowa... - przesunęłam rękoma, a krew ruszyła za nimi. Ustawiłam ją nad Demonicznym Ogniem. - Krew Wybranej was wypuści! Krew Wybranej otworzy wam bramy do świata zwanego Ziemią, na której będziecie siać wieczne zniszczenie! Przybądźcie potężne demony całego świata! Oto ja was wypuszczam byście czyniły to co do was należy! 
 Choć Quatro jest pod powierzchnią Ziemi zawiał tu wiatr. To oznacza tylko jedno. Rytuał się dopełnia!
- To nie jest prawdziwe. - usłyszałam szept.
 Co się dzieje? Spojrzałam w stronę ołtarza. Oczy ziemianki szybko poruszały się pod powiekami. Co się dzieje? Przecież tego głupiego aniołka nawet tu nie ma! Nie mógłby pokrzyżować mi planów! Nagle stało się coś dziwnego. Ciało Ireny ciągle leżało na ołtarzu, ale jej dusza się podniosła i usiadła.
- To nie jest prawdziwe. - szepnęła przesuwając ręką nad ranami, które od razu zniknęły.
- No nieźle. - mruknęłam.
 Nagle powietrze po drugiej stronie pomieszczenia zamigotało i pojawił się aniołek. Jeszcze tego brakowało! Ziemianka chyba też go zauważyła, bo wstała od ołtarza i podbiegła do niego.
- Maciek! - krzyknęła, ale on ją zignorował.
 Głupa nie wie, że aniołek jej nie widzi. Tyle dobrego, ale skup się Vanesso. Rytuał najpierw.
***
 - To nie jest prawdziwe. - szepnęłam. 
 Otworzyłam oczy. Byłam w dziwnym pomieszczeniu. Powoli się podniosłam. Moje ręce były pocięte. 
- To nie jest prawdziwe. - powtórzyłam i przesunęłam ręką nad nimi. Rany od razu się zagoiły. Usłyszałam jakiś głos. Rozglądnęłam się. Vanessa stała z uniesionymi rękami przy ogniu. Zaraz nad nim latała czerwona plama przypominająca... KREW. Nagle tuż za Van powietrze zamigotało i znikąd pojawił się Maciek. Od razu wstałam i podbiegłam do niego. 
- Maciek! - krzyknęłam. 
 Nawet na mnie nie spojrzał. Podążyłam za jego wzrokiem. Nie patrzył na Vanessę tylko na dziewczynę leżącą na czym, co przypominało kamienne łóżko. Chwileczkę! Ja tam leżałam! Podeszłam powoli do łóżka nie zwracając uwagi na resztę. Znam tę twarz. Rozpuszczone brązowe włosy, pieprzyk pod lewym okiem, trzy kolczyki w lewym uchu. Dobrze mi znane kolczyki, ale przecież to niemożliwe! Skoro ja tu stoję to jak mogę też tu leżeć? Spojrzałam ponownie na Vanesse i Maćka. Usta Van poruszały się z niesamowitą prędkością, a Maciek uderzał rękami o powietrze. Co on robi? Nagle usłyszałam głos Maćka:
- Ty wredna diablico! Co tym razem wymyśliłaś? To nie jest ta sama bariera, co ostatnio.
 Vanessa go zignorowała i ciągle szeptała te nieznane słowa.
- Irena! - spojrzałam na niego uważnie. - Jeśli mnie słyszysz pamiętaj jedno. To nie jest prawdziwe! Musisz się obudzić! Pozbądź się wisiora! Wtedy nie będzie mogła użyć twojej krwi do niczego!
 Obyś się nie mylił. Usiadłam na kamiennym łóżku i dopasowałam się do mojego ciała, a potem się położyłam i zamknęłam oczy. Musi zadziałać. Nagle poczułam ból w obu rękach. Otworzyłam oczy. Powoli usiadłam i od razu się odwróciłam. Udało się! Jestem w swoim ciele! Maciek spojrzał na mnie zszokowany, a Vanessa przestała szeptać i spojrzała wściekła.
- Urwij medalion! - krzyknął Maciek.
 Czarnowłosa warknęła i spojrzała na mnie uważnie. Przez tą latającą krew nie może się ruszyć.
- NIE RÓB TEGO! - krzyknęła. - JA CHCĘ NAPRAWIĆ ŚWIAT, A ON GO ZNISZCZYĆ!
 Spojrzałam w jej czerwone oczy, a potem w brązowe oczy Maćka. Podniosłam dłoń do szyi. Ręka zapulsowała boleśnie. Złapałam małego aniołka w dłoń. Żegnaj! Zerwałam do z szyi i spojrzałam na niego uważnie. Zamigotał kilka razy i znikł.
- NIE! - usłyszałam krzyk Vanessy.
 Ogień, przy którym stała zgasł, a krew chlapnęła na podłogę. Spojrzała na mnie zaszokowana. Gniew wyrósł na jej twarzy. Maciek skorzystał z tej okazji i podbiegł do mnie. Wziął moje ręce i pstryknięciem palca usunął rany.
- Jak to zrobiłeś? - spytałam.
- Później ci powiem. Teraz musimy znikać.
- Co?
 Nie zdążył mi odpowiedzieć, bo Vanessa rzuciła się na nas z siłą wściekłego tygrysa. Maciek odepchnął ją i osłonił mnie swoim ciałem.
- Nawet nie wiesz co zrobiłaś idiotko! - krzyknęła. - Za pięć minut rytuał by się dopełnił! Gdyby nie ten cholernie debilny aniołek udało by mi się! To wszystko twoja wina! Byłaś w idealnym transie! Co się stało! Ja nigdy się nie pomyliłam! Co poszło źle! Jak się wybudziłaś!?
- No właśnie... - wtrącił Maciek. - Jak się wybudziłaś?
- Zobaczyłam ciebie - spojrzałam na niego. - Wyrosły ci skrzydła i na okrągło powtarzałeś ,,To nie jest prawdziwe''. Wtedy się obudziłam. - wzruszyłam ramionami.
- Zobaczyłaś jego! - krzyknęła jeszcze bardziej wściekła.
 Rzuciła się na nas i nagle wszystko zamigotało. Rozglądnęłam się wkoło. Byłam w jakiejś okrągłej sali z drewnianą podłogą i ścianami z białego marmuru. Na środku pomieszczenia stał stół na osiem osób, przy którym siedziało trzech mężczyzn okrytych szarymi szatami. Gdzie ja jestem? Tuż obok mnie stał Maciek. Miał dumnie uniesioną głowę i patrzył na mężczyzn.
- Czy wypełniłeś swą misję? - spytał jeden z nich.
- Tak. Oto ziemianka, która wywołała to zamieszanie.
- Dzi- dzi- dzięń dobry. - wyjąkałam.
- Irena Pakuła. Urodzona czwartego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku w Warszawie. Matka Julia, ojciec Paweł i siostra Sylwia. Cała trójka zginęła w wypadku samolotowym, ale ty jedyna przeżyłaś. Trafiłaś do sierocińca w Krakowie.
- S-s-skąd pan to wie?
- Oni wiedzą wszystko. - odpowiedział mi Maciek.
- Czy ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje? - spytałam szeptem.
- Oczywiście. - powiedział jeden z mężczyzn. - Może usiądziecie.
 Ale gdzie? Nagle przed stołem pojawiły się dwa białe fotele. Trochę przerażona podeszłam do jednego i usiadłam. Był bardzo wygodny.
- No to po kolei. - rozpoczął mężczyzna. - Pamiętasz dzień, gdy dowiedziałaś się o przeprowadzce? - skinęłam głową. - Tego samego dnia znalazłaś na strychu medalik z małym aniołkiem. Był to talizman, który przydzielił ci anioła - wskazał na Maćka. - oraz diabła. Niestety ty trafiłaś na jeden z potężniejszych dzięki czemu stałaś się wybraną. Dla diabłów to oznaczało tyle, że twoja krew będzie idealna do odprawienia rytuału, po którym na Ziemie wyszłyby najpotężniejsze demony. Medalion, gdy miał białe oczy oznaczał, że masz w sobie mnóstwo dobra, więc rytuał będzie trudny do wykonania, ale gdy jego oczy były czarne... Byłaś wtedy opanowana ciemnymi mocami i rytuał mógłby się świetnie zakończyć. Vanessa niestety nie zwracała uwagi jaki on ma kolor tylko zaczęła odprawiać ceremonie. Dzięki temu, że medalion był biały twoje wewnętrzne dobro pomogło ci się obudzić i zapobiec planom diablicy. Czy odpowiedziałem na twoje pytanie?
- Tak, ale kim pan jest?
- Jestem radnym niebios, a ty obecnie znajdujesz się w sali sądowej nieba.
 Zatkało mnie. To w ogóle jest możliwe? Na pewno śpię i zaraz się obudzę. Uszczypałam się w ramię. Auu! Bolało. Czyli to nie jest sen? Nie rozumiem. Spojrzałam na Maćka, a on błagalnie patrzył na radnych. Ledwo dostrzegalnie skinęli głowami. Brązowooki wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie.
- Ireno. Mam do ciebie drobne pytanie. - zaczął.
- Słucham.
- Masz dwa wyjścia. Możemy ci wymazać pamięć i wrócisz na Ziemię lub... lub zgodzisz się zostać aniołem. Wtedy bym cię pewnie musiał pilnować. Chciałem się spytać... co wybierasz?
 Co wybieram? Bycie na Ziemi całkiem samej czy bycie aniołem? Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na mnie uważnie. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam coś, co na zawsze zmieni moje życie.
- Chcę być aniołem.

3 Lata później. Miami.

- Jessie! - zawołała mama.
- Tak?
- Zbieraj się powoli! Wzięłaś wszystko?
- Wzięłam! Już idę!
 Spojrzałam po raz ostatni raz na swój pokój. Przeżyłam tu całe szesnaście lat. Miało być od kołyski aż po grób, ale niestety zmieniamy mieszkanie. To jest nieuczciwe!
- Żegnaj skarbie. - szepnęłam i ruszyłam do drzwi pokoju.
 Na klamce wisiał drobny wisiorek. Przyglądnęłam mu się. Był to mały, srebrny aniołek z białymi skrzydełkami. Założyłam go na szyję. Będzie mi przypominał o tym mieszkaniu. Wybiegłam z domu i wsiadłam do auta. Nie chcę patrzeć na to, jak go opuszczamy.
- Jess... co się dzieje? - spytała moja młodsza siostra Mia.
- Nic takiego. Po prostu będę tęsknić za tym domem.
- Ja też. - szepnęła.
 Rodzice wsiedli do samochodu i ruszyliśmy. Wszystkie rzeczy już są w nowym mieszkaniu. Podniosłam głowę i wyjrzałam za okno. Jechaliśmy drogą tuż przy plaży. Nagle usłyszałam piski. Spojrzałam przez przednią szybę. Jakiś samochód jechał prosto na nas. Tata próbował skręcić. Nie zdążył. Usłyszałam tylko krzyk Mii i zemdlałam.




 Oto koniec historii Ireny, Maćka i Vanessy. Jak widzicie wygrało dobro (kto by się spodziewał?). Już wkrótce pierwszy rozdział nowej historii. Piszcie w komentarzach jak wam się podobała ta opowieść. Nie wiecie nawet jak komentarze motywują mnie do roboty, a to nic nie kosztuję więc... proszę komentujcie. Polecajcie też bloga znajomym.
Pozdrawiam :* 

niedziela, 12 lipca 2015

W nowym życiu cz.6

 Spojrzał na mnie zszokowany, a ja nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- Jasne, że z tobą pójdę! Nie panikuj tak. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Uff.. Już mi niezłego stracha napędziłaś. Przyjdę po ciebie dzisiaj o czwartej.
- Może być czwarta trzydzieści? Muszę zostać trochę dłużej w szkole.
- Spoko. Czwarta trzydzieści. To do zobaczenia.
 Ominął mnie i podszedł do Bartka i Marcina. Westchnęłam i ruszyłam do Vanessy. Każdy ją lubi, ale ona robi tu za samotnika. Nie chcę z nikim rozmawiać z wyjątkiem mnie, ale to chyba przez to, że mieszkamy razem. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Mam ciekawy news!
***********************************************************************************
 Vanessa znowu się obraziła. Na temat Maćka mamy odmienne zdania. Ja twierdzę, że jest miły, słodki i uroczy, a ona, że on jest wcieleniem najgorszego zła. Nie widzę powodów by go tak nazywać. Przecież on jest bardzo kochany. Spojrzałam na siebie jeszcze raz. Biała bluzka rozcięta po bokach i z tyłu dłuższa oraz czarna spódnica nad kolano ładnie razem wyglądają. Do tego lekki makijaż i rozpuszczone włosy. Czarne baletki z diamencikami oraz mój wisiorek. Chyba będzie mu się podobać. Uśmiecham się szeroko do lustra. Wyglądam ekstra.
 Wychodzę z łazienki i zerkam na łóżko Van. Leży obrażona i ponownie czyta tę książkę. Odkładam stare ciuchy do szafy i patrze na zegarek. Szesnasta piętnaście. Mam jeszcze kwadrans. Schodzę powoli na dół. Nie licząc Wiktora grającego na komputerze nikogo nie ma w pokoju. Dzisiaj w końcu dostanę numer An! Zapewne przegadamy calutką noc. Vanessa na sto procent mnie znienawidzi. To chyba lepiej. Niezbyt ją lubię. Przeraża mnie tak samo jak Natalia, ale Van jest chyba straszniejsza. No cóż. Oto moje szczęście do współlokatorek. Uśmiechnęłam się pod nosem.
 Ponownie spojrzałam na zegarek. Szesnasta dwadzieścia sześć. Jeszcze tylko cztery minuty. Czy mogę być szczęśliwa skoro ledwie dwa tygodnie temu moja rodzina... mnie opuściła? Wiem, że to nie był ich wybór, ale sama świadomość, że ich nie ma doprowadza mnie do łez. Czemu ja tu stoję? Czemu w ogóle żyję? To będzie prześladować mnie do końca życia. Muszę pogadać z An. To jest mój cel. Tylko po co spotykam się z Maćkiem? Wcale mi się nie podoba. Prawda?
 Ktoś zapukał do drzwi. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drzwi. Oczywiście stał za nimi Maciek. Miał ubrane szorty koloru khaki i biały T-shirt. Włosy były w wiecznym nieładzie. No piękny chłopak!
- Cześć. - uśmiechnął się nieziemsko.
- Hej. To co... idziemy?
 Podał mi rękę i kiwnął głową. Ujęłam ją z ochotą. On jest słodki. Wyszliśmy i ruszyliśmy w stronę rynku. Maciek z uśmiechem przysiadł na naszej ławce, wyciągnął jakiś papierek z kieszeni i podał mi go.
- Co to jest? - spytałam biorąc go.
- Numer telefonu do Angeliki.
 Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, a potem zrobiłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Pocałowałam go. Nie w policzek. Tylko w usta. Co jeszcze dziwniejsze. On odwzajemnił pocałunek, a ja wplotłam palce w jego włosy. Odsunęłam się od niego jak oparzona i przyłożyłam rękę do ust.
- Przepraszam. - wszeptałam. - Nie wiem dlaczego to zrobiłam.
- Nic nie szkodzi. - zaśmiał się. - Podobało mi się.
 Zarumieniłam się.
- Dziękuje za jej numer.
- Nie masz za co dziękować. Co ty na to, że teraz wrócisz do domu i zadzwonisz do An, a my spotkamy się jutro?
- Z wielką chęcią.
 Wstaliśmy z ławki, Maciek odprowadził mnie do nowego domu. Pocałował mnie w skroń i sobie poszedł. Ten chłopak jest cudowny... Wbiegłam do środka, w trzech skokach pokonałam schody i wpadłam do pokoju. Van gdzieś znikła. Trudno. Wyjęłam telefon i wstukałam numer. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trze...
- Halo? - usłyszałam An w słuchawce. - Jeśli nie nazywasz się Irena Pakuła to nie chcę z tobą rozmawiać.
- A jeśli się tak nazywam?
- Aaaaa...! - krzyknęła. - Iri! To naprawdę ty?
- Tak, to naprawdę ja.
- Ale jak to możliwe?
- To długa historia.
- Spokojnie. Mam mnóstwo czasu.
***********************************************************************************
 Cały następny tydzień był identyczny. Szłam rano do szkoły, po południu spotykałam się z Maćkiem, a wieczorem gadałam przez telefon z An. Z Vanessą rozmawiam w drodze do i ze szkoły oraz czasem kiedy nic nie robię. Nie zaprzyjaźniłyśmy się jakoś specjalnie. Nie ubolewam nad tym. O ile się nie mylę dziś mamy dziewiąty września. Venessa cały czas szepta ,,Jeszcze jeden dzień''. Mam jej już dość. Jest dziwna. Ostatnio zaczęła mnie przerażać. Czy ktoś mi wytłumaczy o co jej chodzi? Jeśli nie to ja tutaj zbzikuje! Sama zacznę powtarzać ,,Jeszcze jeden dzień''. O co z tym do cholery chodzi? Zaczynam tu chyba wariować. To jest więcej niż pewne. Pomocy!



Już wkrótce ostatni rozdział z tej historii! Piszcie co o tym sądzicie. Teraz to od was zależy jak się skończy historia! Pisząc w komentarzu ,,Maciek'' sprawicie, że historia skończy się wygraną aniołów.
Natomiast pisząc w komentarzu ,,Vanessa'' sprawicie, że historia skończy się wygraną diabłów. Czekam na komentarze z niecierpliwością!

poniedziałek, 22 czerwca 2015

W nowym życiu cz.5

 Maciek był ubrany w białe spodnie oraz podkoszulek identycznego koloru z błękitnym napisem ,,Anioły są wszędzie''. Włosy miał rozczochrane, a w jego brązowych oczach tańczyły iskierki radości. Sięgnął do kieszeni, a potem pomachał mi dwoma kartkami przed nosem. Wzięłam jedną. Był to bilet VIP na koncert zespołu Enej. Nie wiem jak je zdobył, ale to świetna sprawa. Rzuciłam mu się na szyje i usłyszałam śmiech.
- Trafiłem z niespodzianką? - spytał, gdy już się od niego ,,odkleiłam''.
- Tak! Skąd wiedziałeś, że ich lubię?
- Mam dobrych informatorów. - wyciągnął do mnie rękę. - Chodź, bo zaraz się spóźnimy. 
 Ujęłam jego dłoń z radością i wyszliśmy z ,,domu smutku''. Zapewne wyglądamy jak para zakochanych w sobie małolatów. Teraz mam okazje go podpytać! Wzięłam głęboki wdech i zaczęłam mówić:
- Czy znałeś kogoś jeszcze? No wiesz, oprócz tego dupka.
- Znałem taką dziewczynę. Co roku farbuje włosy na inny kolor. Teraz ma chyba białe. Nazywała się...
- Angelika Boroń. - dokończyłam za niego. 
- Właśnie!
- Masz może numer telefonu do niej?
- No mam, a co?
- To moja najlepsza przyjaciółka, ale nie pamiętam jej numeru. Czyli nie mogę do niej zadzwonić i o wszystkim jej powiedzieć. Mógłbyś mi dać jej numer?
- Po koncercie. - mrugnął do mnie.
 Zanim się obejrzałam staliśmy w kolejce.
***********************************************************************************
 Drzwi otworzyły się z hukiem. Czarnowłosa diablica wpadła do sali. 
- Zgadnijcie kto mi dzisiaj ukradł ziemiankę? - krzyknęła.
- Anioł? - odpowiedział ze śmiechem radny.
- Tak! I jakby tego było mało to jeszcze jest to ten sam, co pięćset lat temu! Dlaczego zawsze trafiam na dziewczyny? On ma prościej! Zabujają się w nim i po sprawie, a co ja mam powiedzieć? Muszę się zaprzyjaźnić z dziewczyną, którą interesuje co na siebie założyć...
- A to nie jest czasem twój ulubiony temat? - zapytał radny z chytrym uśmieszkiem. 
- No jest! Ale moje klimaty, a nie różowe sukieneczki. Kiedy rytuał będzie możliwy do wypełnienia? Nie wiem, czy długo wytrzymam.
- Dokładnie dziesiątego września. Czyli za osiem dni. 
- Tydzień... - westchnęła diablica.
- Owszem, a powiedz mi jeszcze... czy medalion zmienia kolor? 
- Tak, z białego na czarny. Czasem jest biało-czarny, a czy to ma jakiejś znaczenie?
- Ma i to spore. Otóż pewnie już zapomniałaś, że gdy będzie wiadomo o nastawieniu istoty ziemskiej będziesz mogła ją oddać rytuałowi. 
- Czyli mam osiem dni, żeby się z nią zaprzyjaźnić? 
- Mniej więcej. Dziesiątego września ma już mieć czarne oczy. Nie ważne czy będzie przy niej anioł czy nie. Zrozumiano?
- Ta, ta, ta... muszę? - jęknęła.
- Vanesso... - westchnął radny. - Ile razy mam Ci to powtarzać. O tym zadecydowała twoja krew, a nie my. Musisz się z tym pogodzić. Gdybyś miała rodzeństwo to byłoby prawdopodobne, że oni pójdą na te misje, ale skoro go nie masz, to... cóż musisz się tym zajmować. 
 Czerwonooka westchnęła i zlustrowała rade wzrokiem. 
- To znaczy, że nie mam wyjścia? - jęknęła. 
- Na twoje nieszczęście owszem. 
 Skinęła głową, splotła ręce na piersiach i zniknęła. 
***********************************************************************************
 Koncert minął błyskawicznie. Żartowaliśmy i śpiewaliśmy razem z zespołem. Maciek jest całkiem spoko. Teraz nadeszła pora na moją prośbę. Usiedliśmy na ławce na rynku i spytałam:
- Dasz mi numer An?
- Jesteś bardzo niecierpliwa Ir. - zaśmiał się.
- Ir? 
- Nie podoba ci się? Mogę zmienić... co powiesz na zagraniczne imię? Dajmy na to... + postukał się po głowie i podrapał w brodę. - Jane? 
 Pokręciłam głową ze śmiechem. Czy on mnie chcę rozbawić?
- Nie? Spoko... to może... Joe?
- To nie jest czasem męskie imię?
- Męskie i żeńskie. Ameryka jest dziwna. - wzruszył ramionami. - Mam nowe!
 Spojrzałam na niego ze śmiechem. Tańczyły mu w oczach wesołe iskierki.
- Słucham. Mam się bać?
- Nie musisz. Co powiesz na Jessie?
 Jessie? Fajne... zawsze się tak nazywałam, gdy byłam mała i bawiłam się z An w księżniczki. Uśmiechnęłam się na to wspomnienie. Ciekawe skąd o tym wiedział. Przecież nie mógł powiedzieć tego tak sobie. Wtedy nie znałam jego ani Pana Zdradzam-Cię-Na-Prawo-I-Lewo. Więc skąd to wiedział? Nie możliwe, że to było przez przypadek. Prawda?
- Może być. Czyli mówisz mi Jessie?
- Tak. To będzie tylko moje przezwisko. Zgoda?
- Zgoda. - uścisnęliśmy sobie dłonie.
- Idziemy się przejść?
 Skinęłam głową i wstałam z ławki. Ciągle się trzymaliśmy za ręce. Czułam, że na moje policzki wpływa rumieniec. Co się dzieje? Ni stąd, ni zowąd spojrzałam na wisiorek. Aniołek miał teraz białe oczy. Dlaczego tak się zmienia? Nie powinnam teraz o tym myśleć. Muszę się skupić na moich pytaniach.
- Mogę cię o coś spytać? - zaczęłam nieśmiało.
- Skoro byłeś przyjacielem Sam-Wiesz-Kogo...
- Czytałaś Potter'a? - przerwał mi.
- Dawno temu, ale nie zmieniaj tematu. Zapewne zwiesz jak miała na imię tamta blondyna, z którą... - głos mi się załamał. - No wiesz...
- Tak wiem. Tylko mi tu nie płacz. To była Natalia Kidoń. Pewnie znasz.
 Natalia! Chodziłam z nią do klasy w podstawówce. Zawsze chciała być w centrum uwagi. Tylko, że wtedy miała brązowe włosy. Dlatego jej nie poznałam. Jak ona mogła... Przecież dawnej się przyjaźniłyśmy. Co za niewdzięcznica! Jak tylko wrócę do mojego miasto to zołza pożałuje, że się urodziła.
- Nie wierze w to... - szepnęłam zaszokowana.
 Maciek odwrócił się w moją stronę i mnie przytulił. Nie wytrzymałam i zaczęłam płakać.
- Nie martw się Jess. - pocałował mnie w czoło. - Wszystko będzie dobrze.
 Odsunęłam się od niego, przetarłam oczy i uśmiechnęłam się słabo. Potem wzięłam głęboki wdech i spojrzałam mu w oczy. Zaraz mnie pochłonęły. Patrzyłam w jak jak zaczarowana, puki Maciek nie pomachał mi ręką przed nosem. Uśmiechnął się i powiedział:
- Chyba chciałaś mi coś powiedzeć.
- Już nie ważne. Wracamy?
 Skinął głową i chwycił mnie za rękę. Ruszyliśmy do mojego nowego domu w milczeniu. Co chwile Maciek ściskał moją dłoń, by dodać mi otuchy. Czemu się popłakałam? To było żałosne. Tyle dobrego ,że się ze mnie nie śmiał, tylko próbował mnie pocieszyć. Na początku sądziłam, że jest inny. Że to kolejny rozpuszczony nastolatek, który sądzi. że wszystko mu się należy, ale okazał się miły i troskliwy. Nie wiem, o co chodziło Vanessie. Przecież Maćkowi można ufać. Wzięłam głęboki wdech i spytałam:
- To dasz mi numer do An?
 Uśmiechnął się szeroko, pokręcił głową i odpowiedział:
- Jest pani bardzo niecierpliwa panno Pakuła.
 Spojrzałam na niego spode łba, ale nie potrafiłam ukryć chichotu.
- To dasz mi go czy nie?
- Pod jednym warunkiem. - uśmiechnął się łobuzersko.
- Jakim? - odwróciłam się w jego stronę, gdy staliśmy pod ,,domem''.
- Że jutro też się ze mną umówisz. Co ty na to?
- Powiem ci jutro w szkole.
 Gdy to powiedziałam cmoknęłam go w policzek i uciekłam do środka, a potem oparłam się o drzwi. O mój Boże! Chyba się zakochałam!
***********************************************************************************
 Cmoknęła mnie w policzek, wbiegła szybko do środka i zatrzasnęła drzwi. Uśmiechnąłem się. Ta dziewczyna jest inna niż Katie. Z nią będzie prościej, ale może istnieć pewien haczyk. Ona może się we mnie zakochać albo co gorsza. Ja w niej. Ruszyłem spod jej domu i poszedłem w stronę najbliższego zaułka, a potem pstryknąłem palcami.
 Po chwili stałem przed wejściem do ratusza. Zapukałem do drzwi i otworzyłem je. Cała rada siedziała przy stole. Skinąłem im głową na powitanie i przeszedłem do sedna sprawy.
- Pewnie wiecie, co mnie tu sprowadza. - stwierdziłem.
- Chcesz wiedzieć czy anioł może się zakochać w śmiertelniczce. Odpowiedź na to pytanie brzmi ,,TAK''. Anioł ma tę możliwość. Od zawsze pojawiają się takie doniesienia. O ile się nie mylę ostatni raz odnotowano coś takiego dwa albo trzy lata temu. Dziewczyna dowiedziała się o świecie aniołów i miała wybór czy chcę zostać na Ziemi czy woli stać się aniołem. Nie mów mi, że o tym nie słyszałeś. Było o tym bardzo głośno w ,,Niebiosach''. Musiałeś czytać. W każdym razie. Jest to możliwe oraz niezakazane, ale jest z tym mnóstwo papierkowej roboty, a poza tym śmiertelna musi być pełnoletnia by zadecydować o swoim życiu. Tak więc jeśli masz na myśli ziemiankę, którą pilnujesz to o ile się nie mylę musiałbyś poczekać trzy lata zanim jej o wszystkim powiesz. Możesz już odejść zanim przyjdą anioły umówione na następne spotkanie.
 Kiwnąłem głową i wyszedłem z sali. Przecież ja nie mogę się zakochać w śmiertelniczce! To niezgodne z moją naturą. ,,Ale czy na pewno?'' - spytała mnie moja podświadomość. Pokręciłem głową... Muszę iść do Sal Mądrości. One wiedzą lepiej, co czuje niż ja sam.
 Ruszyłem w ich kierunku, a co jeśli okaże się, że jestem w niej zakochany? Przecież to chyba nie działa w ten sposób. Raz się umówisz i już wielka miłość. Wiem, że przeznaczenie istnieje. Wszystko jest zapisane w Wielkich Księgach w Salach Mądrości. Nie zawsze można zmienić przeznaczenie. Nielicznym się to udało. Nasza przyszłość jest szczegółowo zaplanowana. Wszystkie osoby, które spotykamy mają w niej określoną role. Dajmy na to Irene. Jej przeznaczenie, było zginąć, ale znalazła wisior i tym samym je zmieniła. Kompletnie bezwiednie. Księgi prawdopodobnie tworzą jej nowe przeznaczenie, które ona wypełni. Chyba.
 Wbiegłem po schodach do świątyni, otwarłem drzwi i pomyślałem moje pytanie.
,,Czy jestem zakochany w ziemiance Irenie?''
 Powtarzałem je jak mantrę. W końcu otwarły się przede mną drzwi. Otworzyłem je i stanąłem w niewielkiej sali kinowej. Usiadłem na fotelu w środkowym rzędzie i spojrzałem w ekran. Zaczęło się tam pojawiać całe życie Ireny. Chodź już je znam to oglądam uważnie. Od dnia narodzin do teraz. W końcu film się zatrzymał. Na ekranie widniało jej zdjęcie. Opierała się o drzwi z ogromnym uśmiechem i rumieńcami na twarzy. Pod spodem była dzisiejsza data. Aha! To pewnie było po tym, jak mi zamknęła drzwi przed nosem. Wyglądała tak uroczo. Potrząsnąłem głową. Nie mogę się w niej zakochać. To jest niewykonalne. Prawda?
***********************************************************************************
 Wychodzę z sali 24. Właśnie skończyłam biologie. Jest całkiem spoko. Zawsze lubiłam tą lekcje i panią, która mnie jej uczyła. Ta tutaj jest trochę dziwna, ale jakoś dam radę przez ten rok. Maciek cały czas się na mnie patrzy. Staram się go unikać i trzymać w niepewności. Dobrze mu to zrobi i może w końcu da mi numer An. Pokręciłam głową wyrzucając z niej nie potrzebne myśli. 
 Nagle ktoś postukał mnie po ramieniu. Odwróciłam się, a za mną stał uśmiechnięty Maciek.
- No to co mi odpowiesz? 
 Spojrzałam na niego spode łba. Prychnęłam i odpowiedziałam:
- Nie.



 Ciąg dalszy prawdopodobnie będzie za dwa tygodnie, ale by się pojawił chciałabym prosić was o pięć komentarzy. Jestem bardzo ciekawa, co o tym sądzicie. A tak w ogóle już wkrótce wakacje! Nareszcie! Wtedy zapewne rozdziały będą pojawiały się rzadziej. 
Pozdrawiam Gabika! 

poniedziałek, 1 czerwca 2015

W nowym życiu cz.4

Rzuciłem się w jej stronę i wpadłem na jakąś ścianę. Przecież nic tu nie ma!
-Mój głupiutki aniołek wpadł na barierę ? Ooooj... tak mi psyklo. - roześmiała się głośno.
Jaka znowu bariera? Czy diabły posuną się do wszystkiego? Vanessa zaczęła się zbliżać do ziemianki z nożem.
- Andra merixa, andra merixa... - powtarzała szeptem.
Co robić? CHWILA! Przecież uczyłem się jak rozbraja się bariery diabłów! Właśnie na takie okazje. Tylko jak to szło? Już wiem. Otwartą dłonią przesunąłem z prawej na lewą, a potem z dołu na górę. Zrobiłem jeden krok. Działa! Podbiegłem do ołtarza, pchnąłem krwistooką i szybko wziąłem Katie na ręce, a potem się przeniosłem.''
 Wtedy trafiliśmy do nieba, rada skasowała jej pamięć, a wisior schowano, ale niestety go skradziono (ironia prawda?) i podobno został wrzucony do teleportera. Działa to w ten sposób, że obiekt codziennie przenosi się w inne miejsce chyba, że dotknie go człowiek. Irena miała niesamowite szczęście. Nie tak samo jak Katie. Podobno Vanessa ją znalazła zaraz po wypuszczeniu z nieba. Katie miała dziewiętnaście lat gdy zginęła. Diablica się wkurzyła, że nie ma tego wisiora. Zapewne nową wybraną czeka to samo. Słyszałem pogłoski, że owa diablica ma lekkie problemy z nerwami (nie wiecie tego ode mnie).
 Wszedłem w ciemny zaułek i pstryknąłem palcami by znaleźć się w domu.
***********************************************************************************
 Otwarłam drzwi do sierocińca. Nagle wszystkie rozmowy ucichły. Uśmiechnęłam się słabo do nastolatków siedzących przed telewizorem. Z kanapy wstała blondwłosa dziewczyna z pomarańczowymi pasemkami. Była ubrana w zieloną tunikę i czarne spodnie. Podeszła do mnie Van, a blondyna spytała:
- To prawda, że przeżyłaś tą katastrofę?
- Na moje nieszczęście tak.
- Czemu nieszczęście?
- Bo moja rodzina zginęła. - mruknęłam i ruszyłam w stronę schodów.
 Czemu tych wszystkich ludzi interesuje jak ja przeżyłam? Nie powiem im. Przecież sama tego nie wiem. Ciągle sądzę, że głupia śmierć mnie pominęła. Może szykuje mi większe tortury? Albo ma co do mnie jakieś plany? Szczerze to nie wiem i nie chcę wiedzieć. Powinnam tam zginąć z całą moją rodziną. Poczułam łzę ściekającą po moim policzku. Szybko ją otarłam i weszłam do pokoju, a potem rzuciłam się na łóżko.
- Powinnaś się przebrać. - stwierdziła Vanessa podchodząc do szafy.
- Już idę.
 Wstałam z łóżka, zgarnęłam wcześniej przygotowane ubranie i poczłapałam do łazienki. Ubrałam jeansy, fioletowy podkoszulek i trampki. Poprawiłam włosy i wyszłam. Vanessa już się przebrała. Wyglądała trochę jak siostra An. Tylko, ze nie miała skórzanej kurtki.
- Przejdziemy się po mieście? - spytałam.
- Spoko. - wzruszyła ramionami. - Tak czy siak nie mam nic do roboty.
Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy do pierwszego obiektu. Bonarka. Podobno tu są ulubione sklepy Vanessy. Ciekawe czemu nie lubi imienia Wiktoria? Może się jej źle kojarzy? Dlaczego trafiła do sierocińca? Będę musiała się jej dopytać, ale dopiero wtedy, gdy mi zaufa. Spojrzałam na nią. Nie miała uśmiechu na twarzy. Tylko pogardę. Jakby pytała ,,Czemu tu jestem?''. Odwróciłam głowę i... ŁUP!
 Zderzyłam się z jakimś kolesiem. Zerknęłam na niego. Za jakie grzechy? Przede mną stał Maciek. Przebrał się w błękitną koszule i czarne spodnie. Uśmiechał się szeroko.
- Cześć. Cóż za miłe spotkanie. - powiedział.
- Dla kogo miłe, dlatego miłe. Inni nie mają ochoty na zadawanie się z kretyńskim ,,chłopczykiem''. - mruknęła Vanessa.
 Brązowooki chyba to usłyszał, bo uśmiechnął się łobuzersko i odpowiedział:
- Dla mnie to bardzo miłe spotkanie, bo właśnie chciałem porozmawiać z Ireną.
 Ze mną? Czego on chciał?
- Słuchamy! - warknęła Van.
- Jeśli można to na osobności.
 Czarnowłosa spiorunowała go wzrokiem, ale odeszła spokojnie prosto w stronę pierwszego sklepu. Spojrzałam na szyld C&A. Wróciłam spojrzeniem do chłopaka i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Słucham. - powiedziałam.
- Co byś powiedziała na to, żebyśmy się jutro spotkali?
- To nie jest najlepszy pomysł. Jakiś czas temu straciłam chłopaka przez podłą rzecz i... jeszcze nie jestem na to gotowa.
- Wiem, co ci zrobił.
 Spojrzałam na niego zdziwiona, ale skąd on to wie? Chyba wyczuł moje emocje. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zalśniły jego białe zęby i powiedział:
- Świat jest mały. Są ludzie, których ja znam oraz ci, których ty znasz, ale są również ludzie, których znamy oboje.
- Ktoś z moich znajomych ci o tym powiedział?
 To niemożliwe. Tylko An o tym wiedziała. Przecież ona by nie wygadała mojego sekretu. Znamy się od lat i bardzo jej ufam.
- Sebastian mi powiedział. Znamy się od drugiej klasy podstawówki z obozu.
- To skoro znasz moją sytuacje ,dlaczego chcesz się umówić?
- Nie chodzi mi o randkę. - uśmiechnął się. - Bardziej o spotkanie... uznajmy, że... towarzyskie. To co? Przyjść po ciebie o czwartej?
- Spoko, ale gdzie?
- Przyjdę tam gdzie mieszkasz. - powiedział i odszedł.
 Poszłam do C&A w poszukiwaniu Vanessy. Ten Maciek jest mega dziwny. Już drugi raz na niego wpadłam. Za co? Może on mnie śledzi? Byłam fanką seriali kryminalnych . Pamiętam, jak przez cały ostatni rok wstawałam o piątej rano tylko po to by na szóstą zdążyć na serial dokumentalny o psychopatach. Nie wiem czy mój nowo poznany znajomy jest uczciwy, ale ma w sobie coś, że chcę mu ufać.
 Rozejrzałam się po sklepie. Van stała przy ruchomych schodach. Podbiegłam do nich i zjechałam na dół. Stała już przy jednym z manekinów, który był ubrany w podziurawioną, czarną bluzkę. Podeszłam do niej i postukałam po ramieniu. Kompletnie niewzruszona patrzyła na manekin. Nie pytała się, o co chodzi. An od razu kazałaby mi zdradzić calutki przebieg rozmowy i moje emocje. Vanessa jest inna. Zamknięta w sobie, ale groźna. Wzięła bluzkę i ruszyła do przymierzalni. Skoro jutro mam iść gdzieś z tym Maćkiem to może powinnam kupić sobie coś nowego? Moje rzeczy spłonęły, ale w szpitalu kazali mi sobie wybrać, co chcę i teraz nowe ciuchy zasiedlają moją szafę w sierocińcu, ale i tak nic nie przebije radości z kupowania samemu. Na jednym z manekinów wisiała fioletowa sukienka przed kolano. Normalna letnia, lekko marszczona. Zwinęłam ją i poszłam przymierzyć.
***********************************************************************************
 Zdjęłam nową sukienkę z wieszaka i ruszyłam do toalety Nie kupiłam jednak fioletowej tylko białą z dłuższym tyłem niż przodem. Szkoła zleciała mi dziś w mgnieniu oka. Nie licząc co lekcyjnych kondolencji od nauczycieli było mega spokojnie. Gadałam głównie z Van. Trochę mnie zaczepiały inne dziewczyny, ale jakoś to przeżyłam.
 Spojrzałam na zegarek. 15:23. Mam jeszcze ponad półgodziny. Skoro Maciek znał Sebę to może znał też An, a jeśli znał An to może mieć jej numer, a wtedy mi go da i będę mogła do niej zadzwonić! Opowiem jej o wszystkim. Najgorszym w tym wszystkim jest brak dostępu do internetu. W całym budynku jest jeden komputer, który praktycznie cały czas jest okupowany przez innych. Poza tym lekarz dał mi dwutygodniowy zakaz korzystania z komputera. Telefonu kupić mi nie chcieli, ale nie wiedzieli, że mam dostęp do starego konta bankowego taty i kupię sobie telefon. Tata... ahhhh... Został jeszcze wiecznie okupowany telewizor w salonie, do którego się nie zbliżam.
 Wzięłam głęboki wdech i rozpuściłam włosy. Założyłam wisiorek i spojrzałam na niego. Ciągle ma czarne oczy. Ciekawe czemu? Wzruszyłam ramionami i puściłam go. Potem przeglądnęłam się w lustrze i wyszłam z łazienki. Pani Black pozwoliła mi urządzić sobie moją stronę pokoju. Mam teraz fioletową ścianę i pościel. Wszędzie jeszcze śmierdzi farbą.
 Vanessa słysząc otwieranie drzwi lekko uniosła wzrok. Od czasu, gdy powiedziałam jej o dzisiejszym spotkaniu porządnie się obraziła. Twierdzi, że Maciek nie jest godny zaufania. Zaczęła też marudzić, że powinnam z nią zostać. Ciekawie czemu jest taka nieufna? Już dwa razu się jej pytałam, dlaczego tu jest, ale nigdy nie odpowiedziała. Teraz się do mnie nie odzywa i czyta jakąś książkę oprawioną w czarną skórę. Ma ona chyba tysiąc stron, ale czarnowłosa ciągle ją wałkuje. Ja bym nawet dziesięciu z niej nie przeczytała. Wygląda na starą i jest pisana dziwnym językiem. Raz do niej zaglądnęłam i kompletnie nic nie rozumiałam. Swoją drogą to nic nowego, że mam dziwną współlokatorkę. Pamiętam jak na kolonii trafiłam do pokoju z dziewczyną, która rysowała dziwne symbole. Podobno trafiła do psychiatryka. Chyba nie mam szczęścia. Nawet ta katastrofa to mega pech. Wolałabym zginąć niż być tu bez rodziny i przyjaciół.
 Włożyłam stare ubranie do szafy, a potem spojrzałam na zegarek. 15:47. Za około trzynaście minut ma przyjść Maciek. Ciekawe, co będziemy robić. To ma nie być randka więc... Założyłam szybko białe balerinki i zeszłam na dół. Nikogo nie było. Oczywiście nie licząc siedzącego przy komputerze chłopaka z niebieskimi włosami. Znów spojrzałam na zegarek. 15:59. Kiedy ten czas tak szybko minął? Brązowooki powinien tu być za minutę. Pewnie się spóźni. Może wypytam go ile wie o moim dawnym życiu. Pewnie Seba mu dużo o mnie powiedział i to dlatego Maciek chciał się umówić. Czyli on musi wiedzieć, co to była za blondyna oraz to, dlaczego Seba mnie zdradził. Zapytam się go o to.
 Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Szesnasta. Cóż za punktualność! Otworzyłam drzwi i stanęłam dęba...






Z okazji Dnia Dziecka dodaje nowy rozdział! Liczę na szczere komentarze (oraz na dużą ilość od różnych osób). Bardzo przepraszam, że tyle go nie dodawałam. Wiem, że słaby, ale musicie mi wybaczyć. W połowie straciłam wenę i motywacje (ze strony pewnej osoby, ale mniejsza z tym). Ważne, że wracam do was pełną parą! W najbliższym tygodniu powinien pojawić się rozdział. Nie będę tu rzucać datami, bo wiem, że to nie wypali, ale prawdopodobnie będzie w poniedziałek (niczego nie obiecuje, ponieważ piszę jeszcze trzy inne historie z czego tylko jedną publikuje) Jeszcze raz bardzo przepraszam i WITAM PONOWNIE!
Gabika :*
PS. Luknijcie do mojej przyjaciółki - http://storygabi.blogspot.com/

niedziela, 26 kwietnia 2015

Przepraszam!

 Z powodu braku weny oraz braku czasu dnia 27 kwietnia nie dodam kolejnego rozdziału. Pod tym postem możecie mi napisać szczere opinie dotyczące dotychczasowych rozdziałów oraz uwagi, co mam poprawić. Staram się stosować do waszych wymagań. Liczę na min. 2 komentarze. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak to motywuje do działania. 
Pozdrawiam i Przepraszam!
Gabika 

sobota, 11 kwietnia 2015

W nowym życiu cz. 3

Hey! 
Wiem. Post spóźniony, ale była taka piękna pogoda, że żal było nie wyjść. Następny post 27 kwietnia. Będę je dodawała, co dwa tygodnie w poniedziałek. Chyba, że będę miała dobry humor to wrzucę wcześniej. Nie odpowiadam na pytania dotyczące końca rozdziału! Wątpię, że się takie pojawią, ale...
Pozdrawiam!


 Dziś wychodzę ze szpitala. Mają mnie chyba dość. Nie dziwi mnie to. Też mam ich dość. Od początku września mam pójść do szkoły. Czyli od jutra. Nie wiem jakiej, ale mnie to zwyczajnie nie obchodzi. Moja największe zmartwienie to sierociniec. Każdy wie jakie dzieci z takich domów wychodzą. Ja taka nie będę. 
 Otwieram drzwi, a na zewnątrz jest mnóstwo kamer. Każdy chcę bym mu udzieliła wywiadu, ale ja to ignoruje i wsiadam do samochodu mojej opiekunki. Pani Black. Znając mnie to pewnie miesiąc wcześniej z wielką chęcią bym takiego wywiadu udzieliła, ale teraz? Nie. Ciekawe czy ta Black jest wredna. Samochód ruszył. Rodziców i Sylwie pochowali wczoraj. Na szczęście pozwolili mi iść na pogrzeb, ale nie odważyłam się na nich spojrzeć. To dla mnie za dużo. Nim się obejrzałam samochód stanął i ktoś otworzył mi drzwi. Wyszłam z auta i rzuciłam okiem na opiekunkę. Miała rudo-siwe włosy spięte w kok. Ubrana byłą w czarną spódnicę po kolana, czarny żakiet oraz białą bluzkę. Weszłam do mojego nowego ,,domu''. 
 Ściany były pomalowane na zielono, a podłoga wyłożona drewnianymi płytkami. Na kremowych kanapach siedzieli nastolatkowie wpatrzeni w telewizor. 
- Moi drodzy to Irena Pakuła. Od dziś zamieszka z nami. Czy jest tu gdzieś Wiktoria? - dziewczyna z czarnymi włosami i krwistoczerwonymi oczami wstała z kanapy, a potem spojrzała na mnie. - Świetnie! Ireno zamieszkasz w pokoju z Wiktorią. Jest tu już bardzo długo. 
 Czarnowłosa ruszyła po schodach, a ja ruszyłam za nią. Otwarła trzecie drzwi po lewej stronie i gestem ręki zaprosiła mnie do środka. Jedna strona pokoju była pomalowana na czarno, a druga na zielono. Wiktoria położyła się na łóżko po ciemnej stronie i powiedziała.
- Nie mów mi Wiktoria. Wolę imię Vanessa. 
 Kiwnęłam głową i usiadłam na drugim łóżku. Teraz muszę przetrwać tutaj trzy lata i mogę wracać do Wawy. Wzięłam wisiorek w ręce. Dziwne... Czemu jego oczy są czarne? Może mam zwidy. Przetarłam oczy i znów spojrzałam na oczy aniołka. Nadal czarne. Wolałam go z białymi. Może zmieniły kolor podczas wypadku? 
- Na co tak patrzysz? - spytała Vanessa.
- Mój wisiorek zmienił kolor. - odpowiedziałam. 
 Kiwnęła głową i znów spojrzała w sufit. Mam dość wszystkiego. Spojrzałam na zegar. Siedemnasta. Trudno. Idę spać. 
******************************************************************************
 Usłyszałam cichy jęk i spojrzałam w stronę drugiego łóżka. Ziemianka już usnęła. Muszę ją jakoś przekonać by przystąpiła do rytuału. Z łatwością oszukałam pamięć ludzi z sierocińca, a z nią tak prosto nie będzie. Skoro ten kretyński wisiorek zmienił kolor to zapewne wyczuwa moją aurę. Zniszczę kiedyś tego radnego. Nie mogę na spokojnie jej zabić i mieć wszystko gdzieś? NO OCZYWIŚCIE, ŻE NIE! Bo rytuał to, rytuał tamto. Mam ich wszystkich szczerze dość! Chwileczkę... kim ja jestem? Jestem Vanessa! Córka najpotężniejszego demona na świecie! Obdarzona wyjątkowymi mocami nawet na Ziemi. Nie dla mnie zasady głupich radnych! Powinnam ją zabić we śnie. Podobno wtedy najłatwiej się pogodzić ze śmiercią. Tylko, co z rytuałem? Skazali by mnie na miesiąc kary lub co gorsza na pięć lat. W piekle czas płynie inaczej niż na ziemi, a piekielna kara to nic dobrego. Najlżejszą jest pilnowanie rozpowszechniania się chorób u tych nudnych ludzi. Pamiętam jak w 1918 dostałam taką karę! To była dobra zabawa. Mnóstwo osób umarło wtedy na Hiszpankę. Miałam przy tym kupę radości! Zaraz po chorobach jest gotowanie się w lawie. Najgorszą karą jest niebo. Musisz iść na ,,szkolenie'' do aniołów. Nigdy nie byłam i nigdy nie będę usługiwać głupim aniołkom.
- Mamo! 
 Spojrzałam na łóżko tej cholernej ziemianki. Miotała się po całym. Chyba ma koszmary. Tyle dobrego. Jeśli długo ją będą dręczyć, to nie będę miała dużo roboty. O ile mi się tylko ten kretyński aniołek nie wtrąci. 
********************************************************************************
 Puk, puk, puk! Otwarłam oczy. Vanessa stała już przy drzwiach i je otwierała. Stała za nimi pani Black. 
- Pora do szkoły dziewczynki. 
 Wstałam z łóżka i powlokłam się do łazienki. W błyskawicznym tempie założyłam rajtki, białą bluzkę i czarną spódnicę. Potem spięłam włosy w kucyka i zrobiłam lekki makijaż. Pierwszy dzień w nowej szkole. Gorzej być nie mogło. Wyszłam z łazienki i oniemiałam. Vanessa była już ubrana w czarną sukienkę po kolana z rozcięciem przy udzie. Włosy rozpuściła, a teraz kończyła zakładać szpilkę. 
- I jak? - spytała.
- Czy to odpowiedni strój na rozpoczęcie szkoły?
- Nikt z dorosłych nie zwróci na to uwagi. 
 Skinęłam głową i założyłam wisiorek na szyję. Moja współlokatorka wstała ze swojego łóżka i razem wyszłyśmy do szkoły. Nie szło się długo. Może dlatego, że cały czas myślałam o nowej klasie? Albo dlatego, że rodzicie i moja siostrzyczka calutki czas siedzą mi w głowie? Otwarłam drzwi do szkoły i stanęłyśmy przy mojej nowej klasie. Będę z Vanessą! Świetnie!

 Możemy już wracać do domu. Klasa mnie nie ignoruje, ale ciągle się pytają jak przeżyłam. Nagle ktoś złapał mnie za ramię. Odwróciłam się, a za mną stał chłopak z włosami koloru ciemnego blondu i brązowymi oczami. Uśmiechał się do mnie szeroko. Był ubrany w czarne spodnie oraz białą koszule.
- Cześć. - rozpoczął. Jestem.. Maciek. Też nowy. 
- Miło mi, Irena. - uścisnęłam mu dłoń. - Skąd wiesz, że jestem nowa? 
- To widać. - powiedział i odszedł.
 Spojrzałam na Vanesse, ale ona gniewnym wzrokiem wpatrywała się w chłopaka. Tylko dlaczego? Ruszyłyśmy w stronę sierocińca. To wszystko mnie dobija. Mam troszkę dziwną współlokatorkę, której ubioru nikt się nie czepiał. Straciłam całą rodzinę, a w nocy śnią mi się koszmary z nimi w roli głównej. Sylwia, mama i tata stoją w palącym się kręgu. Nagle wylatuje jedno okno i zaczyna się przez nie wlewać lawa. Ja cały czas stoję w kręgu białego światła. Nie mogę się ruszać. Jedyna rzecz, którą mogę robić to patrzeć. Patrzeć na to, jak moją jedyną rodzinę pochłania ogień, a lawa unosi się jak wodospad. Skąd się wzięła lawa? Zapewne stąd, że boję się wulkanów. Nie wiem czemu. Po prostu się boje. 
*******************************************************************************
- To widać. - powiedziałem. 
 Odwróciłem się na pięcie i odszedłem. Maciek? Czemu mi to szczeliło do mojej głupiej głowy? W sumie to jest teraz najmniej ważne. Ziemianka... poprawka Irena była z tą diablicą. Widziałem jej wisior. Jedno oko białe, a drugie czarne. Moja i jej aura. Jeśli Vanessa ma codzienny kontakt z Wybraną to jej aura zacznie dominować, a jeśli to nastąpi to może dojść do tragedii. Podobnej jak pięćset lat temu, ale wtedy siłą dobra udało się opanować sytuację. Teraz wisior znów się pojawił. Nie możemy pozwolić na powtórzenie tej sytuacji. Powinienem powtórzyć sobie, co się wtedy stało. To do dzieła:
,,- Katie nie idź z nią! - krzyknąłem.
 Dziewczyna z brązowymi włosami upiętymi do góry oraz w sukni balowej spojrzała na mnie pustym wzrokiem. Jej dawne zielone oczy były teraz czarne i puste. Diablica stojąca za nią uśmiechnęła się szeroko i obie zniknęły, ale ja wiem, gdzie. Przeniosłem się do Quatra. Miejsca rytualnego. Czarnowłosa już wyjmowała nóż, a Wybrana leżała spokojnie na ołtarzu. 
- Nie zrobisz tego Vanesso!
- A skąd wiesz? Powstrzyma mnie taki pupilek? Słodziutki aniołek? Ta wasza cała wybrana z własnej woli odda się rytuałowi! Jej krew spłynie na mroczne znaki I TYM SAMYM UWOLNIMY NAJPOTĘŻNIEJSZE DEMONY NA ŚWIECIE! A CAŁA LUDZKOŚĆ ZACZNIE WIECZNIE CIERPIEĆ! - wykrzyczała ze śmiechem.
 Rzuciłem się w jej stronę i...'' 

wtorek, 31 marca 2015

W nowym życiu cz. 2

Dziś dzień odlotu. Mam wielkiego doła. An przyszła do mnie o ósmej rano, jechała z nami samochodem, i czeka z nami na lotnisku. Szef taty wynajął prywatny samolot i teraz pakują do niego bagaże. Wylatujemy o trzynastej. Jak na razie jest dwunasta czterdzieści pięć. Zaraz wsiądę do samolotu i pożegnam swe życie w Warszawie. Nie chcę zostawiać tego wszystkiego. Tu jest wszystko, co mam. Chyba się załamie. Co chwilę patrze na zegarek. Wskazówki wyglądają jakby stanęły w miejscu. W końcu nadchodzi ten czas. Pilot krzyczy:
 - Wsiadajcie! Zaraz startujemy!
 Patrze na An i bez słów się do niej przytulam. Już ze łzami w oczach wsiadam na pokład samolotu. Jest to ładnie urządzone wnętrze w kolorze kremowym. Siadam przy oknie i wzrokiem szukam An. Niestety nigdzie jej nie widzę. Wzdycham ciężko i wyciągam książkę. Nie interesuje nie nic, co się dzieje wokół. Najważniejszy jest żal i smutek ściskające moje serce. Łzy leją się strumieniami. Nie widzę nawet liter książki, więc zamykam ją i idę spać. 
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
 Młody mężczyzna wbiega do sali radnych. Ma włosy koloru ciemnego blondu i głębokie brązowe oczy. Jest ubrany na biało, a z jego pleców wyrastają skrzydła. Jest bardzo zdenerwowany, więc mówi szybko swoim śpiewnym głosem:
- Przepraszam, że panów niepokoję, ale pewna ziemianka znalazła ,,Wisior Anioła''. Tym aniołem jestem ja. Sprawdziłem, więc jej przyszłość w Księdze. Okazało się, że jej samolot... no sami wiecie. Proszę was o przywilej uratowania jej życia.
- Ile lat ma dziewczyna?
- Piętnaście.
- Prześledziłeś cały jej życiorys? Od narodzin, aż do teraz?
- Oczywiście. Na okrągło go czytam.
- Czy ziemianka znalazła ,,Wisior Anioła'' czy ,,Wisior Aniołów''?
- Z tego, co wiem to znalazła Aniołów. Ten wyjątkowy, który pokazuje jaka postać teraz nad tobą czuwa.
- Niesamowite. - radny złapał się za głowę. - Przecież tego wisiora nie znalazł nikt od ponad pięciuset lat! Od pamiętnej Katie Hill. Ten wisior nie przynosi nic dobrego!
- Tak wiem. Lecz nie przyszedłem tu po to by dyskutować o wisiorze. Przyszedłem to w sprawie uratowania jej życia.
- Tylko ona ma ten wisior?
- Tak. - mężczyzna skinął głową.
- W takim razie udzielam zgody na uratowanie jednego, ludzkiego stworzenia.
 Mężczyzna w białym ubraniu uśmiechnął się szeroko, podziękował i wyleciał z sali.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
 W tym samym czasie głęboko pod powierzchnią ziemi pewną diablicę nawiedziła wizja. Stała ona w zabrudzonym i zakurzonym miejscu. Szukała czegoś. Obraz przeskoczył. Teraz stała w jakimś pokoju. Było tam bardzo jasne. Otwierała jakieś niebieskie pudełko. Na jego dnie znalazła miniaturowego aniołka. Zaraz potem wizja zniknęła. Usiadła ona na podłodze łapiąc się rękami za głowę. Nie rozumiała, o co tu chodzi. Wstała  i ruszyła w stronę ,,Czeluści''. Tak jest nazywany ratusz w piekle. Diablica ruszyła pewnym krokiem. Jej czarne włosy lekko powiewały, a czerwone oczy płonęły ze złości i bezradności. Otworzyła drzwi z impetem i krzyknęła:
- Od pięciuset lat nie miałam wizji o tym cholernym wisiorze! Dlaczego właśnie teraz się pojawiła!?
- Uspokój się Vanesso. - krzyknął piekielny radny. - Nie mamy pojęcia czemu tak się stało, ale mamy pewną teorię. Chciałabyś posłuchać?
 Vanessa spojrzała na nich wściekłym wzrokiem i skinęła głową.
- Zapewne ktoś znalazł ,,Wisior Aniołów''...
- Czemu aniołów!? Nie może być diabłów?!
- Już ci tłumaczyliśmy, że to było ustalanie bardzo dawno temu, ale wracając do naszych podejrzeń to jakiś ziemianin lub ziemianka musieli go znaleźć. Tak więc musisz teraz ustalić kto to jest i co robi.
 Obrażona diablica z hukiem wypadła z sali. Nie patrząc na nikogo udała się do ,,Wiecznej pamięci''. Jest to pomieszczenie, w którym diabły sprawdzają przyszłość ludzi. Vanessa otwarła odpowiednią księgę i zaczęła czytać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
 Dym, kurz, gorąc, krzyki. To ostatnie rzeczy, które pamiętam. Moje życie legło w gruzach. I to dosłownie. Ni stąd, ni zowąd samolot zaczął lecieć w dół. Bez żadnych wyjaśnień ze strony kapitana. Bez niczego. Było słychać tylko krzyki przerażonej Sylwii, która zaraz miała się spotkać z aniołami. Mama i tata wiedzieli, co nas czeka, więc przytuleni do siebie i mojej młodszej siostry milczeli, a ja? Co by wynikło z tego, że panikowałabym? I tak bym zginęła, więc nie widziałam sensu robienia tego. Tylko siedziałam i patrzyłam na zbliżającą się ziemię. Już gotowa na śmierć.
 Ale tam w górze chyba mieli inne plany, bo teraz leże w Krakowskim szpitalu na OIOM-ie. Nie mam złamań, skręceń, zwichnięć. Nawet nie mam zadrapania. Mimo wszystko mnie tu trzymają. Przeżyłam, ale nikt nie wie jak i dlaczego. Czy śmierć mnie pominęła? Nie zauważyła mnie, gdy zabierała moich bliskich? Zostawiła mnie w spokoju? To niemożliwe. Po co mieliby mnie oszczędzać? Nie lepiej ratować Sylwie? Małą, bezbronną istotkę, która teraz już się do mnie nie uśmiechnie. Nigdy nie zaśpiewa. Zawsze będzie mieć dziesięć lat. Łza spłynęła po moim policzku. Ostatnio dużo płaczę, ale nie ma się, co dziwić. Straciłam wszystko. Rodzinę, przyjaciół, chłopaka, domu. Teraz nie mam już nic. Podsłuchałam kiedyś rozmowę lekarza z jakąś kobietą, bo udawałam, że śpię. Mówili o sierocińcu. Wiem, że mnie tam wyślą, a potem pójdę do szkoły. Już nie mogę się doczekać dnia, aż wreszcie stąd wyjdę lub zginę. W sumie to nie mam po co żyć. Komórka rozwaliła się podczas katastrofy i nie mogę nawet zadzwonić do An. Moje powieki już opadają. Chyba pójdę spać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
 Drzwi do sali otwierają się i wchodzi przez nie ten sam anioł, co wcześniej. Jego czujne brązowe oczy z uwagą obserwują pomieszczenie. Podchodzi do stołu radnych i powiedział:
- Dziewczyna została ocalona, ale reszta jej rodziny zginęła.
- Spotkałeś tam jakiegoś diabła?
- Tak, dokładniej to diablice Vanesse. - uśmiechnął się krzywo.
- Va-va-vanesse? - wyjąkał radny. - To ona jest córką tego demona?
 Anioł pokiwał głową patrząc na radnego.
- Musisz przypilnować Wybranej. Wiesz, co się kiedyś stało. Nie możemy do tego dopuścić. Pojaw się na Ziemi, obserwuj ją i udawaj normalnego chłopaka. Jasne?
 Anioł skinął głową i wyszedł z sali udając się do swojej nowej pracy.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
 Drzwi otwarły się z hukiem i wpadła przez nie czarnowłosa diablica. Była obrażona. Nie, obrażona to złe określenie. Była wściekła. Podeszła do stołu i uderzyła w niego pięścią, a potem krzyknęła:
- Trafiła mi się jakaś rozpuszczona lala. Prawię zginęła, ale jakiś kretyński aniołek ją uratował. Cholerny gnojek!
- Vanesso... tyle razy ci mówiliśmy, że musisz się uspokoić. Dziewczyna nadal żyje, ale to dobrze. Pamiętasz o rytuale? Skoro pięćset lat temu nie został wypełniony, bo anioły nam przeszkodziły, to spróbujemy teraz. Wiesz, co należy zrobić? - diablica skinęła głową. - To świetnie, a teraz idź się przygotować.
 Z miną naburmuszonego dziecka Vanessa wyszła z sali.




Mam nadzieje, że się podoba. Liczę na szczere komentarze. To będzie przekupstwo, ale... jeśli będą 3 komentarze to następny rozdział za półtorej tygodnia. Jeśli tylne nie będzie to dopiero za dwa i pół tygodnia. Jeśli coś wam tu nie pasuje to piszcie. Postaram się poprawić
Pozdrawiam! 

poniedziałek, 23 marca 2015

W nowym życiu cz.1

 Hej! Nazywam się Irena i ostatnio przeprowadziłam się z Warszawy do Krakowa. Jestem nowa w klasie i nie wiem, czy się spodobam.
 Dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Chodzę do trzeciej gimnazjum. W Warszawie miałam wielu, no można powiedzieć, przyjaciół, którzy urządzili mi przyjęcie pożegnalne, ale ta historia zacznie się na tydzień przed przeprowadzką... w dzień gdy się o niej dowiedziałam.
*********************************************************************************
- Irena! - krzyknęła mama. - Muszę z tobą porozmawiać!
 Wybiegłam z pokoju i poszłam do salonu. Usiadłam na bordowej sofie i spojrzałam na mamę.
- O co chodzi?
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale... wyprowadzamy się.
- CO?! - krzyknęłam wstając z sofy. - NIE MOŻEMY TEGO ZROBIĆ!
- Ale musimy kochanie. Tata zostaje tam przeniesiony. Znalazłam świetne mieszkanie w Krakowie...
- W Krakowie! Nigdzie nie jadę!
 Wybiegłam z domu. Co ta kobieta sobie myśli?! Nigdzie się nie wyprowadzam! Tu jestem kimś ważnym, a kim będę w nowej szkole?
NIKIM
 Tu jestem znana, lubiana, popularna i mam wielkie grono przyjaciół i co najważniejsze mam świetnego chłopaka. Pobiegłam do domu mojej najlepszej przyjaciółki, Angeliki. Drzwi otwarła jej starsza siostra, Natalia. Jak zawsze jest ubrana  na czarno. Czasem się jej boję... Nosi podziurawione ciemne rajtki, miniówkę z pasem z kolców i bordowy podkoszulek ze skórzaną kurtką. Jeszcze do tego ciężkie buty. Jakiś czas temu przefarbowała włosy na czarno.
- Cześć Natalia... jest An?
- Nie ma jej. Wyszła z tym całym Karolem.
- Aha. Dzięki, cześć!
Zbiegłam z werandy jak najszybciej potrafiłam. Rozglądnęłam się i ruszyłam głową. "Gdzie mogę teraz iść?". Poszłam do Seby. Mojego chłopaka. Otwarła mi jego mama.
- Witaj kochana, co cię do nas sprowadza?
- Dzień dobry, mam sprawę do Seby. Jest w domu?
- Tak, u siebie w pokoju, ale nie może teraz rozmawiać.
- Proszę pani, nie mam ochoty na żarty. - przecisnęłam się w drzwiach. - Naprawdę muszę z nim porozmawiać.
Wpadłam do domu i ruszyłam do pokoju Seby, ale to była najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam. Seba całował się z blondwłosą dziewczyną. Była w samym staniku i majtkach, a Seba miał tylko spodnie.
- TY CHAMIE! JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ! DOBRZE, ŻE SIĘ WYPROWADZAM!
Wybiegłam z jego pokoju. Zatrzymała mnie jego mama.
- Wyprowadzasz się?
Pokiwałam głową, minęłam ją i wybiegłam. Jak ten prostak mógł mnie zdradzać za moimi plecami? Jeszcze go rodzice kryli! To wstrętne! Zadzwoniłam do An. Odebrała po piątym sygnale.
- Hallo? Iri? To ty? Zadzwoń później. Troszkę przeszkadzasz.
- Musze z tobą pogadać. Seba mnie zdradził.
- Co! Już się ubieram! Poczekaj na mnie w tej kawiarni na rogu.
- Dobra, idę tam powoli. Cześć.
- Cześć.
Rozłączyła się, a ja powoli ruszyłam do kawiarni "Ploteczki u Kareczki". Kareczka to Karolina. Znam ją od podstawówki. Jak ja byłam w drugiej klasie ona była w szóstej. Często tam bywamy z An. Siadam przy naszym ulubionym stoliku i czekam. Jak on mógł mi to zrobić? Czy jestem aż tak nudna? Po dziesięciu minutach przyszła An. 
- Hej, jak to się stało? - spytała siadając. 
- Poszłam do niego, żeby mu powiedzieć, że się wyprowadzam...
- WYPROWADZASZ SIĘ! - krzyknęła wstając błyskawicznie. Kilka osób spojrzało w naszą stronę. 
- Tak, ale o tym za chwilę. Poszłam do jego domu, a on całował się z prawie rozebraną, blondwłosą suką. 
- O masakra, co za prostak. Stara, co teraz zrobisz? 
- Nie wiem, ale przed końcem wakacji mamy się wyprowadzić, więc... - wzruszyłam ramionami. 
- A co ze mną? Zostawisz mnie tu? 
- Nie mam wyboru An. - powiedziałam smutno.
- Ale będziemy gadać przez telefon?
- Codziennie. 
- Trzeba rozładować emocje. Idziemy na zakupy.
**************************************************************************
 Z zakupów wróciłyśmy dwie godziny później. Jak tylko weszłam do domu od razu poszłam do salonu. Siatki zostawiłam w przedpokoju. Tata, mama i Sylwia grali w monopol. Sylwia to moja młodsza siostra. Ma dziesięć lat, brązowe włosy wiecznie spięte w warkocza i niebieskie oczy. Zawsze ubiera się na różowo. Różowe sukienki, spódnice, bluzki i spodnie. Jeszcze do tego wstążka na włosy. Podeszłam do nich z założonymi rękami i spytałam:
- To kiedy jedziemy?
- Nie jedziemy tylko lecimy. Dokładnie 20 sierpnia. 
 Pokiwałam głową i wyszłam. Zabrałam zakupy do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wylatujemy dwudziestego. Dziś trzynasty. Za równy tydzień. Pożegnam się tylko z An. Tamtego kretyna nie chcę znać, a na innych mi nie zależy. Wyjęłam telefon i napisałam sms-a do An.

,,Wyjeżdżam za tydzień. RATUJ!''

 Odpisała po chwili:

,,Nie martw się. Będziesz miała godne pożegnanie!''

 Godne pożegnanie? Czy ona znowu planuje urządzić imprezę, bo ktoś wyjeżdża? Tak samo było w szóstej klasie, gdy rozchodziliśmy się do innych szkół. Ta sytuacja powtórzyła się w połowie pierwszej klasy gimnazjum, kiedy nasza koleżanka z podstawówki wyprowadzała się do Niemiec. Zebrało się wtedy ponad sto osób. Balowaliśmy do pierwszej póki rodzice nie zaczęli wydzwaniać. Wszyscy miło wspominają tamto przyjęcie. Przygotował je nie kto inny jak Angelika. Już się boje jej pomysłów. 
 Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę strychu. Są tam moje wszystkie walizki. Może jeśli się teraz spakuje, to potem nie będę robić sentymentów? Tylko gdzie są moje walizki? Cały strych jest zagracony i zakurzony. Dużo tu pajęczyn. Tutaj śmierdzi. Jak to mama kiedyś mówiła?
    ,,Lewy kąt dla taty, prawy dla mamy, po drugiej stronie lewy kąt dla Sylwii, a prawy dla Ireny.'' 
Czyli moich walizek trzeba szukać przy lewej ścianie w prawym kącie. Poszłam w tę stronę. ,,Wierszyk'' mamy czasem się przydaje. Moje wszystkie walizki, kosmetyczki i pudła po butach piętrzyły się w kącie. Na początek wezmę trzy największe walizki na ubrania. Z trudem wygrzebałam czarną, fioletową i niebieską walizkę z tej sterty. Zaniosłam je na dół i zaciągnęłam do pokoju. Wzięłam czarną walizkę, zaczęłam ją czyścić, a potem pakować do niej ubrania na zimę. Kurtki, szaliki, czapki, rękawiczki. Następnie wyczyściłam fioletową i spakowałam tam wszystkie ubrania na wiosnę i jesień. Przyciągnęłam do siebie niebieską walizkę. Oczyściłam ją i otwarłam. Na jej dnie leżał srebrny wisiorek z małym aniołkiem. Wyjęłam go i obejrzałam dokładnie. ŚLICZNY! Założyłam go i zaczęłam pakować resztę ubrań. 
 Skończyłam koło dwudziestej. Zostawiłam tylko dwie pary butów i ubrania na cały tydzień. Leżę na łóżku i podziwiam mój wisiorek. Jest wielkości piłki do ping-ponga. Jak się mu lepiej przyjrzeć to jego oczka są z małych białych brylancików. Skrzydełka są ślicznie uformowane. Kto mi go dał? Kiedy? Dlaczego go zgubiłam? Przecież z takiej pięknej rzeczy nie warto spuszczać wzroku. Może Sylwia mi go schowała? Nie... Ma zakaz dotykania moich rzeczy, a jest posłusznym dzieckiem. No cóż... nie ważne, dlaczego go zgubiłam. Ważne, że się znalazł. Założyłam go z powrotem na szyję i przytuliłam do poduszki. Po tak ciężkim dniu mam prawo iść spać. 
**************************************************************************
 Po jutrze wylatujemy. Nie poruszaliśmy tematu lotu. Mama milczy, tata milczy, a Sylwia chodzi do koleżanek jak gdyby nigdy nic. Ja cały czas ignoruje telefony od Seby. Nie chcę słuchać jego wyjaśnień. Jakoś mnie to nie interesuje. Skoro i tak wyjeżdżam to po co mi to? Odbieram tylko połączenia od An i rodziców. Tak to przez cały dzień leże na łóżku i wzdycham w sufit. Myślę o wszystkim, co było i o wszystkim, co mnie czeka w Krakowie. To był najgłupszy pomysł jaki mógł powstać. Przenosić się do innego miasta, gdzie nikogo się nie zna i to jeszcze w trzeciej gimnazjum! Przecież tamci ludzie znają się od lat, a ja? Będę obca. Nie będą na mnie zwracać uwagi. Będę osobą, która naruszyła ich system. Będą mnie ignorować.
 Nagle zadzwonił telefon:
- Słucham? - spytałam do słuchawki. 
- Heeej Iri! Nie obchodzi mnie twoja żałoba! Masz pięć minut, aby przebrać się w strój dyskotekowy i przyjść do mnie! Czekam! 
 Rozłączyła się. Co An znowu wymyśliła? Przebrałam się w lśniące spodnie i bluzkę z cekinami. Założyłam wisiorek z aniołkiem i wyszłam z domu. Doszłam do niej po dwóch minutach. Światła w środku były pogaszone. Po co ona kazała mi tu przyjść? Zapukałam do drzwi. Zapaliło się światło w korytarzu i otwarły się drzwi. Angelika stała tam ubrana w fioletowo- różowy szlafrok. Swoje białe włosy spięła w koński ogon. Uśmiechała się do mnie. 
- Wchodź, wchodź! - poganiała. 
 Zaprowadziła mnie do salonu w którym było bardzo ciemno. Nie zaświeciła światła tylko kazała mi usiąść na kanapie. Zdziwiło mnie to, ale wykonałam ,,rozkaz''. Zaraz po tym poszła zapalić światło. Nagle zewsząd wyskoczyła chmara osób. Zza kanapy, zza foteli, zza zasłon, drzwi, a nawet zza telewizora. Nagle weszłam w burze uścisków i współczuć. Wyrwała mnie z niej An i kazała prawie wszystkim iść nad basen, który miała za domem. Tylko Arek i Szymon z trzeciej D mieli zostać. Ja też musiałam wyjść. Pierwszą osobą, którą zobaczyłam po wyjściu był Seba. Minęłam go bez słowa, ale złapał mnie za ramię. Spróbowałam się wyszarpać. Na szczęście pomogli mi Wiktor i Karol z mojej klasy. Wzięli go pod ramię i wywlekli z imprezy. Jak wrócili Karol spytał:
- Masz pod spodem strój kąpielowy? 
- Nie... a co? 
 Wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. Woda była w sam raz. Wypłynęłam na powierzchnie, otwarłam oczy i nagle zobaczyłam, że wiele innych osób wkroczyło do baseny w ubraniach. Podobnie jak ja. Z głośników cały czas płynęła muzyka. Przyszła An, szepnęła coś Kasi do ucha i wszyscy wyszli z wody. Żeby nie być inna ja też wyszłam. Tłum przepchał mnie do samego przodu. Były tam rozwieszone białe płachty. Arek siedział przy komputerze, a Szymon majstrował coś przy rzutniku. An pomachał ręką do Arka i krzyknęła:
- DAWAJ! 
 Na płachtach zaczął się pojawiać obraz, a z głośników poleciała piosenka Ellie Goulding ,,Love Me Like You Do''. Zaczęły się pojawiać zdjęcia. Pierwsze były z moich siódmych urodzin. Slajdy leciały dalej, a ja patrzyłam na nie ze łzami w oczach. Moi przyjaciele zebrali mnóstwo zdjęć, które pokazywały się przez całą piosenkę. Ostatnio było sprzed miesiąca, gdy poszłam na nocowanie do Julki. Leżałam tam z bitą śmietaną na ręce, a Julka z uśmiechem trzymała białe piórko. Pod tym zdjęciem widniał napis: 

,,Będziemy Tęsknić Iri!''

 Łzy ciekły strumieniami z moich oczy. Nie możliwe, że zrobili dla mnie coś takiego! An podbiegła i przytuliła mnie. Będę za nią tęsknić! Kiedy mnie puściła Karol znowu wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. Zaraz potem wskoczyli następni...





------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieje, że podoba wam się wstęp do mojej nowej ,,wypociny''. Może nie zaczyna się tak samo jak pozostałe, ale też coś się dzieje. Liczę na szczere komentarze 

PS. Mogę was prosić o odwiedzenie mojego drugiego bloga FF?  iinhogwart.blogspot.com
Pozdrawiam :* 

niedziela, 15 marca 2015

Na zemstę nadszedł czas cz.4

Obudziłam się w swoim pokoju. Wstałam rozkojarzona. Co się stało? Weszłam do domu i... tam ktoś zarzucił mi worek na głowę! Nie ktoś tylko John. Chciał zrobić to, co mu obiecałam, ale oparł się na mojej szyi i zemdlałam. Pamiętam, że wcześniej byłam u Dakoty i podsunęła mi pomysł na zemstę za zabicie mnie. Muszę go szybko zrealizować. Wstałam z łóżka. Ubrałam się w czarną, obcisłą sukienkę, spod której wystawały uda, a potem ruszyłam do salonu. John leżał na kanapie i oglądał telewizję. Przeskoczyłam przez oparcie i spadłam na niego.
- Przepraszam, ze cię tak potraktowałam. - szepnęłam. - Może spróbujemy jeszcze raz? - spytałam rozpinając mu koszule. - Masz kajdanki?
 Pokiwał głową i poszliśmy do jego pokoju. Dał mi kajdanki i się położył. Przypięłam jego ręce do zagłówka i wstałam z łóżka.
- Gdzie kluczyk?
- W szufladzie.
 Wyciągnęłam go i pod pretekstem wyjścia do toalety wybiegłam z jego pokoju. Szybko poszłam się przebrać w jeansy i sweter przygotowane wcześniej. Schowałam kluczyk do kieszeni i wyszłam z domu. Komisariat policji jest niedaleko stąd. Może jeśli się pośpieszę to John się nie skapnie, że go wykiwałam. W przeciągu pięciu minut dobiegłam na komisariat. Od razu dostałam się do policjanta. Miał krótkie blond włosy i zielone oczy.
- O co chodzi? - spytał.
- Dzień dobry, nazywam się Miranda Black. Mam ważną informację w sprawie Elizabeth Brin. - próbował coś powiedzieć, ale nie dałam mu dojść do słowa. - Wiem, gdzie ukrywa się jej morderca. O tej dziewczynie wiem dziesięć razy więcej niż wy wszyscy razem wzięci. Mogę bardzo pomóc w tej sprawie. Naprawdę!
- Co pani wie o mordercy?
- Nazywa się John Smith. Ma rude włosy i żyje z porywania innych. Niedawno porwał Richarda Long'a. Mogę zaprowadzić pana do jego domu. Nie ucieknie wam.
- Skąd ta pewność? - spytał podejrzliwie.
- Czy jeśli powiem prawdę to mnie nie ukażecie?
 ,,I tak nie będą mogli'' - pomyślałam.
- To zależy od rozmiarów przestępstwa.
- Dobrze. No to tak. - wzięłam głęboki wdech. - Półtora tygodnia temu dołączyłam do John'a pod przykrywką. Chciałam się więcej dowiedzieć na temat Elizabeth, ale nie mogłam tak od razu zapytać. Udawałam więc jego wspólniczkę i pomogłam mu uprowadzić Richarda. Następnego dnia John wyjechał. Nie było go kilka dni, więc skorzystałam z okazji na przeszukanie jego domu. Wiem, że w piwnicy ma zbudowaną cele, w której obecnie jest więziony Richard. John wrócił niedawno. Musicie się pośpieszyć, bo nie wiadomo, co planuje.
- Możesz nas tam zaprowadzić? - spytał.
 Pokiwałam głową i wstałam. Policjant poszedł za mną. Zawołał jeszcze jednego. Tamten miał czarne, rozczochrane włosy, brązowe oczy i poważny wyraz twarzy. Przyjrzałam się naszywce na jego piersi. ,,P. Evans''. Ładne nazwisko. Ciekawe od jakiego imienia to skrót. Spojrzałam na naszywkę drugiego. ,,O. Xant''. Dość nietypowe nazwisko. Xant streścił Evans'owi moje zeznanie. Ten pokiwał głową i ruszyliśmy do radiowozu.
 Wsiadłam na miejsce pasażera tuż obok kierowcy. Policjant Evans usiadł z tyłu. Instruowałam pana Xant'a. Dojechaliśmy po trzech minutach. Podbiegłam do drzwi i od razu wyciągnęłam kluczyk. Otwarłam drzwi i zaprowadziłam komisarzy do sypialni. John leżał przykuty tak, jak go zostawiłam. Policjant Xant podszedł do niego, a John zaczął klnąć. Postukałam Evans'a w ramię. Od razu ruszył za mną. Zaprowadziłam go do piwnicy. Richard leżał skulony w kącie.
- Masz klucz? - spytał Evans.
 Podbiegłam do haczyka, na którym wisiał klucz. Zdjęłam go i rzuciłam do policjanta. Otwarł cele i podszedł do Richarda. Zbadał mu puls i zadzwonił po karetkę. Zaraz potem Xant zbiegł po schodach i zawołał:
- Ma ktoś może klucz do tych kajdanek?
 Przeszukałam kieszenie spodni. Kluczyka tam nie było. Powiedziałam o tym Xant'owi. Pokręcił głową i wymamrotał coś pod nosem. Usłyszałam chyba ,,zadzwonić'' i ,,ślusarza''. Od razu wyszedł.
 Po pięciu minutach przyjechała karetka i zabrali Richarda do szpitala. John'a zabrała policja, a ja mam się udać jutro na komisariat. Zostawili mnie w domu John'a i odjechali.

PIERWSZA FAZA ZEMSTY ZROBIONA!

Zostały jeszcze dwie, ale jak mam to zrobić przez cztery dni? Muszę trochę zmienić plan Dakoty i wziąć się do roboty. Jutro dowiem się gdzie jest zamknięty John, a potem troszeczkę inaczej zrealizuje plan Dakoty. 
*********************************************************************************
 Następnego dnia, o godzinie dziesiątej rano, ubrałam czarne getry i czerwoną, obcisłą sukienkę, która odsłaniała dekolt. Wyszłam nawet nie zamykając za sobą  drzwi. Droga na komisariat nie zajęła mi wiele czasu. Kiedy już tam doszłam policjant Xant przyjął mnie z uśmiechem. Gestem ręki kazał mi usiąść. 
- Dzień dobry, cieszę się, że zgodziła się pani przyjść. Proszę mi powiedzieć, dlaczego pani podejrzewała pana Smith'a?
- Moimi przyjaciółkami były Dakota North i Elizabeth Brin. Nie chciałam od razu o tym mówić, bo uznalibyście, że kłamie. Elizabeth następnego dnia po ucieczce narysowała mi karykaturę porywaczy. Mój ojciec pracuje w policji i zgodził się sprawdzić te rysunki w kartotece. Powiedział mi kto to i gdzie mieszkają. Jakiś czas później Liza została zamordowana, więc... Sprawdziłam ich. Okazało się, że jeden nie żyje, a John na spokojnie sobie ,,żyje''.
- Dobrze, dlaczego postanowiła go pani sprawdzić? 
- Nie chcę by kogoś jeszcze spotkało to, co Dakotę i Lizę. Przepraszam, ale mogę zapytać, gdzie jest zamknięty John?
- Mamy go w tym budynku. 
- A mogę wiedzieć, który pokój? 
- Nie powinienem udzielać takich informacji. 
 Pochyliłam się nad biurkiem. 
- Nawet mi nie udzielisz? 
 Przełknął ślinę i powiedział:
- Pokój 10, a teraz do widzenia.
- Do widzenia. - powiedziałam i wyszłam.
 Czyli John'a tu trzymają. Świetnie. Połowa planu jest łatwiejsza. Z tego, co pamiętam pierwszego dnia po pojawieniu się w piekle powiedzieli mi, że jeśli będę chciała mogę przechodzić przez ściany. Muszę wykorzystać tę zdolność dziś wieczorem. 
 Wróciłam do domu, przebrałam się w czarne spodnie, czarną bluzkę i wzięłam pistolet. Gdy zapadł zmrok ruszyłam w stronę komisariatu. Przeszłam przez pierwszą ścianę. Nie ma go. W kolejnych pokojach też go nie było. Znalazłam go dopiero w piątym pokoju po prawej stronie korytarza. Przeszłam przez drzwi. 
 John patrzył przez okno. 
- John. - powiedziałam sucho. 
- Mirando jak się tu dostałaś? Nie ważne... Ty suko! Zdradziłaś mnie! Zapłacisz za to! 
 Próbował złapać mnie za szyję, ale wyciągnęłam pistolet. Od razu podniósł ręce do góry. 
- A pamiętasz Elizabeth Brin? Miała takie włosy - moje włosy się wydłużyły i zmieniły kolor. - Miała takie oczy. Miała taki głos. Zanim jej strzeliłeś prosto w brzuch i kopnąłeś w głowę powiedziała ,,Wrócę po ciebie''. Co ty do niej wcześniej mówiłeś? A tak już pamiętam... Może cię zacytować. Mówiłeś ,, Wiesz, co teraz zrobię? Sprawię, że życie ucieknie z ciebie i nie dostaniesz kolejnej szansy''. - patrzył na mnie przerażonym wzrokiem. - A wiesz, co John? Dostałam kolejną szansę, ale ty? Dopilnuję byś w piekle trafił tam, gdzie nikt nie chcę. Dopilnuję byś nie dostał kolejnej szansy. - przystawiłam mu pistolet do głowy. - Jakie jest twoje ostatnie słowo?
- Chcesz się stać potworem?
- Chcę by sprawiedliwości stało się za dość! - krzyknęłam. - Byś cierpiał tak jak ja!
 Strzeliłam mu w prawą stopę. Ryknął z bólu i upadł na ziemię. 
- Chcę by wszystkie osoby, które cierpiały przez ciebie już nie musiały się bać!
 Strzeliłam mu w lewą stopę. Ponownie ryknął z bólu.
- Chcę by już nikt nie musiał cierpieć tak, jak ja cierpiałam! 
 Strzeliłam mu w prawą, a potem w lewą dłoń. 
- I najważniejsze. Chcę by już nikt nie musiał ginąć przez takiego palanta jak ty. Chcę byś cierpiał przez WIEKI!
 Strzeliłam mu w brzuch, a potem go kopnęłam w to samo miejsce. 
- Zgiń szumowino tak samo jak zginęłam ja! 
 Zaryglowałam drzwi i opuściłam pokój, ale zanim wyszłam kopnęłam go w głowę. Wróciłam do domu. KONIEC Z TYM KRETYNEM I IDIOTĄ! 
********************************************************************************
 Jestem już w windzie. Ciało John'a znaleźli następnego dnia. Mówili o tym w wiadomościach. Pilnuję by dusza John'a była cały czas pod nadzorem kata. Raz na jakiś czas jeżdżę na Ziemię do Dakoty. John już nigdy nie będzie nikogo dręczył, ciął, porywał. Teraz pracuje jako zbieracz kup demonicznych koni. Przez weekend pracuje w oczyszczalni. Osobiście wybierałam mu pracę. Nie czuję się winna. Jakoś mi to nie ciąży na sumieniu. Może tak na mnie działa piekło? Nie wiem, ale dobrze mi z tym, że on już nie chodzi po powierzchni Ziemi. Zaprzyjaźniłam się z kilkoma duszami w piekle. Ciągle też zbieram się na odwagę by pójść do rodziców. Może w końcu mi się uda. 






-----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
To już koniec historii Elizabeth. Jak wam się podobało? Planuję już kolejną opowieść, ale zanim się pojawi to trochę czasu minie. Zadowoliło was takie zakończenie? Liczę na szczere komentarze 

niedziela, 1 marca 2015

Na zemstę nadszedł czas cz.3

 Przez kilka następnych dni mój dzień wyglądał identycznie. Leżałam, myślałam, schodziłam do piwnicy, oglądałam telewizję i czekałam na powrót John'a. Minął tydzień i dopiero po upływie tego czasu John wrócił do domu. Kiedy to się stało leżałam na kanapie i oglądałam telewizję. Wszedł do salonu z podbitym okiem. Wstałam z niej błyskawicznie.
- Co ci się stało?! - krzyknęłam udając przerażenie.
- Spotkałem starego znajomego, któremu wiszę pół miliona. Pobiliśmy się, a on, na moje szczęście, stracił życie.
 Pokiwałam głową i zaprowadziłam go do łazienki. Była w morskich kolorach. Wanna, zlew, prysznic, nawet toaleta były błękitne. Usiadł na toalecie, a ja wzięłam apteczkę. Spojrzałam na jego nos. Wyglądał jakby ktoś mu tam dał buraka. FUJJ... Dobrze mu tak, tylko szkoda, że to on nie stracił życia. Znajdę sposób by się jakoś zemścić.
- ...okup?
- Co proszę? - spytałam wytrącona z zamyśleń.
- Czy wysłałaś do jego rodziców żądanie o okup?
- Nie, kompletnie o tym zapomniałam. Mógłbyś ty go wysłać?
- Tak.
 Oczyściłam mu nos i odłożyłam apteczkę. Potem wyszłam z łazienki i znów położyłam się przed telewizorem. John jak tylko wyszedł z łazienki zamknął się w swoim ,,gabinecie''. A gdyby tak pójść na policję? Powiedzieć im, że wiem gdzie jest ten morderca i porywacz, i wszystko wyjaśnić? Wzięli by mnie chyba za wariatkę. A gdyby tak ich tu przyprowadzić? Łatwo bym załatwiła John'a i mogłabym spokojnie wrócić do piekła, ale nie spotkam się wtedy z Dakotą i rodzicami. Muszę się nad tym zastanowić. Chyba że...
- Wychodzę! - krzyknęłam i wyszłam z domu.
 Trochę kasy mam w torebce. Pobiegłam na przystanek. Stałam tam z pięć minut kiedy przyjechał odpowiedni autobus. Pojechałam do centrum i wysiadłam koło mojego ulubionego sklepu. Stąd znam drogę do domu Dakoty i do mojego. Tylko gdzie mam iść najpierw? Wyciągnęłam fira z kieszeni. Podrzuciłam. Diabeł Dakota, ogień rodzice. Zamknęłam oczy i złapałam monetę. Otwarłam je powoli i spojrzałam na dłoń. Diabeł. Czyli idę do Dakoty. Ruszyłam w stronę jej domu. Minęłam galerię handlową, park i długi sznur domów, aż w końcu doszłam do jej domu. Wielka willa z białego marmuru, kilka drzew przed nią rosło, otaczało ją wielkie metalowe ogrodzenie. Uśmiechnęłam się na ten widok i podeszłam do drzwi. Zadzwoniłam dzwonkiem i czekałam aż ktoś mi otworzy. Po chwili drzwi otwarła Dakota. Jej rude włosy były spięte w kucyka i była ubrana w podarte spodnie dresowe i poniszczony podkoszulek.
- Słucham? - spytała markotnym głosem. - O co chodzi?
- Cześć Dakota. To ja. Elizabeth. Poznajesz mnie?
 Popatrzyła na mnie od góry do dołu i z powrotem, a potem przytuliła się do mnie i znów zaczęła płakać. Poklepałam ją po plecach. Kiedy się uspokoiła zaprosiła mnie do środka. Poszłyśmy do jej pokoju. Cały różowy jak u lalki Barbie. Nic się nie zmienił. Usiadłam na fotelu, a Dakota na łóżku. Już wiem, co zaraz powie:
- Jak to możliwe?
- Wiedziałam, że spytasz. - uśmiechnęłam się. - Sama nie wiem jak to możliwe, ale po śmierci trafiłam do piekła. Nie mam pojęcia dlaczego, ale tak się stało. Byłam się pytać pewnej rady czy mogę powrócić na ziemię dla zemsty. Mam jeszcze tydzień. Potem wracam do piekła. Chciałam się z tobą spotkać.
- Pójdziesz do swoich rodziców?
- Chyba nie. Nie chcę im sprawiać większego bólu.
 Pokiwała głową. Przesiedziałam u niej gadając półtorej godziny. Jak wychodziłam podsunęła mi pomysł na zemstę. Był naprawdę dobry. Pożegnałam się z nią i wróciłam do domu. Otwarłam drzwi i ktoś rzucił mi worek na twarz. Krzyczałam. Ktoś mnie podniósł. Po chwili rzucił mnie na coś miękkiego. Chyba łóżko. Potem przypiął moje ręce do zagłówka i zdjął worek. Na moim brzuchu siedział John. Nie miał na sobie koszulki. Popatrzyłam na niego przerażonym wzrokiem.
- Co zamierzasz zrobić?
- Ty już dobrze wiesz. To co mieliśmy zrobić przed moim wyjazdem.
 Potem pochylił się i mnie pocałował. To było obrzydliwe! Oparł się ręką o moją szyję. Straciłam dopływ tlenu i zemdlałam.



-----------------------------------------------------------------------------------------------------------
Podoba się? Muszę się nauczyć pisać dłuższe rozdziały. Pisać to dalej?