Dzisiaj jest mój pierwszy dzień. Chodzę do trzeciej gimnazjum. W Warszawie miałam wielu, no można powiedzieć, przyjaciół, którzy urządzili mi przyjęcie pożegnalne, ale ta historia zacznie się na tydzień przed przeprowadzką... w dzień gdy się o niej dowiedziałam.
*********************************************************************************
- Irena! - krzyknęła mama. - Muszę z tobą porozmawiać!
Wybiegłam z pokoju i poszłam do salonu. Usiadłam na bordowej sofie i spojrzałam na mamę.
- O co chodzi?
- Nie wiem, jak ci to powiedzieć, ale... wyprowadzamy się.
- CO?! - krzyknęłam wstając z sofy. - NIE MOŻEMY TEGO ZROBIĆ!
- Ale musimy kochanie. Tata zostaje tam przeniesiony. Znalazłam świetne mieszkanie w Krakowie...
- W Krakowie! Nigdzie nie jadę!
Wybiegłam z domu. Co ta kobieta sobie myśli?! Nigdzie się nie wyprowadzam! Tu jestem kimś ważnym, a kim będę w nowej szkole?
NIKIM
Tu jestem znana, lubiana, popularna i mam wielkie grono przyjaciół i co najważniejsze mam świetnego chłopaka. Pobiegłam do domu mojej najlepszej przyjaciółki, Angeliki. Drzwi otwarła jej starsza siostra, Natalia. Jak zawsze jest ubrana na czarno. Czasem się jej boję... Nosi podziurawione ciemne rajtki, miniówkę z pasem z kolców i bordowy podkoszulek ze skórzaną kurtką. Jeszcze do tego ciężkie buty. Jakiś czas temu przefarbowała włosy na czarno.
- Cześć Natalia... jest An?
- Nie ma jej. Wyszła z tym całym Karolem.
- Aha. Dzięki, cześć!
Zbiegłam z werandy jak najszybciej potrafiłam. Rozglądnęłam się i ruszyłam głową. "Gdzie mogę teraz iść?". Poszłam do Seby. Mojego chłopaka. Otwarła mi jego mama.
- Witaj kochana, co cię do nas sprowadza?
- Dzień dobry, mam sprawę do Seby. Jest w domu?
- Tak, u siebie w pokoju, ale nie może teraz rozmawiać.
- Proszę pani, nie mam ochoty na żarty. - przecisnęłam się w drzwiach. - Naprawdę muszę z nim porozmawiać.
Wpadłam do domu i ruszyłam do pokoju Seby, ale to była najgorsza rzecz, jaką kiedykolwiek zrobiłam. Seba całował się z blondwłosą dziewczyną. Była w samym staniku i majtkach, a Seba miał tylko spodnie.
- TY CHAMIE! JAK MOGŁEŚ MI TO ZROBIĆ! DOBRZE, ŻE SIĘ WYPROWADZAM!
Wybiegłam z jego pokoju. Zatrzymała mnie jego mama.
- Wyprowadzasz się?
Pokiwałam głową, minęłam ją i wybiegłam. Jak ten prostak mógł mnie zdradzać za moimi plecami? Jeszcze go rodzice kryli! To wstrętne! Zadzwoniłam do An. Odebrała po piątym sygnale.
- Hallo? Iri? To ty? Zadzwoń później. Troszkę przeszkadzasz.
- Musze z tobą pogadać. Seba mnie zdradził.
- Co! Już się ubieram! Poczekaj na mnie w tej kawiarni na rogu.
- Dobra, idę tam powoli. Cześć.
- Cześć.
Rozłączyła się, a ja powoli ruszyłam do kawiarni "Ploteczki u Kareczki". Kareczka to Karolina. Znam ją od podstawówki. Jak ja byłam w drugiej klasie ona była w szóstej. Często tam bywamy z An. Siadam przy naszym ulubionym stoliku i czekam. Jak on mógł mi to zrobić? Czy jestem aż tak nudna? Po dziesięciu minutach przyszła An.
- Hej, jak to się stało? - spytała siadając.
- Poszłam do niego, żeby mu powiedzieć, że się wyprowadzam...
- WYPROWADZASZ SIĘ! - krzyknęła wstając błyskawicznie. Kilka osób spojrzało w naszą stronę.
- Tak, ale o tym za chwilę. Poszłam do jego domu, a on całował się z prawie rozebraną, blondwłosą suką.
- O masakra, co za prostak. Stara, co teraz zrobisz?
- Nie wiem, ale przed końcem wakacji mamy się wyprowadzić, więc... - wzruszyłam ramionami.
- A co ze mną? Zostawisz mnie tu?
- Nie mam wyboru An. - powiedziałam smutno.
- Ale będziemy gadać przez telefon?
- Codziennie.
- Trzeba rozładować emocje. Idziemy na zakupy.
**************************************************************************
Z zakupów wróciłyśmy dwie godziny później. Jak tylko weszłam do domu od razu poszłam do salonu. Siatki zostawiłam w przedpokoju. Tata, mama i Sylwia grali w monopol. Sylwia to moja młodsza siostra. Ma dziesięć lat, brązowe włosy wiecznie spięte w warkocza i niebieskie oczy. Zawsze ubiera się na różowo. Różowe sukienki, spódnice, bluzki i spodnie. Jeszcze do tego wstążka na włosy. Podeszłam do nich z założonymi rękami i spytałam:
- To kiedy jedziemy?
- Nie jedziemy tylko lecimy. Dokładnie 20 sierpnia.
Pokiwałam głową i wyszłam. Zabrałam zakupy do pokoju i rzuciłam się na łóżko. Wylatujemy dwudziestego. Dziś trzynasty. Za równy tydzień. Pożegnam się tylko z An. Tamtego kretyna nie chcę znać, a na innych mi nie zależy. Wyjęłam telefon i napisałam sms-a do An.
,,Wyjeżdżam za tydzień. RATUJ!''
Odpisała po chwili:
,,Nie martw się. Będziesz miała godne pożegnanie!''
Godne pożegnanie? Czy ona znowu planuje urządzić imprezę, bo ktoś wyjeżdża? Tak samo było w szóstej klasie, gdy rozchodziliśmy się do innych szkół. Ta sytuacja powtórzyła się w połowie pierwszej klasy gimnazjum, kiedy nasza koleżanka z podstawówki wyprowadzała się do Niemiec. Zebrało się wtedy ponad sto osób. Balowaliśmy do pierwszej póki rodzice nie zaczęli wydzwaniać. Wszyscy miło wspominają tamto przyjęcie. Przygotował je nie kto inny jak Angelika. Już się boje jej pomysłów.
Wstałam z łóżka i ruszyłam w stronę strychu. Są tam moje wszystkie walizki. Może jeśli się teraz spakuje, to potem nie będę robić sentymentów? Tylko gdzie są moje walizki? Cały strych jest zagracony i zakurzony. Dużo tu pajęczyn. Tutaj śmierdzi. Jak to mama kiedyś mówiła?
,,Lewy kąt dla taty, prawy dla mamy, po drugiej stronie lewy kąt dla Sylwii, a prawy dla Ireny.''
Czyli moich walizek trzeba szukać przy lewej ścianie w prawym kącie. Poszłam w tę stronę. ,,Wierszyk'' mamy czasem się przydaje. Moje wszystkie walizki, kosmetyczki i pudła po butach piętrzyły się w kącie. Na początek wezmę trzy największe walizki na ubrania. Z trudem wygrzebałam czarną, fioletową i niebieską walizkę z tej sterty. Zaniosłam je na dół i zaciągnęłam do pokoju. Wzięłam czarną walizkę, zaczęłam ją czyścić, a potem pakować do niej ubrania na zimę. Kurtki, szaliki, czapki, rękawiczki. Następnie wyczyściłam fioletową i spakowałam tam wszystkie ubrania na wiosnę i jesień. Przyciągnęłam do siebie niebieską walizkę. Oczyściłam ją i otwarłam. Na jej dnie leżał srebrny wisiorek z małym aniołkiem. Wyjęłam go i obejrzałam dokładnie. ŚLICZNY! Założyłam go i zaczęłam pakować resztę ubrań.
Skończyłam koło dwudziestej. Zostawiłam tylko dwie pary butów i ubrania na cały tydzień. Leżę na łóżku i podziwiam mój wisiorek. Jest wielkości piłki do ping-ponga. Jak się mu lepiej przyjrzeć to jego oczka są z małych białych brylancików. Skrzydełka są ślicznie uformowane. Kto mi go dał? Kiedy? Dlaczego go zgubiłam? Przecież z takiej pięknej rzeczy nie warto spuszczać wzroku. Może Sylwia mi go schowała? Nie... Ma zakaz dotykania moich rzeczy, a jest posłusznym dzieckiem. No cóż... nie ważne, dlaczego go zgubiłam. Ważne, że się znalazł. Założyłam go z powrotem na szyję i przytuliłam do poduszki. Po tak ciężkim dniu mam prawo iść spać.
**************************************************************************
Po jutrze wylatujemy. Nie poruszaliśmy tematu lotu. Mama milczy, tata milczy, a Sylwia chodzi do koleżanek jak gdyby nigdy nic. Ja cały czas ignoruje telefony od Seby. Nie chcę słuchać jego wyjaśnień. Jakoś mnie to nie interesuje. Skoro i tak wyjeżdżam to po co mi to? Odbieram tylko połączenia od An i rodziców. Tak to przez cały dzień leże na łóżku i wzdycham w sufit. Myślę o wszystkim, co było i o wszystkim, co mnie czeka w Krakowie. To był najgłupszy pomysł jaki mógł powstać. Przenosić się do innego miasta, gdzie nikogo się nie zna i to jeszcze w trzeciej gimnazjum! Przecież tamci ludzie znają się od lat, a ja? Będę obca. Nie będą na mnie zwracać uwagi. Będę osobą, która naruszyła ich system. Będą mnie ignorować.
Nagle zadzwonił telefon:
- Słucham? - spytałam do słuchawki.
- Heeej Iri! Nie obchodzi mnie twoja żałoba! Masz pięć minut, aby przebrać się w strój dyskotekowy i przyjść do mnie! Czekam!
Rozłączyła się. Co An znowu wymyśliła? Przebrałam się w lśniące spodnie i bluzkę z cekinami. Założyłam wisiorek z aniołkiem i wyszłam z domu. Doszłam do niej po dwóch minutach. Światła w środku były pogaszone. Po co ona kazała mi tu przyjść? Zapukałam do drzwi. Zapaliło się światło w korytarzu i otwarły się drzwi. Angelika stała tam ubrana w fioletowo- różowy szlafrok. Swoje białe włosy spięła w koński ogon. Uśmiechała się do mnie.
- Wchodź, wchodź! - poganiała.
Zaprowadziła mnie do salonu w którym było bardzo ciemno. Nie zaświeciła światła tylko kazała mi usiąść na kanapie. Zdziwiło mnie to, ale wykonałam ,,rozkaz''. Zaraz po tym poszła zapalić światło. Nagle zewsząd wyskoczyła chmara osób. Zza kanapy, zza foteli, zza zasłon, drzwi, a nawet zza telewizora. Nagle weszłam w burze uścisków i współczuć. Wyrwała mnie z niej An i kazała prawie wszystkim iść nad basen, który miała za domem. Tylko Arek i Szymon z trzeciej D mieli zostać. Ja też musiałam wyjść. Pierwszą osobą, którą zobaczyłam po wyjściu był Seba. Minęłam go bez słowa, ale złapał mnie za ramię. Spróbowałam się wyszarpać. Na szczęście pomogli mi Wiktor i Karol z mojej klasy. Wzięli go pod ramię i wywlekli z imprezy. Jak wrócili Karol spytał:
- Masz pod spodem strój kąpielowy?
- Nie... a co?
Wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. Woda była w sam raz. Wypłynęłam na powierzchnie, otwarłam oczy i nagle zobaczyłam, że wiele innych osób wkroczyło do baseny w ubraniach. Podobnie jak ja. Z głośników cały czas płynęła muzyka. Przyszła An, szepnęła coś Kasi do ucha i wszyscy wyszli z wody. Żeby nie być inna ja też wyszłam. Tłum przepchał mnie do samego przodu. Były tam rozwieszone białe płachty. Arek siedział przy komputerze, a Szymon majstrował coś przy rzutniku. An pomachał ręką do Arka i krzyknęła:
- DAWAJ!
Na płachtach zaczął się pojawiać obraz, a z głośników poleciała piosenka Ellie Goulding ,,Love Me Like You Do''. Zaczęły się pojawiać zdjęcia. Pierwsze były z moich siódmych urodzin. Slajdy leciały dalej, a ja patrzyłam na nie ze łzami w oczach. Moi przyjaciele zebrali mnóstwo zdjęć, które pokazywały się przez całą piosenkę. Ostatnio było sprzed miesiąca, gdy poszłam na nocowanie do Julki. Leżałam tam z bitą śmietaną na ręce, a Julka z uśmiechem trzymała białe piórko. Pod tym zdjęciem widniał napis:
,,Będziemy Tęsknić Iri!''
Łzy ciekły strumieniami z moich oczy. Nie możliwe, że zrobili dla mnie coś takiego! An podbiegła i przytuliła mnie. Będę za nią tęsknić! Kiedy mnie puściła Karol znowu wziął mnie na ręce i wrzucił do basenu. Zaraz potem wskoczyli następni...
------------------------------------------------------------------------------------------------------
Mam nadzieje, że podoba wam się wstęp do mojej nowej ,,wypociny''. Może nie zaczyna się tak samo jak pozostałe, ale też coś się dzieje. Liczę na szczere komentarze
PS. Mogę was prosić o odwiedzenie mojego drugiego bloga FF? iinhogwart.blogspot.com
Pozdrawiam :*
Super się zaczyna mam nadzieję że będzie to dłuższe :)
OdpowiedzUsuńWeny życzę :*