To już jutro. Rytuał jest już jutro. To już jutro. Jej naszyjnik nawet gdy jest niedaleko mnie jest biały. Znowu mi się nie uda. Teraz to mnie chyba wyślą do roboty dla aniołków. Fuj! Nie ma mowy! Przeciągnę ją na swoją stronę i skończę tą misję. Tym razem musi mi się to udać. Wzięłam głęboki wdech. Ja jestem córką najpotężniejszego demona na świecie, a ona kim? Głupią ziemianką, która nie wie nic o życiu. Pokonać ją będzie łatwo. Jeden prosty czar kontroli, potem zaprowadzić ją do Quatra, wypełnić rytuał i wszystko będzie super. O ile ten kretyński aniołek nic mi nie popsuje tym razem wygra moja strona. Muszę tylko wziąć się w garść.
Teraz jest dwudziesta druga. Irena pięć minut temu poszła do łazienki. Już siedem razy przeczytałam książkę o rytuale. Wiem jak go dobrze odprawić, jak dobrze się zabezpieczyć przed aniołem. Tym razem wszystko pójdzie po mojej myśli. Rytuał się dopełni. Demony opuszczą swój wymiar i pojawią się na Ziemi siejąc zniszczenie. Zrobię sobie zdjęcia i przemienię to w pocztówkę albo w obraz i powieszę to na ścianie. Będzie pięknie wyglądało, ale najpierw konkrety. Drzwi do łazienki zaczęły się otwierać. Pstryknęłam palcami i przebrałam się błyskawicznie w piżamę. Czarną bluzeczkę i spodenki. Irena wyszła z toalety. Była już przebrana w tą swoją różową tuniczkę. Miała mokre włosy i zarumienione policzki. Uśmiechnęła się do mnie pod nosem. Muszę czegoś spróbować...
- Irena... - zaczęłam. - Pójdziesz jutro ze mną na zakupy? Dawno razem nie wychodziłyśmy...
Stanęła jak wryta i spojrzała na mnie z niedowierzaniem.
- Chcesz iść ze mną na zakupy? Dlaczego?
- No wiesz... dawno razem nie wychodziłyśmy. Proszę... zrób to dla mnie. - mój poziom mądrości spadł o pięć stopni.
- Jutro miałam się spotkać z Maćkiem, - powiedziała chowając ubrania. - ale... mogę to odwołać. Zawsze się możemy spotkać następnego dnia, prawda?
Nie powiedziałabym tego na twoim miejscu.
- Zrobisz to dla mnie? - spytałam głosem pełnym nadziei.
- Jasne. - uśmiechnęła się do mnie. - Czego się nie robi dla współlokatorki?
- Dziękuje.
Wpełzłam pod kołdrę i udawałam, że śpię. Czego się nie robi dla współlokatorki... Ble! Ludzie są beznadziejni. Ta ich troska o innych. Wolę gdy są wredni. Szkoda, że mi się nie trafiła taka co pije i ćpa. Chociaż... Wtedy jej krew byłaby kiepska do spełnienia rytuału. Rada ma co do tego surowe zasady. Ciekawe czy ucieszą się gdy powiem im, że ziemianka, która zginęła podczas rytuału była pod wpływem anioła. Będą ze mnie dumni! Będę diablicą, która pokonała anioły! Nieźle... Już się nie mogę doczekać tego szacunku od innych diabłów. Będzie cudownie!
***
Rano Irena wstała i się ubrała, a ja leniwie na nią patrzyłam. Gdy już była gotowa powoli wstałam z łóżka i podeszłam do niej. Później pstryknęłam palcami i mruknęłam ,,Jagaha'', a jej oczy stały się czarne. Uśmiechnęłam się pod nosem, wzięłam księgę z łóżka, a potem złapałam ziemiankę za rękę i przeniosłam nas do Quatry, ale tym razem jest ono w innym miejscu niż ostatnio. Aniołek nieźle się naszuka. Zostawiłam ziemiankę w kręgu ochronnym i poszłam przygotować ołtarz. Nóż gotowy. Demoniczny ogień się pali, a ta pacynka grzecznie sobie czeka. Rzuciłam w nią rytualną szatę. Jest czarna z szarymi znakami. Sięga do kostek i nie ma rękawów by łatwo było rozciąć jej rękę. W myślach kazałam jej się położyć na ołtarzu. Wzniosłam wokół niego bariery obronne. Mogę zaczynać.
- Demony wszystkich światów wzywam was do ciała wybranej! - wzięłam nóż do ręki. - Wzywam was do spełnienia! - przyłożyłam nóż. - Wzywam was byście wypełniły przeznaczenie i zniszczyły miejsce zwane Ziemią! By już nigdy nie zaznano tam szczęścia i miłości! By...
W tym samym czasie...
Irena odwołała nasze spotkanie. Tak czy siak kręcę się niedaleko sierocińca. Jest godzina szósta rano, a ja nadal nic nie słyszę. Zawsze Irena o szóstej trzydzieści do mnie dzwoniła i pytała czy już wstałem. Powinna już wstać, rozsunąć zasłony i pójść do łazienki. Wszystkiemu się przysłuchuje. Pilnuje jej przez cały czas choć ona o tym nie wie. Teraz powinna rozsunąć zasłony. Nic. Dziwne. Robiła tak dzień w dzień odkąd się tu pojawiła. Coś mi tu nie gra. CHWILĘ! Który dzisiaj jest? Przeliczyłem dni. Dziś dziesiąty... O nie! Dzisiaj słońce, księżyc ziemski i wszystkie planety staną w równej linii. Czyli to dzisiaj powinien się odbyć rytuał! Dlatego odwołała randkę! Vanessa musiała ją jakoś do tego przekonać. Co ja tu jeszcze robię!?
Natychmiast pstryknąłem palcami i przeniosłem się do Quatro. Dziwne. Na ołtarzu nikt nie leżał, ale wszystko było przygotowane. Musiałem tu przybyć przed nimi. Świetnie! Przynajmniej mam pewność, że Irenie nic się nie stanie. Chwilę... gdyby tu miałby się odbywać rytuał Demoniczny Ogień płonąłby na środku pomieszczenia tak samo jak ostatnio. To oznacza, że...
Pstryknąłem palcami. Muszę się znaleźć w odpowiednim miejscu. Udało się. Jestem tuż przed Salami Mądrości. Wbiegłem do nich i zacząłem powtarzać moje pytanie:
Pstryknąłem palcami. Muszę się znaleźć w odpowiednim miejscu. Udało się. Jestem tuż przed Salami Mądrości. Wbiegłem do nich i zacząłem powtarzać moje pytanie:
,,Gdzie teraz jest Irena i diablica Vanessa?''
Powtórzyłem je trzy razy i przede mną zmaterializowały się drzwi. Otworzyłem je od razu. W środku było ciemno. Nagle pojawiło się lustro ozdobione czerwonymi rubinami. Spojrzałem w nie. Nie było tam mojego odbicia tylko identyczna komnata jak ta, w której przed chwilą byłem. Tylko, że w tej palił się Demoniczny Ogień. To oznacza, że gdzieś musi istnieć drugie Quatro! Tylko gdzie? Jak ja je znajdę? Przecież ono może być wszędzie, a nie mam dużo czasu. Vanessa mogła już rozpocząć rytuał. To nie może się skończyć przegraną aniołów! Nie dam diabłom tej satysfakcji! Muszę zacząć ich szukać! Nim będzie za późno...
Witajcie w głowie Ireny
Jak tu pięknie! Stałam na końcu lasu i patrzyłam na słońce zachodzące za górami. Nagle ktoś mnie przytulił. Od razu wiedziałam, że to Maciek, więc oparłam się o niego. Razem podziwialiśmy nieziemski widok.
- I jak ci się podoba? - spytał.
- To jest piękne! - odwróciłam się w jego stronę. - Dziękuje.
Pocałował mnie delikatnie w usta, a potem spojrzał na mnie pustym wzrokiem.
- To nie jest prawdziwe.
- O czym ty mówisz? - spytałam skołowana.
- To nie jest prawdziwe.
- Co nie jest prawdziwe? Maciek! Natychmiast mi powiedz co nie jest prawdziwe!
- Pamiętaj te słowa. To nie jest prawdziwe.
- O co ci cho... - urwałam w połowie zdania, gdy Maćkowi wyrosły skrzydła. - Kim ty jesteś?
- Jestem aniołem. Powinnaś to wiedzieć. Ty jesteś wybrana. Pamiętaj, że to nie jest prawdziwe.
- Nie rozumiem! Mów prościej! O co tu chodzi?
- Twój wisior. - spojrzał na niego bez krzty zainteresowania. - On jest przyczyną tego wszystkiego. Ty jesteś Wybraną. Możesz sprawić, że na świat wyjdą najpotężniejsze demony, ale możesz też to powstrzymać. Pamiętaj jedno. To nie jest prawdziwe.
- Co nie jest prawdziwe? Kim ja niby jestem? Jakie znowu demony? - teraz mnie zdenerwował. O czym on mówi?
- To nie jest prawdziwe. - wskazał ręką na zachód słońca, góry, niebo i las.
- Przestań to powtarzać!
- To nie jest prawdziwe. - powtarzał to raz za razem i zaczął odlatywać, ale jego głos nie osłabł. Odbijał się w mojej głowie jak echo.
Rozejrzałam się wkoło. Czy to naprawdę nie jest prawdziwe? Wydaje się takie realne. Niemożliwe, żeby nie było prawdziwe, ale co jeśli Maciek mówił prawdę? Jeśli to naprawdę nie jest prawdziwe? Rozejrzałam się ponownie. Góry zaczęły się zmniejszać, aż w końcu zniknęły. Słońce zalśniło najmocniej jak potrafiło i zgasło. Drzewa wywróciły się i wsiąkły w podłoże. Wkoło zrobiło się ciemno. Wręcz czarno. To nie może być prawdziwe. To nie dzieje się naprawdę!
- To nie jest prawdziwe. - szepnęłam, a potem spadłam w otchłań.
- Twój wisior. - spojrzał na niego bez krzty zainteresowania. - On jest przyczyną tego wszystkiego. Ty jesteś Wybraną. Możesz sprawić, że na świat wyjdą najpotężniejsze demony, ale możesz też to powstrzymać. Pamiętaj jedno. To nie jest prawdziwe.
- Co nie jest prawdziwe? Kim ja niby jestem? Jakie znowu demony? - teraz mnie zdenerwował. O czym on mówi?
- To nie jest prawdziwe. - wskazał ręką na zachód słońca, góry, niebo i las.
- Przestań to powtarzać!
- To nie jest prawdziwe. - powtarzał to raz za razem i zaczął odlatywać, ale jego głos nie osłabł. Odbijał się w mojej głowie jak echo.
Rozejrzałam się wkoło. Czy to naprawdę nie jest prawdziwe? Wydaje się takie realne. Niemożliwe, żeby nie było prawdziwe, ale co jeśli Maciek mówił prawdę? Jeśli to naprawdę nie jest prawdziwe? Rozejrzałam się ponownie. Góry zaczęły się zmniejszać, aż w końcu zniknęły. Słońce zalśniło najmocniej jak potrafiło i zgasło. Drzewa wywróciły się i wsiąkły w podłoże. Wkoło zrobiło się ciemno. Wręcz czarno. To nie może być prawdziwe. To nie dzieje się naprawdę!
- To nie jest prawdziwe. - szepnęłam, a potem spadłam w otchłań.
Wracając do Vanessy...
- ...By już nigdy nie zaznano tam szczęścia i miłości! By wszyscy ludzie wiecznie cierpieli! Wzywam was krwią wybranej, która spalona w Demonicznym Ogniu uwolni was na wieki. - poczułam wiatr. - Demony! Przybądźcie i wypełnijcie przeznaczenie! - rozcięłam jej prawą rękę od zgięcia łokcia po nadgarstek i obeszłam ją. To samo zrobiłam z drugą ręką. Odłożyłam nóż i uniosłam dłonie. - Andra merixa, andra mrixa, andra merixa... - powtarzałam to w kółko, a krew wypływająca z ran zaczęła się powoli unosić. W końcu połączyła się w całość nad ciałem wybranej. Nareszcie rytuał dobiegnie końca! - Krew Wybranej czeka gotowa... - przesunęłam rękoma, a krew ruszyła za nimi. Ustawiłam ją nad Demonicznym Ogniem. - Krew Wybranej was wypuści! Krew Wybranej otworzy wam bramy do świata zwanego Ziemią, na której będziecie siać wieczne zniszczenie! Przybądźcie potężne demony całego świata! Oto ja was wypuszczam byście czyniły to co do was należy!
Choć Quatro jest pod powierzchnią Ziemi zawiał tu wiatr. To oznacza tylko jedno. Rytuał się dopełnia!
- To nie jest prawdziwe. - usłyszałam szept.
Co się dzieje? Spojrzałam w stronę ołtarza. Oczy ziemianki szybko poruszały się pod powiekami. Co się dzieje? Przecież tego głupiego aniołka nawet tu nie ma! Nie mógłby pokrzyżować mi planów! Nagle stało się coś dziwnego. Ciało Ireny ciągle leżało na ołtarzu, ale jej dusza się podniosła i usiadła.
- To nie jest prawdziwe. - szepnęła przesuwając ręką nad ranami, które od razu zniknęły.
- No nieźle. - mruknęłam.
Nagle powietrze po drugiej stronie pomieszczenia zamigotało i pojawił się aniołek. Jeszcze tego brakowało! Ziemianka chyba też go zauważyła, bo wstała od ołtarza i podbiegła do niego.
- Maciek! - krzyknęła, ale on ją zignorował.
Głupa nie wie, że aniołek jej nie widzi. Tyle dobrego, ale skup się Vanesso. Rytuał najpierw.
- To nie jest prawdziwe. - usłyszałam szept.
Co się dzieje? Spojrzałam w stronę ołtarza. Oczy ziemianki szybko poruszały się pod powiekami. Co się dzieje? Przecież tego głupiego aniołka nawet tu nie ma! Nie mógłby pokrzyżować mi planów! Nagle stało się coś dziwnego. Ciało Ireny ciągle leżało na ołtarzu, ale jej dusza się podniosła i usiadła.
- To nie jest prawdziwe. - szepnęła przesuwając ręką nad ranami, które od razu zniknęły.
- No nieźle. - mruknęłam.
Nagle powietrze po drugiej stronie pomieszczenia zamigotało i pojawił się aniołek. Jeszcze tego brakowało! Ziemianka chyba też go zauważyła, bo wstała od ołtarza i podbiegła do niego.
- Maciek! - krzyknęła, ale on ją zignorował.
Głupa nie wie, że aniołek jej nie widzi. Tyle dobrego, ale skup się Vanesso. Rytuał najpierw.
***
- To nie jest prawdziwe. - szepnęłam.
Otworzyłam oczy. Byłam w dziwnym pomieszczeniu. Powoli się podniosłam. Moje ręce były pocięte.
- To nie jest prawdziwe. - powtórzyłam i przesunęłam ręką nad nimi. Rany od razu się zagoiły. Usłyszałam jakiś głos. Rozglądnęłam się. Vanessa stała z uniesionymi rękami przy ogniu. Zaraz nad nim latała czerwona plama przypominająca... KREW. Nagle tuż za Van powietrze zamigotało i znikąd pojawił się Maciek. Od razu wstałam i podbiegłam do niego.
- Maciek! - krzyknęłam.
Nawet na mnie nie spojrzał. Podążyłam za jego wzrokiem. Nie patrzył na Vanessę tylko na dziewczynę leżącą na czym, co przypominało kamienne łóżko. Chwileczkę! Ja tam leżałam! Podeszłam powoli do łóżka nie zwracając uwagi na resztę. Znam tę twarz. Rozpuszczone brązowe włosy, pieprzyk pod lewym okiem, trzy kolczyki w lewym uchu. Dobrze mi znane kolczyki, ale przecież to niemożliwe! Skoro ja tu stoję to jak mogę też tu leżeć? Spojrzałam ponownie na Vanesse i Maćka. Usta Van poruszały się z niesamowitą prędkością, a Maciek uderzał rękami o powietrze. Co on robi? Nagle usłyszałam głos Maćka:
- Ty wredna diablico! Co tym razem wymyśliłaś? To nie jest ta sama bariera, co ostatnio.
Vanessa go zignorowała i ciągle szeptała te nieznane słowa.
- Irena! - spojrzałam na niego uważnie. - Jeśli mnie słyszysz pamiętaj jedno. To nie jest prawdziwe! Musisz się obudzić! Pozbądź się wisiora! Wtedy nie będzie mogła użyć twojej krwi do niczego!
Obyś się nie mylił. Usiadłam na kamiennym łóżku i dopasowałam się do mojego ciała, a potem się położyłam i zamknęłam oczy. Musi zadziałać. Nagle poczułam ból w obu rękach. Otworzyłam oczy. Powoli usiadłam i od razu się odwróciłam. Udało się! Jestem w swoim ciele! Maciek spojrzał na mnie zszokowany, a Vanessa przestała szeptać i spojrzała wściekła.
- Urwij medalion! - krzyknął Maciek.
Czarnowłosa warknęła i spojrzała na mnie uważnie. Przez tą latającą krew nie może się ruszyć.
- NIE RÓB TEGO! - krzyknęła. - JA CHCĘ NAPRAWIĆ ŚWIAT, A ON GO ZNISZCZYĆ!
Spojrzałam w jej czerwone oczy, a potem w brązowe oczy Maćka. Podniosłam dłoń do szyi. Ręka zapulsowała boleśnie. Złapałam małego aniołka w dłoń. Żegnaj! Zerwałam do z szyi i spojrzałam na niego uważnie. Zamigotał kilka razy i znikł.
- NIE! - usłyszałam krzyk Vanessy.
Ogień, przy którym stała zgasł, a krew chlapnęła na podłogę. Spojrzała na mnie zaszokowana. Gniew wyrósł na jej twarzy. Maciek skorzystał z tej okazji i podbiegł do mnie. Wziął moje ręce i pstryknięciem palca usunął rany.
- Jak to zrobiłeś? - spytałam.
- Później ci powiem. Teraz musimy znikać.
- Co?
Nie zdążył mi odpowiedzieć, bo Vanessa rzuciła się na nas z siłą wściekłego tygrysa. Maciek odepchnął ją i osłonił mnie swoim ciałem.
- Nawet nie wiesz co zrobiłaś idiotko! - krzyknęła. - Za pięć minut rytuał by się dopełnił! Gdyby nie ten cholernie debilny aniołek udało by mi się! To wszystko twoja wina! Byłaś w idealnym transie! Co się stało! Ja nigdy się nie pomyliłam! Co poszło źle! Jak się wybudziłaś!?
- No właśnie... - wtrącił Maciek. - Jak się wybudziłaś?
- Zobaczyłam ciebie - spojrzałam na niego. - Wyrosły ci skrzydła i na okrągło powtarzałeś ,,To nie jest prawdziwe''. Wtedy się obudziłam. - wzruszyłam ramionami.
- Zobaczyłaś jego! - krzyknęła jeszcze bardziej wściekła.
Rzuciła się na nas i nagle wszystko zamigotało. Rozglądnęłam się wkoło. Byłam w jakiejś okrągłej sali z drewnianą podłogą i ścianami z białego marmuru. Na środku pomieszczenia stał stół na osiem osób, przy którym siedziało trzech mężczyzn okrytych szarymi szatami. Gdzie ja jestem? Tuż obok mnie stał Maciek. Miał dumnie uniesioną głowę i patrzył na mężczyzn.
- Czy wypełniłeś swą misję? - spytał jeden z nich.
- Tak. Oto ziemianka, która wywołała to zamieszanie.
- Dzi- dzi- dzięń dobry. - wyjąkałam.
- Irena Pakuła. Urodzona czwartego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku w Warszawie. Matka Julia, ojciec Paweł i siostra Sylwia. Cała trójka zginęła w wypadku samolotowym, ale ty jedyna przeżyłaś. Trafiłaś do sierocińca w Krakowie.
- S-s-skąd pan to wie?
- Oni wiedzą wszystko. - odpowiedział mi Maciek.
- Czy ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje? - spytałam szeptem.
- Oczywiście. - powiedział jeden z mężczyzn. - Może usiądziecie.
Ale gdzie? Nagle przed stołem pojawiły się dwa białe fotele. Trochę przerażona podeszłam do jednego i usiadłam. Był bardzo wygodny.
- No to po kolei. - rozpoczął mężczyzna. - Pamiętasz dzień, gdy dowiedziałaś się o przeprowadzce? - skinęłam głową. - Tego samego dnia znalazłaś na strychu medalik z małym aniołkiem. Był to talizman, który przydzielił ci anioła - wskazał na Maćka. - oraz diabła. Niestety ty trafiłaś na jeden z potężniejszych dzięki czemu stałaś się wybraną. Dla diabłów to oznaczało tyle, że twoja krew będzie idealna do odprawienia rytuału, po którym na Ziemie wyszłyby najpotężniejsze demony. Medalion, gdy miał białe oczy oznaczał, że masz w sobie mnóstwo dobra, więc rytuał będzie trudny do wykonania, ale gdy jego oczy były czarne... Byłaś wtedy opanowana ciemnymi mocami i rytuał mógłby się świetnie zakończyć. Vanessa niestety nie zwracała uwagi jaki on ma kolor tylko zaczęła odprawiać ceremonie. Dzięki temu, że medalion był biały twoje wewnętrzne dobro pomogło ci się obudzić i zapobiec planom diablicy. Czy odpowiedziałem na twoje pytanie?
- Tak, ale kim pan jest?
- Jestem radnym niebios, a ty obecnie znajdujesz się w sali sądowej nieba.
Zatkało mnie. To w ogóle jest możliwe? Na pewno śpię i zaraz się obudzę. Uszczypałam się w ramię. Auu! Bolało. Czyli to nie jest sen? Nie rozumiem. Spojrzałam na Maćka, a on błagalnie patrzył na radnych. Ledwo dostrzegalnie skinęli głowami. Brązowooki wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie.
- Ireno. Mam do ciebie drobne pytanie. - zaczął.
- Słucham.
- Masz dwa wyjścia. Możemy ci wymazać pamięć i wrócisz na Ziemię lub... lub zgodzisz się zostać aniołem. Wtedy bym cię pewnie musiał pilnować. Chciałem się spytać... co wybierasz?
Co wybieram? Bycie na Ziemi całkiem samej czy bycie aniołem? Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na mnie uważnie. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam coś, co na zawsze zmieni moje życie.
- Chcę być aniołem.
- Jessie! - zawołała mama.
- Tak?
- Zbieraj się powoli! Wzięłaś wszystko?
- Wzięłam! Już idę!
Spojrzałam po raz ostatni raz na swój pokój. Przeżyłam tu całe szesnaście lat. Miało być od kołyski aż po grób, ale niestety zmieniamy mieszkanie. To jest nieuczciwe!
- Żegnaj skarbie. - szepnęłam i ruszyłam do drzwi pokoju.
Na klamce wisiał drobny wisiorek. Przyglądnęłam mu się. Był to mały, srebrny aniołek z białymi skrzydełkami. Założyłam go na szyję. Będzie mi przypominał o tym mieszkaniu. Wybiegłam z domu i wsiadłam do auta. Nie chcę patrzeć na to, jak go opuszczamy.
- Jess... co się dzieje? - spytała moja młodsza siostra Mia.
- Nic takiego. Po prostu będę tęsknić za tym domem.
- Ja też. - szepnęła.
Rodzice wsiedli do samochodu i ruszyliśmy. Wszystkie rzeczy już są w nowym mieszkaniu. Podniosłam głowę i wyjrzałam za okno. Jechaliśmy drogą tuż przy plaży. Nagle usłyszałam piski. Spojrzałam przez przednią szybę. Jakiś samochód jechał prosto na nas. Tata próbował skręcić. Nie zdążył. Usłyszałam tylko krzyk Mii i zemdlałam.
Oto koniec historii Ireny, Maćka i Vanessy. Jak widzicie wygrało dobro (kto by się spodziewał?). Już wkrótce pierwszy rozdział nowej historii. Piszcie w komentarzach jak wam się podobała ta opowieść. Nie wiecie nawet jak komentarze motywują mnie do roboty, a to nic nie kosztuję więc... proszę komentujcie. Polecajcie też bloga znajomym.
Pozdrawiam :*
- Ty wredna diablico! Co tym razem wymyśliłaś? To nie jest ta sama bariera, co ostatnio.
Vanessa go zignorowała i ciągle szeptała te nieznane słowa.
- Irena! - spojrzałam na niego uważnie. - Jeśli mnie słyszysz pamiętaj jedno. To nie jest prawdziwe! Musisz się obudzić! Pozbądź się wisiora! Wtedy nie będzie mogła użyć twojej krwi do niczego!
Obyś się nie mylił. Usiadłam na kamiennym łóżku i dopasowałam się do mojego ciała, a potem się położyłam i zamknęłam oczy. Musi zadziałać. Nagle poczułam ból w obu rękach. Otworzyłam oczy. Powoli usiadłam i od razu się odwróciłam. Udało się! Jestem w swoim ciele! Maciek spojrzał na mnie zszokowany, a Vanessa przestała szeptać i spojrzała wściekła.
- Urwij medalion! - krzyknął Maciek.
Czarnowłosa warknęła i spojrzała na mnie uważnie. Przez tą latającą krew nie może się ruszyć.
- NIE RÓB TEGO! - krzyknęła. - JA CHCĘ NAPRAWIĆ ŚWIAT, A ON GO ZNISZCZYĆ!
Spojrzałam w jej czerwone oczy, a potem w brązowe oczy Maćka. Podniosłam dłoń do szyi. Ręka zapulsowała boleśnie. Złapałam małego aniołka w dłoń. Żegnaj! Zerwałam do z szyi i spojrzałam na niego uważnie. Zamigotał kilka razy i znikł.
- NIE! - usłyszałam krzyk Vanessy.
Ogień, przy którym stała zgasł, a krew chlapnęła na podłogę. Spojrzała na mnie zaszokowana. Gniew wyrósł na jej twarzy. Maciek skorzystał z tej okazji i podbiegł do mnie. Wziął moje ręce i pstryknięciem palca usunął rany.
- Jak to zrobiłeś? - spytałam.
- Później ci powiem. Teraz musimy znikać.
- Co?
Nie zdążył mi odpowiedzieć, bo Vanessa rzuciła się na nas z siłą wściekłego tygrysa. Maciek odepchnął ją i osłonił mnie swoim ciałem.
- Nawet nie wiesz co zrobiłaś idiotko! - krzyknęła. - Za pięć minut rytuał by się dopełnił! Gdyby nie ten cholernie debilny aniołek udało by mi się! To wszystko twoja wina! Byłaś w idealnym transie! Co się stało! Ja nigdy się nie pomyliłam! Co poszło źle! Jak się wybudziłaś!?
- No właśnie... - wtrącił Maciek. - Jak się wybudziłaś?
- Zobaczyłam ciebie - spojrzałam na niego. - Wyrosły ci skrzydła i na okrągło powtarzałeś ,,To nie jest prawdziwe''. Wtedy się obudziłam. - wzruszyłam ramionami.
- Zobaczyłaś jego! - krzyknęła jeszcze bardziej wściekła.
Rzuciła się na nas i nagle wszystko zamigotało. Rozglądnęłam się wkoło. Byłam w jakiejś okrągłej sali z drewnianą podłogą i ścianami z białego marmuru. Na środku pomieszczenia stał stół na osiem osób, przy którym siedziało trzech mężczyzn okrytych szarymi szatami. Gdzie ja jestem? Tuż obok mnie stał Maciek. Miał dumnie uniesioną głowę i patrzył na mężczyzn.
- Czy wypełniłeś swą misję? - spytał jeden z nich.
- Tak. Oto ziemianka, która wywołała to zamieszanie.
- Dzi- dzi- dzięń dobry. - wyjąkałam.
- Irena Pakuła. Urodzona czwartego sierpnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego dziewiątego roku w Warszawie. Matka Julia, ojciec Paweł i siostra Sylwia. Cała trójka zginęła w wypadku samolotowym, ale ty jedyna przeżyłaś. Trafiłaś do sierocińca w Krakowie.
- S-s-skąd pan to wie?
- Oni wiedzą wszystko. - odpowiedział mi Maciek.
- Czy ktoś mi wytłumaczy co tu się dzieje? - spytałam szeptem.
- Oczywiście. - powiedział jeden z mężczyzn. - Może usiądziecie.
Ale gdzie? Nagle przed stołem pojawiły się dwa białe fotele. Trochę przerażona podeszłam do jednego i usiadłam. Był bardzo wygodny.
- No to po kolei. - rozpoczął mężczyzna. - Pamiętasz dzień, gdy dowiedziałaś się o przeprowadzce? - skinęłam głową. - Tego samego dnia znalazłaś na strychu medalik z małym aniołkiem. Był to talizman, który przydzielił ci anioła - wskazał na Maćka. - oraz diabła. Niestety ty trafiłaś na jeden z potężniejszych dzięki czemu stałaś się wybraną. Dla diabłów to oznaczało tyle, że twoja krew będzie idealna do odprawienia rytuału, po którym na Ziemie wyszłyby najpotężniejsze demony. Medalion, gdy miał białe oczy oznaczał, że masz w sobie mnóstwo dobra, więc rytuał będzie trudny do wykonania, ale gdy jego oczy były czarne... Byłaś wtedy opanowana ciemnymi mocami i rytuał mógłby się świetnie zakończyć. Vanessa niestety nie zwracała uwagi jaki on ma kolor tylko zaczęła odprawiać ceremonie. Dzięki temu, że medalion był biały twoje wewnętrzne dobro pomogło ci się obudzić i zapobiec planom diablicy. Czy odpowiedziałem na twoje pytanie?
- Tak, ale kim pan jest?
- Jestem radnym niebios, a ty obecnie znajdujesz się w sali sądowej nieba.
Zatkało mnie. To w ogóle jest możliwe? Na pewno śpię i zaraz się obudzę. Uszczypałam się w ramię. Auu! Bolało. Czyli to nie jest sen? Nie rozumiem. Spojrzałam na Maćka, a on błagalnie patrzył na radnych. Ledwo dostrzegalnie skinęli głowami. Brązowooki wziął głęboki wdech i spojrzał na mnie.
- Ireno. Mam do ciebie drobne pytanie. - zaczął.
- Słucham.
- Masz dwa wyjścia. Możemy ci wymazać pamięć i wrócisz na Ziemię lub... lub zgodzisz się zostać aniołem. Wtedy bym cię pewnie musiał pilnować. Chciałem się spytać... co wybierasz?
Co wybieram? Bycie na Ziemi całkiem samej czy bycie aniołem? Zapadła cisza. Wszyscy patrzyli na mnie uważnie. Wzięłam głęboki wdech i powiedziałam coś, co na zawsze zmieni moje życie.
- Chcę być aniołem.
3 Lata później. Miami.
- Jessie! - zawołała mama.
- Tak?
- Zbieraj się powoli! Wzięłaś wszystko?
- Wzięłam! Już idę!
Spojrzałam po raz ostatni raz na swój pokój. Przeżyłam tu całe szesnaście lat. Miało być od kołyski aż po grób, ale niestety zmieniamy mieszkanie. To jest nieuczciwe!
- Żegnaj skarbie. - szepnęłam i ruszyłam do drzwi pokoju.
Na klamce wisiał drobny wisiorek. Przyglądnęłam mu się. Był to mały, srebrny aniołek z białymi skrzydełkami. Założyłam go na szyję. Będzie mi przypominał o tym mieszkaniu. Wybiegłam z domu i wsiadłam do auta. Nie chcę patrzeć na to, jak go opuszczamy.
- Jess... co się dzieje? - spytała moja młodsza siostra Mia.
- Nic takiego. Po prostu będę tęsknić za tym domem.
- Ja też. - szepnęła.
Rodzice wsiedli do samochodu i ruszyliśmy. Wszystkie rzeczy już są w nowym mieszkaniu. Podniosłam głowę i wyjrzałam za okno. Jechaliśmy drogą tuż przy plaży. Nagle usłyszałam piski. Spojrzałam przez przednią szybę. Jakiś samochód jechał prosto na nas. Tata próbował skręcić. Nie zdążył. Usłyszałam tylko krzyk Mii i zemdlałam.
Oto koniec historii Ireny, Maćka i Vanessy. Jak widzicie wygrało dobro (kto by się spodziewał?). Już wkrótce pierwszy rozdział nowej historii. Piszcie w komentarzach jak wam się podobała ta opowieść. Nie wiecie nawet jak komentarze motywują mnie do roboty, a to nic nie kosztuję więc... proszę komentujcie. Polecajcie też bloga znajomym.
Pozdrawiam :*
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz