Dziś dzień odlotu. Mam wielkiego doła. An przyszła do mnie o ósmej rano, jechała z nami samochodem, i czeka z nami na lotnisku. Szef taty wynajął prywatny samolot i teraz pakują do niego bagaże. Wylatujemy o trzynastej. Jak na razie jest dwunasta czterdzieści pięć. Zaraz wsiądę do samolotu i pożegnam swe życie w Warszawie. Nie chcę zostawiać tego wszystkiego. Tu jest wszystko, co mam. Chyba się załamie. Co chwilę patrze na zegarek. Wskazówki wyglądają jakby stanęły w miejscu. W końcu nadchodzi ten czas. Pilot krzyczy:
- Wsiadajcie! Zaraz startujemy!
Patrze na An i bez słów się do niej przytulam. Już ze łzami w oczach wsiadam na pokład samolotu. Jest to ładnie urządzone wnętrze w kolorze kremowym. Siadam przy oknie i wzrokiem szukam An. Niestety nigdzie jej nie widzę. Wzdycham ciężko i wyciągam książkę. Nie interesuje nie nic, co się dzieje wokół. Najważniejszy jest żal i smutek ściskające moje serce. Łzy leją się strumieniami. Nie widzę nawet liter książki, więc zamykam ją i idę spać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Młody mężczyzna wbiega do sali radnych. Ma włosy koloru ciemnego blondu i głębokie brązowe oczy. Jest ubrany na biało, a z jego pleców wyrastają skrzydła. Jest bardzo zdenerwowany, więc mówi szybko swoim śpiewnym głosem:
- Przepraszam, że panów niepokoję, ale pewna ziemianka znalazła ,,Wisior Anioła''. Tym aniołem jestem ja. Sprawdziłem, więc jej przyszłość w Księdze. Okazało się, że jej samolot... no sami wiecie. Proszę was o przywilej uratowania jej życia.
- Ile lat ma dziewczyna?
- Piętnaście.
- Prześledziłeś cały jej życiorys? Od narodzin, aż do teraz?
- Oczywiście. Na okrągło go czytam.
- Czy ziemianka znalazła ,,Wisior Anioła'' czy ,,Wisior Aniołów''?
- Z tego, co wiem to znalazła Aniołów. Ten wyjątkowy, który pokazuje jaka postać teraz nad tobą czuwa.
- Niesamowite. - radny złapał się za głowę. - Przecież tego wisiora nie znalazł nikt od ponad pięciuset lat! Od pamiętnej Katie Hill. Ten wisior nie przynosi nic dobrego!
- Tak wiem. Lecz nie przyszedłem tu po to by dyskutować o wisiorze. Przyszedłem to w sprawie uratowania jej życia.
- Tylko ona ma ten wisior?
- Tak. - mężczyzna skinął głową.
- W takim razie udzielam zgody na uratowanie jednego, ludzkiego stworzenia.
Mężczyzna w białym ubraniu uśmiechnął się szeroko, podziękował i wyleciał z sali.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
W tym samym czasie głęboko pod powierzchnią ziemi pewną diablicę nawiedziła wizja. Stała ona w zabrudzonym i zakurzonym miejscu. Szukała czegoś. Obraz przeskoczył. Teraz stała w jakimś pokoju. Było tam bardzo jasne. Otwierała jakieś niebieskie pudełko. Na jego dnie znalazła miniaturowego aniołka. Zaraz potem wizja zniknęła. Usiadła ona na podłodze łapiąc się rękami za głowę. Nie rozumiała, o co tu chodzi. Wstała i ruszyła w stronę ,,Czeluści''. Tak jest nazywany ratusz w piekle. Diablica ruszyła pewnym krokiem. Jej czarne włosy lekko powiewały, a czerwone oczy płonęły ze złości i bezradności. Otworzyła drzwi z impetem i krzyknęła:
- Od pięciuset lat nie miałam wizji o tym cholernym wisiorze! Dlaczego właśnie teraz się pojawiła!?
- Uspokój się Vanesso. - krzyknął piekielny radny. - Nie mamy pojęcia czemu tak się stało, ale mamy pewną teorię. Chciałabyś posłuchać?
Vanessa spojrzała na nich wściekłym wzrokiem i skinęła głową.
- Zapewne ktoś znalazł ,,Wisior Aniołów''...
- Czemu aniołów!? Nie może być diabłów?!
- Już ci tłumaczyliśmy, że to było ustalanie bardzo dawno temu, ale wracając do naszych podejrzeń to jakiś ziemianin lub ziemianka musieli go znaleźć. Tak więc musisz teraz ustalić kto to jest i co robi.
Obrażona diablica z hukiem wypadła z sali. Nie patrząc na nikogo udała się do ,,Wiecznej pamięci''. Jest to pomieszczenie, w którym diabły sprawdzają przyszłość ludzi. Vanessa otwarła odpowiednią księgę i zaczęła czytać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dym, kurz, gorąc, krzyki. To ostatnie rzeczy, które pamiętam. Moje życie legło w gruzach. I to dosłownie. Ni stąd, ni zowąd samolot zaczął lecieć w dół. Bez żadnych wyjaśnień ze strony kapitana. Bez niczego. Było słychać tylko krzyki przerażonej Sylwii, która zaraz miała się spotkać z aniołami. Mama i tata wiedzieli, co nas czeka, więc przytuleni do siebie i mojej młodszej siostry milczeli, a ja? Co by wynikło z tego, że panikowałabym? I tak bym zginęła, więc nie widziałam sensu robienia tego. Tylko siedziałam i patrzyłam na zbliżającą się ziemię. Już gotowa na śmierć.
Ale tam w górze chyba mieli inne plany, bo teraz leże w Krakowskim szpitalu na OIOM-ie. Nie mam złamań, skręceń, zwichnięć. Nawet nie mam zadrapania. Mimo wszystko mnie tu trzymają. Przeżyłam, ale nikt nie wie jak i dlaczego. Czy śmierć mnie pominęła? Nie zauważyła mnie, gdy zabierała moich bliskich? Zostawiła mnie w spokoju? To niemożliwe. Po co mieliby mnie oszczędzać? Nie lepiej ratować Sylwie? Małą, bezbronną istotkę, która teraz już się do mnie nie uśmiechnie. Nigdy nie zaśpiewa. Zawsze będzie mieć dziesięć lat. Łza spłynęła po moim policzku. Ostatnio dużo płaczę, ale nie ma się, co dziwić. Straciłam wszystko. Rodzinę, przyjaciół, chłopaka, domu. Teraz nie mam już nic. Podsłuchałam kiedyś rozmowę lekarza z jakąś kobietą, bo udawałam, że śpię. Mówili o sierocińcu. Wiem, że mnie tam wyślą, a potem pójdę do szkoły. Już nie mogę się doczekać dnia, aż wreszcie stąd wyjdę lub zginę. W sumie to nie mam po co żyć. Komórka rozwaliła się podczas katastrofy i nie mogę nawet zadzwonić do An. Moje powieki już opadają. Chyba pójdę spać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Drzwi do sali otwierają się i wchodzi przez nie ten sam anioł, co wcześniej. Jego czujne brązowe oczy z uwagą obserwują pomieszczenie. Podchodzi do stołu radnych i powiedział:
- Dziewczyna została ocalona, ale reszta jej rodziny zginęła.
- Spotkałeś tam jakiegoś diabła?
- Tak, dokładniej to diablice Vanesse. - uśmiechnął się krzywo.
- Va-va-vanesse? - wyjąkał radny. - To ona jest córką tego demona?
Anioł pokiwał głową patrząc na radnego.
- Musisz przypilnować Wybranej. Wiesz, co się kiedyś stało. Nie możemy do tego dopuścić. Pojaw się na Ziemi, obserwuj ją i udawaj normalnego chłopaka. Jasne?
Anioł skinął głową i wyszedł z sali udając się do swojej nowej pracy.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Drzwi otwarły się z hukiem i wpadła przez nie czarnowłosa diablica. Była obrażona. Nie, obrażona to złe określenie. Była wściekła. Podeszła do stołu i uderzyła w niego pięścią, a potem krzyknęła:
- Trafiła mi się jakaś rozpuszczona lala. Prawię zginęła, ale jakiś kretyński aniołek ją uratował. Cholerny gnojek!
- Vanesso... tyle razy ci mówiliśmy, że musisz się uspokoić. Dziewczyna nadal żyje, ale to dobrze. Pamiętasz o rytuale? Skoro pięćset lat temu nie został wypełniony, bo anioły nam przeszkodziły, to spróbujemy teraz. Wiesz, co należy zrobić? - diablica skinęła głową. - To świetnie, a teraz idź się przygotować.
Z miną naburmuszonego dziecka Vanessa wyszła z sali.
Mam nadzieje, że się podoba. Liczę na szczere komentarze. To będzie przekupstwo, ale... jeśli będą 3 komentarze to następny rozdział za półtorej tygodnia. Jeśli tylne nie będzie to dopiero za dwa i pół tygodnia. Jeśli coś wam tu nie pasuje to piszcie. Postaram się poprawić
Pozdrawiam!
Młody mężczyzna wbiega do sali radnych. Ma włosy koloru ciemnego blondu i głębokie brązowe oczy. Jest ubrany na biało, a z jego pleców wyrastają skrzydła. Jest bardzo zdenerwowany, więc mówi szybko swoim śpiewnym głosem:
- Przepraszam, że panów niepokoję, ale pewna ziemianka znalazła ,,Wisior Anioła''. Tym aniołem jestem ja. Sprawdziłem, więc jej przyszłość w Księdze. Okazało się, że jej samolot... no sami wiecie. Proszę was o przywilej uratowania jej życia.
- Ile lat ma dziewczyna?
- Piętnaście.
- Prześledziłeś cały jej życiorys? Od narodzin, aż do teraz?
- Oczywiście. Na okrągło go czytam.
- Czy ziemianka znalazła ,,Wisior Anioła'' czy ,,Wisior Aniołów''?
- Z tego, co wiem to znalazła Aniołów. Ten wyjątkowy, który pokazuje jaka postać teraz nad tobą czuwa.
- Niesamowite. - radny złapał się za głowę. - Przecież tego wisiora nie znalazł nikt od ponad pięciuset lat! Od pamiętnej Katie Hill. Ten wisior nie przynosi nic dobrego!
- Tak wiem. Lecz nie przyszedłem tu po to by dyskutować o wisiorze. Przyszedłem to w sprawie uratowania jej życia.
- Tylko ona ma ten wisior?
- Tak. - mężczyzna skinął głową.
- W takim razie udzielam zgody na uratowanie jednego, ludzkiego stworzenia.
Mężczyzna w białym ubraniu uśmiechnął się szeroko, podziękował i wyleciał z sali.
------------------------------------------------------------------------------------------------------
W tym samym czasie głęboko pod powierzchnią ziemi pewną diablicę nawiedziła wizja. Stała ona w zabrudzonym i zakurzonym miejscu. Szukała czegoś. Obraz przeskoczył. Teraz stała w jakimś pokoju. Było tam bardzo jasne. Otwierała jakieś niebieskie pudełko. Na jego dnie znalazła miniaturowego aniołka. Zaraz potem wizja zniknęła. Usiadła ona na podłodze łapiąc się rękami za głowę. Nie rozumiała, o co tu chodzi. Wstała i ruszyła w stronę ,,Czeluści''. Tak jest nazywany ratusz w piekle. Diablica ruszyła pewnym krokiem. Jej czarne włosy lekko powiewały, a czerwone oczy płonęły ze złości i bezradności. Otworzyła drzwi z impetem i krzyknęła:
- Od pięciuset lat nie miałam wizji o tym cholernym wisiorze! Dlaczego właśnie teraz się pojawiła!?
- Uspokój się Vanesso. - krzyknął piekielny radny. - Nie mamy pojęcia czemu tak się stało, ale mamy pewną teorię. Chciałabyś posłuchać?
Vanessa spojrzała na nich wściekłym wzrokiem i skinęła głową.
- Zapewne ktoś znalazł ,,Wisior Aniołów''...
- Czemu aniołów!? Nie może być diabłów?!
- Już ci tłumaczyliśmy, że to było ustalanie bardzo dawno temu, ale wracając do naszych podejrzeń to jakiś ziemianin lub ziemianka musieli go znaleźć. Tak więc musisz teraz ustalić kto to jest i co robi.
Obrażona diablica z hukiem wypadła z sali. Nie patrząc na nikogo udała się do ,,Wiecznej pamięci''. Jest to pomieszczenie, w którym diabły sprawdzają przyszłość ludzi. Vanessa otwarła odpowiednią księgę i zaczęła czytać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Dym, kurz, gorąc, krzyki. To ostatnie rzeczy, które pamiętam. Moje życie legło w gruzach. I to dosłownie. Ni stąd, ni zowąd samolot zaczął lecieć w dół. Bez żadnych wyjaśnień ze strony kapitana. Bez niczego. Było słychać tylko krzyki przerażonej Sylwii, która zaraz miała się spotkać z aniołami. Mama i tata wiedzieli, co nas czeka, więc przytuleni do siebie i mojej młodszej siostry milczeli, a ja? Co by wynikło z tego, że panikowałabym? I tak bym zginęła, więc nie widziałam sensu robienia tego. Tylko siedziałam i patrzyłam na zbliżającą się ziemię. Już gotowa na śmierć.
Ale tam w górze chyba mieli inne plany, bo teraz leże w Krakowskim szpitalu na OIOM-ie. Nie mam złamań, skręceń, zwichnięć. Nawet nie mam zadrapania. Mimo wszystko mnie tu trzymają. Przeżyłam, ale nikt nie wie jak i dlaczego. Czy śmierć mnie pominęła? Nie zauważyła mnie, gdy zabierała moich bliskich? Zostawiła mnie w spokoju? To niemożliwe. Po co mieliby mnie oszczędzać? Nie lepiej ratować Sylwie? Małą, bezbronną istotkę, która teraz już się do mnie nie uśmiechnie. Nigdy nie zaśpiewa. Zawsze będzie mieć dziesięć lat. Łza spłynęła po moim policzku. Ostatnio dużo płaczę, ale nie ma się, co dziwić. Straciłam wszystko. Rodzinę, przyjaciół, chłopaka, domu. Teraz nie mam już nic. Podsłuchałam kiedyś rozmowę lekarza z jakąś kobietą, bo udawałam, że śpię. Mówili o sierocińcu. Wiem, że mnie tam wyślą, a potem pójdę do szkoły. Już nie mogę się doczekać dnia, aż wreszcie stąd wyjdę lub zginę. W sumie to nie mam po co żyć. Komórka rozwaliła się podczas katastrofy i nie mogę nawet zadzwonić do An. Moje powieki już opadają. Chyba pójdę spać.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Drzwi do sali otwierają się i wchodzi przez nie ten sam anioł, co wcześniej. Jego czujne brązowe oczy z uwagą obserwują pomieszczenie. Podchodzi do stołu radnych i powiedział:
- Dziewczyna została ocalona, ale reszta jej rodziny zginęła.
- Spotkałeś tam jakiegoś diabła?
- Tak, dokładniej to diablice Vanesse. - uśmiechnął się krzywo.
- Va-va-vanesse? - wyjąkał radny. - To ona jest córką tego demona?
Anioł pokiwał głową patrząc na radnego.
- Musisz przypilnować Wybranej. Wiesz, co się kiedyś stało. Nie możemy do tego dopuścić. Pojaw się na Ziemi, obserwuj ją i udawaj normalnego chłopaka. Jasne?
Anioł skinął głową i wyszedł z sali udając się do swojej nowej pracy.
-----------------------------------------------------------------------------------------------------
Drzwi otwarły się z hukiem i wpadła przez nie czarnowłosa diablica. Była obrażona. Nie, obrażona to złe określenie. Była wściekła. Podeszła do stołu i uderzyła w niego pięścią, a potem krzyknęła:
- Trafiła mi się jakaś rozpuszczona lala. Prawię zginęła, ale jakiś kretyński aniołek ją uratował. Cholerny gnojek!
- Vanesso... tyle razy ci mówiliśmy, że musisz się uspokoić. Dziewczyna nadal żyje, ale to dobrze. Pamiętasz o rytuale? Skoro pięćset lat temu nie został wypełniony, bo anioły nam przeszkodziły, to spróbujemy teraz. Wiesz, co należy zrobić? - diablica skinęła głową. - To świetnie, a teraz idź się przygotować.
Z miną naburmuszonego dziecka Vanessa wyszła z sali.
Mam nadzieje, że się podoba. Liczę na szczere komentarze. To będzie przekupstwo, ale... jeśli będą 3 komentarze to następny rozdział za półtorej tygodnia. Jeśli tylne nie będzie to dopiero za dwa i pół tygodnia. Jeśli coś wam tu nie pasuje to piszcie. Postaram się poprawić
Pozdrawiam!