poniedziałek, 1 czerwca 2015

W nowym życiu cz.4

Rzuciłem się w jej stronę i wpadłem na jakąś ścianę. Przecież nic tu nie ma!
-Mój głupiutki aniołek wpadł na barierę ? Ooooj... tak mi psyklo. - roześmiała się głośno.
Jaka znowu bariera? Czy diabły posuną się do wszystkiego? Vanessa zaczęła się zbliżać do ziemianki z nożem.
- Andra merixa, andra merixa... - powtarzała szeptem.
Co robić? CHWILA! Przecież uczyłem się jak rozbraja się bariery diabłów! Właśnie na takie okazje. Tylko jak to szło? Już wiem. Otwartą dłonią przesunąłem z prawej na lewą, a potem z dołu na górę. Zrobiłem jeden krok. Działa! Podbiegłem do ołtarza, pchnąłem krwistooką i szybko wziąłem Katie na ręce, a potem się przeniosłem.''
 Wtedy trafiliśmy do nieba, rada skasowała jej pamięć, a wisior schowano, ale niestety go skradziono (ironia prawda?) i podobno został wrzucony do teleportera. Działa to w ten sposób, że obiekt codziennie przenosi się w inne miejsce chyba, że dotknie go człowiek. Irena miała niesamowite szczęście. Nie tak samo jak Katie. Podobno Vanessa ją znalazła zaraz po wypuszczeniu z nieba. Katie miała dziewiętnaście lat gdy zginęła. Diablica się wkurzyła, że nie ma tego wisiora. Zapewne nową wybraną czeka to samo. Słyszałem pogłoski, że owa diablica ma lekkie problemy z nerwami (nie wiecie tego ode mnie).
 Wszedłem w ciemny zaułek i pstryknąłem palcami by znaleźć się w domu.
***********************************************************************************
 Otwarłam drzwi do sierocińca. Nagle wszystkie rozmowy ucichły. Uśmiechnęłam się słabo do nastolatków siedzących przed telewizorem. Z kanapy wstała blondwłosa dziewczyna z pomarańczowymi pasemkami. Była ubrana w zieloną tunikę i czarne spodnie. Podeszła do mnie Van, a blondyna spytała:
- To prawda, że przeżyłaś tą katastrofę?
- Na moje nieszczęście tak.
- Czemu nieszczęście?
- Bo moja rodzina zginęła. - mruknęłam i ruszyłam w stronę schodów.
 Czemu tych wszystkich ludzi interesuje jak ja przeżyłam? Nie powiem im. Przecież sama tego nie wiem. Ciągle sądzę, że głupia śmierć mnie pominęła. Może szykuje mi większe tortury? Albo ma co do mnie jakieś plany? Szczerze to nie wiem i nie chcę wiedzieć. Powinnam tam zginąć z całą moją rodziną. Poczułam łzę ściekającą po moim policzku. Szybko ją otarłam i weszłam do pokoju, a potem rzuciłam się na łóżko.
- Powinnaś się przebrać. - stwierdziła Vanessa podchodząc do szafy.
- Już idę.
 Wstałam z łóżka, zgarnęłam wcześniej przygotowane ubranie i poczłapałam do łazienki. Ubrałam jeansy, fioletowy podkoszulek i trampki. Poprawiłam włosy i wyszłam. Vanessa już się przebrała. Wyglądała trochę jak siostra An. Tylko, ze nie miała skórzanej kurtki.
- Przejdziemy się po mieście? - spytałam.
- Spoko. - wzruszyła ramionami. - Tak czy siak nie mam nic do roboty.
Wyszłyśmy z pokoju i ruszyłyśmy do pierwszego obiektu. Bonarka. Podobno tu są ulubione sklepy Vanessy. Ciekawe czemu nie lubi imienia Wiktoria? Może się jej źle kojarzy? Dlaczego trafiła do sierocińca? Będę musiała się jej dopytać, ale dopiero wtedy, gdy mi zaufa. Spojrzałam na nią. Nie miała uśmiechu na twarzy. Tylko pogardę. Jakby pytała ,,Czemu tu jestem?''. Odwróciłam głowę i... ŁUP!
 Zderzyłam się z jakimś kolesiem. Zerknęłam na niego. Za jakie grzechy? Przede mną stał Maciek. Przebrał się w błękitną koszule i czarne spodnie. Uśmiechał się szeroko.
- Cześć. Cóż za miłe spotkanie. - powiedział.
- Dla kogo miłe, dlatego miłe. Inni nie mają ochoty na zadawanie się z kretyńskim ,,chłopczykiem''. - mruknęła Vanessa.
 Brązowooki chyba to usłyszał, bo uśmiechnął się łobuzersko i odpowiedział:
- Dla mnie to bardzo miłe spotkanie, bo właśnie chciałem porozmawiać z Ireną.
 Ze mną? Czego on chciał?
- Słuchamy! - warknęła Van.
- Jeśli można to na osobności.
 Czarnowłosa spiorunowała go wzrokiem, ale odeszła spokojnie prosto w stronę pierwszego sklepu. Spojrzałam na szyld C&A. Wróciłam spojrzeniem do chłopaka i skrzyżowałam ręce na piersi.
- Słucham. - powiedziałam.
- Co byś powiedziała na to, żebyśmy się jutro spotkali?
- To nie jest najlepszy pomysł. Jakiś czas temu straciłam chłopaka przez podłą rzecz i... jeszcze nie jestem na to gotowa.
- Wiem, co ci zrobił.
 Spojrzałam na niego zdziwiona, ale skąd on to wie? Chyba wyczuł moje emocje. Uśmiechnął się jeszcze szerzej. Zalśniły jego białe zęby i powiedział:
- Świat jest mały. Są ludzie, których ja znam oraz ci, których ty znasz, ale są również ludzie, których znamy oboje.
- Ktoś z moich znajomych ci o tym powiedział?
 To niemożliwe. Tylko An o tym wiedziała. Przecież ona by nie wygadała mojego sekretu. Znamy się od lat i bardzo jej ufam.
- Sebastian mi powiedział. Znamy się od drugiej klasy podstawówki z obozu.
- To skoro znasz moją sytuacje ,dlaczego chcesz się umówić?
- Nie chodzi mi o randkę. - uśmiechnął się. - Bardziej o spotkanie... uznajmy, że... towarzyskie. To co? Przyjść po ciebie o czwartej?
- Spoko, ale gdzie?
- Przyjdę tam gdzie mieszkasz. - powiedział i odszedł.
 Poszłam do C&A w poszukiwaniu Vanessy. Ten Maciek jest mega dziwny. Już drugi raz na niego wpadłam. Za co? Może on mnie śledzi? Byłam fanką seriali kryminalnych . Pamiętam, jak przez cały ostatni rok wstawałam o piątej rano tylko po to by na szóstą zdążyć na serial dokumentalny o psychopatach. Nie wiem czy mój nowo poznany znajomy jest uczciwy, ale ma w sobie coś, że chcę mu ufać.
 Rozejrzałam się po sklepie. Van stała przy ruchomych schodach. Podbiegłam do nich i zjechałam na dół. Stała już przy jednym z manekinów, który był ubrany w podziurawioną, czarną bluzkę. Podeszłam do niej i postukałam po ramieniu. Kompletnie niewzruszona patrzyła na manekin. Nie pytała się, o co chodzi. An od razu kazałaby mi zdradzić calutki przebieg rozmowy i moje emocje. Vanessa jest inna. Zamknięta w sobie, ale groźna. Wzięła bluzkę i ruszyła do przymierzalni. Skoro jutro mam iść gdzieś z tym Maćkiem to może powinnam kupić sobie coś nowego? Moje rzeczy spłonęły, ale w szpitalu kazali mi sobie wybrać, co chcę i teraz nowe ciuchy zasiedlają moją szafę w sierocińcu, ale i tak nic nie przebije radości z kupowania samemu. Na jednym z manekinów wisiała fioletowa sukienka przed kolano. Normalna letnia, lekko marszczona. Zwinęłam ją i poszłam przymierzyć.
***********************************************************************************
 Zdjęłam nową sukienkę z wieszaka i ruszyłam do toalety Nie kupiłam jednak fioletowej tylko białą z dłuższym tyłem niż przodem. Szkoła zleciała mi dziś w mgnieniu oka. Nie licząc co lekcyjnych kondolencji od nauczycieli było mega spokojnie. Gadałam głównie z Van. Trochę mnie zaczepiały inne dziewczyny, ale jakoś to przeżyłam.
 Spojrzałam na zegarek. 15:23. Mam jeszcze ponad półgodziny. Skoro Maciek znał Sebę to może znał też An, a jeśli znał An to może mieć jej numer, a wtedy mi go da i będę mogła do niej zadzwonić! Opowiem jej o wszystkim. Najgorszym w tym wszystkim jest brak dostępu do internetu. W całym budynku jest jeden komputer, który praktycznie cały czas jest okupowany przez innych. Poza tym lekarz dał mi dwutygodniowy zakaz korzystania z komputera. Telefonu kupić mi nie chcieli, ale nie wiedzieli, że mam dostęp do starego konta bankowego taty i kupię sobie telefon. Tata... ahhhh... Został jeszcze wiecznie okupowany telewizor w salonie, do którego się nie zbliżam.
 Wzięłam głęboki wdech i rozpuściłam włosy. Założyłam wisiorek i spojrzałam na niego. Ciągle ma czarne oczy. Ciekawe czemu? Wzruszyłam ramionami i puściłam go. Potem przeglądnęłam się w lustrze i wyszłam z łazienki. Pani Black pozwoliła mi urządzić sobie moją stronę pokoju. Mam teraz fioletową ścianę i pościel. Wszędzie jeszcze śmierdzi farbą.
 Vanessa słysząc otwieranie drzwi lekko uniosła wzrok. Od czasu, gdy powiedziałam jej o dzisiejszym spotkaniu porządnie się obraziła. Twierdzi, że Maciek nie jest godny zaufania. Zaczęła też marudzić, że powinnam z nią zostać. Ciekawie czemu jest taka nieufna? Już dwa razu się jej pytałam, dlaczego tu jest, ale nigdy nie odpowiedziała. Teraz się do mnie nie odzywa i czyta jakąś książkę oprawioną w czarną skórę. Ma ona chyba tysiąc stron, ale czarnowłosa ciągle ją wałkuje. Ja bym nawet dziesięciu z niej nie przeczytała. Wygląda na starą i jest pisana dziwnym językiem. Raz do niej zaglądnęłam i kompletnie nic nie rozumiałam. Swoją drogą to nic nowego, że mam dziwną współlokatorkę. Pamiętam jak na kolonii trafiłam do pokoju z dziewczyną, która rysowała dziwne symbole. Podobno trafiła do psychiatryka. Chyba nie mam szczęścia. Nawet ta katastrofa to mega pech. Wolałabym zginąć niż być tu bez rodziny i przyjaciół.
 Włożyłam stare ubranie do szafy, a potem spojrzałam na zegarek. 15:47. Za około trzynaście minut ma przyjść Maciek. Ciekawe, co będziemy robić. To ma nie być randka więc... Założyłam szybko białe balerinki i zeszłam na dół. Nikogo nie było. Oczywiście nie licząc siedzącego przy komputerze chłopaka z niebieskimi włosami. Znów spojrzałam na zegarek. 15:59. Kiedy ten czas tak szybko minął? Brązowooki powinien tu być za minutę. Pewnie się spóźni. Może wypytam go ile wie o moim dawnym życiu. Pewnie Seba mu dużo o mnie powiedział i to dlatego Maciek chciał się umówić. Czyli on musi wiedzieć, co to była za blondyna oraz to, dlaczego Seba mnie zdradził. Zapytam się go o to.
 Nagle usłyszałam pukanie do drzwi. Spojrzałam na zegarek. Szesnasta. Cóż za punktualność! Otworzyłam drzwi i stanęłam dęba...






Z okazji Dnia Dziecka dodaje nowy rozdział! Liczę na szczere komentarze (oraz na dużą ilość od różnych osób). Bardzo przepraszam, że tyle go nie dodawałam. Wiem, że słaby, ale musicie mi wybaczyć. W połowie straciłam wenę i motywacje (ze strony pewnej osoby, ale mniejsza z tym). Ważne, że wracam do was pełną parą! W najbliższym tygodniu powinien pojawić się rozdział. Nie będę tu rzucać datami, bo wiem, że to nie wypali, ale prawdopodobnie będzie w poniedziałek (niczego nie obiecuje, ponieważ piszę jeszcze trzy inne historie z czego tylko jedną publikuje) Jeszcze raz bardzo przepraszam i WITAM PONOWNIE!
Gabika :*
PS. Luknijcie do mojej przyjaciółki - http://storygabi.blogspot.com/

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz