niedziela, 12 lipca 2015

W nowym życiu cz.6

 Spojrzał na mnie zszokowany, a ja nie wytrzymałam i wybuchnęłam śmiechem.
- Jasne, że z tobą pójdę! Nie panikuj tak. - uśmiechnęłam się szeroko.
- Uff.. Już mi niezłego stracha napędziłaś. Przyjdę po ciebie dzisiaj o czwartej.
- Może być czwarta trzydzieści? Muszę zostać trochę dłużej w szkole.
- Spoko. Czwarta trzydzieści. To do zobaczenia.
 Ominął mnie i podszedł do Bartka i Marcina. Westchnęłam i ruszyłam do Vanessy. Każdy ją lubi, ale ona robi tu za samotnika. Nie chcę z nikim rozmawiać z wyjątkiem mnie, ale to chyba przez to, że mieszkamy razem. Podeszłam do niej i powiedziałam:
- Mam ciekawy news!
***********************************************************************************
 Vanessa znowu się obraziła. Na temat Maćka mamy odmienne zdania. Ja twierdzę, że jest miły, słodki i uroczy, a ona, że on jest wcieleniem najgorszego zła. Nie widzę powodów by go tak nazywać. Przecież on jest bardzo kochany. Spojrzałam na siebie jeszcze raz. Biała bluzka rozcięta po bokach i z tyłu dłuższa oraz czarna spódnica nad kolano ładnie razem wyglądają. Do tego lekki makijaż i rozpuszczone włosy. Czarne baletki z diamencikami oraz mój wisiorek. Chyba będzie mu się podobać. Uśmiecham się szeroko do lustra. Wyglądam ekstra.
 Wychodzę z łazienki i zerkam na łóżko Van. Leży obrażona i ponownie czyta tę książkę. Odkładam stare ciuchy do szafy i patrze na zegarek. Szesnasta piętnaście. Mam jeszcze kwadrans. Schodzę powoli na dół. Nie licząc Wiktora grającego na komputerze nikogo nie ma w pokoju. Dzisiaj w końcu dostanę numer An! Zapewne przegadamy calutką noc. Vanessa na sto procent mnie znienawidzi. To chyba lepiej. Niezbyt ją lubię. Przeraża mnie tak samo jak Natalia, ale Van jest chyba straszniejsza. No cóż. Oto moje szczęście do współlokatorek. Uśmiechnęłam się pod nosem.
 Ponownie spojrzałam na zegarek. Szesnasta dwadzieścia sześć. Jeszcze tylko cztery minuty. Czy mogę być szczęśliwa skoro ledwie dwa tygodnie temu moja rodzina... mnie opuściła? Wiem, że to nie był ich wybór, ale sama świadomość, że ich nie ma doprowadza mnie do łez. Czemu ja tu stoję? Czemu w ogóle żyję? To będzie prześladować mnie do końca życia. Muszę pogadać z An. To jest mój cel. Tylko po co spotykam się z Maćkiem? Wcale mi się nie podoba. Prawda?
 Ktoś zapukał do drzwi. Wzięłam głęboki wdech i otworzyłam drzwi. Oczywiście stał za nimi Maciek. Miał ubrane szorty koloru khaki i biały T-shirt. Włosy były w wiecznym nieładzie. No piękny chłopak!
- Cześć. - uśmiechnął się nieziemsko.
- Hej. To co... idziemy?
 Podał mi rękę i kiwnął głową. Ujęłam ją z ochotą. On jest słodki. Wyszliśmy i ruszyliśmy w stronę rynku. Maciek z uśmiechem przysiadł na naszej ławce, wyciągnął jakiś papierek z kieszeni i podał mi go.
- Co to jest? - spytałam biorąc go.
- Numer telefonu do Angeliki.
 Spojrzałam na niego z niedowierzaniem, a potem zrobiłam coś czego nigdy bym się nie spodziewała. Pocałowałam go. Nie w policzek. Tylko w usta. Co jeszcze dziwniejsze. On odwzajemnił pocałunek, a ja wplotłam palce w jego włosy. Odsunęłam się od niego jak oparzona i przyłożyłam rękę do ust.
- Przepraszam. - wszeptałam. - Nie wiem dlaczego to zrobiłam.
- Nic nie szkodzi. - zaśmiał się. - Podobało mi się.
 Zarumieniłam się.
- Dziękuje za jej numer.
- Nie masz za co dziękować. Co ty na to, że teraz wrócisz do domu i zadzwonisz do An, a my spotkamy się jutro?
- Z wielką chęcią.
 Wstaliśmy z ławki, Maciek odprowadził mnie do nowego domu. Pocałował mnie w skroń i sobie poszedł. Ten chłopak jest cudowny... Wbiegłam do środka, w trzech skokach pokonałam schody i wpadłam do pokoju. Van gdzieś znikła. Trudno. Wyjęłam telefon i wstukałam numer. Pierwszy sygnał, drugi sygnał, trze...
- Halo? - usłyszałam An w słuchawce. - Jeśli nie nazywasz się Irena Pakuła to nie chcę z tobą rozmawiać.
- A jeśli się tak nazywam?
- Aaaaa...! - krzyknęła. - Iri! To naprawdę ty?
- Tak, to naprawdę ja.
- Ale jak to możliwe?
- To długa historia.
- Spokojnie. Mam mnóstwo czasu.
***********************************************************************************
 Cały następny tydzień był identyczny. Szłam rano do szkoły, po południu spotykałam się z Maćkiem, a wieczorem gadałam przez telefon z An. Z Vanessą rozmawiam w drodze do i ze szkoły oraz czasem kiedy nic nie robię. Nie zaprzyjaźniłyśmy się jakoś specjalnie. Nie ubolewam nad tym. O ile się nie mylę dziś mamy dziewiąty września. Venessa cały czas szepta ,,Jeszcze jeden dzień''. Mam jej już dość. Jest dziwna. Ostatnio zaczęła mnie przerażać. Czy ktoś mi wytłumaczy o co jej chodzi? Jeśli nie to ja tutaj zbzikuje! Sama zacznę powtarzać ,,Jeszcze jeden dzień''. O co z tym do cholery chodzi? Zaczynam tu chyba wariować. To jest więcej niż pewne. Pomocy!



Już wkrótce ostatni rozdział z tej historii! Piszcie co o tym sądzicie. Teraz to od was zależy jak się skończy historia! Pisząc w komentarzu ,,Maciek'' sprawicie, że historia skończy się wygraną aniołów.
Natomiast pisząc w komentarzu ,,Vanessa'' sprawicie, że historia skończy się wygraną diabłów. Czekam na komentarze z niecierpliwością!

1 komentarz: