czwartek, 30 października 2014

Z sieroty do... cz.2

 Kiedy Iza wyszła z pokoju, Charlotte zaczęła mówić:
- Z okazji, że jutro są twoje urodziny, a niestety dzisiaj wieczorem jadę do innego miasta, po tego chłopca, co ci mówiłam. Chcę ci to dać. - wyciągnęła z kieszeni malutki liścik.
 Spojrzałam na nią zdziwionym wzrokiem i rozłożyłam liścik.


,,Moja kochana Paulo. Chcę ci złożyć
życzenia z okazji piętnastych urodzin. 
Chciałabym Ci powiedzieć jedną, ważną rzecz. 
Urodziłam cię w wieku szesnastu lat, a 
taka rzecz nie przypadała mi wtedy. 
Pochodzę z bardzo bogatej i wpływowej rodziny
 Lightwood'ów. Jeśli tylko chcesz to przyjdź 
dwudziestego ósmego  stycznia pod
 główne wejście do parku.
Będę czekała!
                                               Mama''


Przeczytałam list jeszcze parę razy, a potem spojrzałam na Charlotte. 
- Mogę iść? 
 Ona tylko skinęła głową i weszła do kuchni. Pobiegłam do swojego pokoju. Rzuciłam plecak pod biurko i padnięta ległam na łóżku. Nałożyłam słuchawki na uszy i włączyłam moją ulubioną piosenkę. 
 Moja matka chcę się ze mną spotkać? Muszę się naradzić z Izą czy iść. Koniec! Masz przestać rozmyślać o matce! Co mam na zadanie? Nic... Po co Charlotte jedzie do innego miasta? Po jakiegoś chłopaka. Co mi o nim wspominała? Że jest bardzo niegrzeczny i dlatego kursuję z jednego sierocińca do drugiego. Teraz trafi do nas. Ma szesnaście lat i ma na imię... No właśnie? Jak ma na imię? Coś na M... Michał, Marek, Marcel? Już wiem! Maciek! Tak, Maciek z Miami. Ma się przenieść do Nowego Yorku. Tutaj do nas! Ciekawe jaki będzie?? 
- Przestań myśleć o chłopakach! - rozkazałam sobie. 
 Miałam iść do Izy. Wyłączyłam piosenkę ,,Harry Potter is dead'' i ruszyłam do jej pokoju. Zapukałam cichutko. 
- Proszę! - krzyknęła Iz.
 Weszłam i doznałam szoku...
 Wszystkie kosmetyki Izzy leżały rozwalone na ziemi. Perfumy były rozbite i wylewały się na podłogę. Fioletowe firanki były podarte, a szuflady wyrwane z szafek. Wszystkie ubrania były rozrzucone po całym pokoju. Najbardziej zdziwił mnie napis na lustrze  ,,Uważaj na auta''.
 Iz spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem. Dziewczyna, która niczego się nie boi, popatrzyła na mnie przerażonym wzrokiem. Nawet ona nie dawała rady. Podbiegła do mnie i przytuliła się. Cała się trzęsła. Wyszłyśmy na korytarz i zaprowadziłam ją do Rozalii. Ona, która zawsze jest pomocna, powiedziała nam tyle:
 ,,Isabelle. Śpij dzisiaj u Pauli w pokoju. Za chwilę porozmawiam z Charlotte i coś wymyślimy. Idźcie teraz do pokoju i przyszykujcie jakiejś miejsce do spania.'' Jak Rozalia kazała tak zrobiłyśmy, ale Iz nie chciała długo siedzieć w pokoju więc udałyśmy się do salonu. Akurat Charlotte podawała obiad. Zasiadłyśmy do stołu i zaczęłyśmy nalewać sobie zupę.
 Kiedy skończyłyśmy jeść zasiadłyśmy przed telewizorem. Do końca dnia nie działo się nic wartego uwagi.
*********************************************************************************
 Z samego rana ja i Iza udałyśmy się do szkoły. Życzenia złożyła mi w drodze do niej. Szkoła jak to szkoła była nudna. Nienawidzę gdy jestem w centrum zainteresowania, ale tak właśnie się stało. Na ostatniej lekcji mieliśmy godzinę wychowawczą. Bardzo lubię panią Żmudę, ale dzisiaj mnie wkurzyła. Zaczęła przeglądać dziennik i wrzasnęła ,,STO LAT!''.
 Potem kazała mi wyjść na środek sali oraz wstać całej klasie.
- Wasza koleżanka ma dzisiaj urodziny. Zaśpiewajmy jej wszyscy Sto Lat!
 Po sali przebiegł tylko szmer i wszyscy usiedli. Wszyscy oprócz Izy, Pani kazała mi wrócić do ławki, a wszyscy pozostali (oprócz mnie i Iz) mają zostać na chwilę po lekcji.
 Kiedy tylko zadzwonił dzwonek wybiegłyśmy z sali i już chwilę później byłyśmy w połowie drogi do domu. Wiem, że moje życie nie jest usłane różami, ale żeby mnie zignorować w urodziny? Doszłyśmy do domu, a ja od razu wzięłam się za czytanie ,,Romeo i Julii''. Nasza lektura. Nagle zaczął mi wibrować telefon.Odczytałam sms'a, a w nim był ten sam napis, co na lustrze Isabelle
,,UWAŻAJ NA AUTA''
 Natychmiast pokazałam go Izzy. Obie pobiegłyśmy do Rozalii, ale jak go chciałam pokazać nie było go! To było dziwne, a Rose stwierdziła, że zwariowałyśmy. Wróciłyśmy do mojego pokoju, ale drzwi były zamknięte. Kiedy w końcu dostałyśmy się do środka, mój pokój był wywrócony do góry nogami! Wszystko wyglądało jak pokój Isabelle, ale najgorsza była ściana nad łóżkiem. Z sufitu zwisała lalka, która do złudzenia przypominała mnie, ale jedna rzecz się nie zgadzała. Nie miała nóg! Cała była pomalowana czerwoną farbą! Iz pobiegła po Rose, a ja zostałam w pokoju patrząc przerażona na lalkę. Nagle drzwi się zatrzasnęły i za lalką, czerwoną farbą,  namalowano strzałkę w górę. Spojrzałam tam i krzyknęłam. Na całym suficie było coś jak wiersz!
,,Umarł tu mężczyzna,
Wyrządzono krzywdę mu,
A teraz ty mieszkasz tu,
Życie swe pożegnaj,
A ta twoja koleżanka, 
Jeszcze chłoptaś ten,
Nastanie wieczny mrok, 
A ty co tu mieszkasz,
Akurat ta sierota,
Umrzesz śmiercią, 
Taką jak on.
Auta to twój wróg!''
Kiedy tylko to przeczytałam cały mój pokój wrócił do normy, a Iza i Rose weszły do środka. 
- Co zrobiłaś! - krzyknęła Isabelle.
- To nie ja, - rozglądnęłam się. - Samo znikło... 




Było by więcej, ale chcę rozciągnąć historię na minimum cztery posty    ;) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz