Teraz przynajmniej wiem, skąd ta krew w rogu celi.
Poczołgałam się do tacy z jedzeniem. Zjadłam chleb, wypiłam wodę i ponownie poczołgałam się pod ścianę. Jakiś czas później Łysol zabrał tacę i po chwili wrócił do celi. Bez słowa zmienił mi opatrunek i zobaczyłam wystającą, pokrwawioną kość. Cały palec był poszczerbiony i było widać, że wdało się zakażenie. Krzyknęłam na ten widok.
- Ile tu mnie będziecie trzymać?
- Aż twoi rodzice zapłacą nam sześć milionów.
Wzrosło o dwa miliony! Dlaczego rodzice się na to godzą? Już dawno powinnam wrócić do domu. Co ich zatrzymuje? Nagle sobie przypomniałam ich starą rozmowę.
Mama: A co zrobimy jak ją uprowadzą?
Tata: Uprowadzą? Coś ty znowu wymyśliła?
Mama: Nie oglądasz telewizji? Często się słyszy teraz o porwaniach córek milionerów. Tylko dla okupu. Na prawdę nie słyszałeś o tym?
Tata: Nie słyszałem i nie zamierzam płacić za nią żadnego okupu! Ubzdurałaś to sobie! A jeśli ją by ktoś porwał to tylko ona sama, pewnie dla większego kieszonkowego. Jeśli się dowiem, że ty zapłaciłaś jakiś okup to osobiście dopilnuję byś pracowała jak niewolnik przez piętnaście lat!
Potem usłyszałam mamy płacz i uciekłam do swojego pokoju.
- Oni nie zapłacą. - wyszeptałam.
- Co? - burknął Łysol.
- Nie zapłacą. Nie ważne co im wyślecie i tak nie zapłacą. Podsłuchałam kiedyś ich rozmowę i wiem, że tata nie zapłaci, a mamie nie wolno. Będę tu wiecznie tkwić... - zaczęłam płakać.
Co innego mi pozostało? Łysol wyszedł, a ja rozkleiłam się do końca. Przez szum w głowie i w uszach nie słyszałam praktycznie nic, ale jedną rzecz usłyszałam.
- A co jeśli dostaną coś jeszcze?
Później nie słyszałam już nic.
*********************************************************************************
Przyszli do mnie następnego dnia. Łysol znów mnie zaniósł na krzesło, a Rudy wziął nóż. Przyglądnęłam się bardziej. To nie był zwykły nóż. Tylko raczej maczeta. Skąd on ją wziął? Rudy przypiął moją rękę do stołu. Uniósł maczetę, a ja krzyknęłam. Moja ręka leżała na stolę, a mi został kikut. Ból i widok był koszmarny. Z dawnego miejsca ręki lała się krew. Rudy wziął swoją ,,zdobycz'' i natychmiast wyszedł. Łysol ponownie został by opatrzyć mi rany. Nie mogłam na to patrzeć.
Pomyślałam tylko jedno ,,Boże dopomóż''. Zaraz potem Łysol wziął strzykawkę...
Nie wiem, ile czasu tam leżałam, ale porywacze przyszli do mnie zaraz po tym, jak wstałam.
- Kiedy zapłacą?! - krzyknął, popychając mnie, Rudy.
- N-n-n-nie wiem. - wyjąkałam.
- Jeśli okup nie przyjdzie do środy pożegnasz się z kolejną częścią ciała! - krzyknął, plując mi w twarz i wyszedł.
- Jaki dzisiaj dzień tygodnia? - spytałam Łysola.
- Poniedziałek. - powiedział i zmienił mi opatrunek.
Skoro dzisiaj poniedziałek, a porwali mnie we wtorek... To znaczy, że siedzę tu już raz, dwa... sześć dni! Siedzę tu już prawię tydzień. Mamo! Proszę cie! Nie posłuchaj taty! Zapłać okup! Nie chcę tu już dłużej siedzieć!
Znów się rozpłakałam, bo co innego mam tu robić?
Z płaczu wyrwał mnie szczęk kraty. Popatrzyłam w tamtą stronę. Łysol wszedł i wziął mnie na ręce. Wyniósł mnie z celi i wrzucił do bagażnika.
- Zapłacili okup? - spytałam.
Pokręcił głową i zatrzasnął klapę. Skoro nie zapłacili okupu to, co teraz ze mną będzie? Jest coraz gorzej! Nagle usłyszałam Rudego i Łysola.
- Nienawidzę, gdy policja nas namierza! Zmienianie kryjówek mnie denerwuję! - krzyknął Rudy.
- Mnie też, ale nie mamy wybory, przecież chcemy kasę. - odrzekł Łysol.
- No, ale nadal nie zapłacili. Jeśli nie dadzą kasy do jutra dziewczyna straci stopę.
Co?! Mamo! Proszę zapłać... Ja chcę żyć! Kto wie do czego się posuną?
Proszę, proszę, proszę, proszę...! Uratuj mnie! Czemu tu jeszcze siedzę! Na filmach i w serialach to wydaje się proste! Rodzice zawsze wpłacają okup i dziecko wraca do domu. Dlaczego teraz tak nie jest?!
Samochód się zatrzymał, a klapa bagażnika otwarła się. Łysol wziął mnie na ręce. Rozglądnęłam się. Byliśmy przy starej elektrowni. Kiedy wchodziliśmy do środka Łysol źle wykalkulował wejście i walnęłam głową o framugę drzwi, a potem światło zgasło.
Obudził mnie czyiś szloch. Otworzyłam oczy i zobaczyłam rozczochraną, rudowłosą dziewczynę siedzącą po drugiej stronie pokoju.
- Co się stało? Gdzie jesteśmy? Kim jesteś? - spytałam.
- Jestem Dakota North. Jesteśmy, o ile się nie mylę, w starej elektrowni i obie zostałyśmy porwane dla okupu. - wyjaśniła.
- Ile już tu siedzisz?
- Tak gdzieś od 25 października, który jest dzisiaj?
Nawet się nad tym nie zastanawiałam. Chwilkę... siedzę tu od 4, a minął tydzień? NIE! Półtora tygodnia. Czyli jest 15 listopada!
- Dziś 15. Kim są twoi rodzice?
- Są spadkobiercami kogoś tam i dzięki temu są bogaci i znani. Nie wiem kogo dokładnie, ale mnie to nie obchodzi, a twoi?
- Tata ma jedną z największych firm świata.
Dakota tylko pokiwała głową, a ja zauważyłam, że nie ma rąk i nóg. Czyli mnie też to czeka? MAMO! RATUJ!
- Była tu przed tobą. - powiedziała Dakota.
- Kto tu był?
- Moja siostra. Emma. Miała 10 lat. Nigdy sobie tego nie wybaczę.
- Czego?
- Tego, że ona umarła. Porywacze spodziewali się, że skoro ona jest mała to rodzice zapłacą za nią okup. Wysyłali im nasze ręce, a potem nogi i przy każdej była cena. Zmarła dzień przed twoim przyjazdem. Ciągle nie mogę w to uwierzyć. - łzy zaczęły jej lecieć z oczu.
- Mogę spytać dlaczego umarła?
Dakota otarła oczy ramieniem i mówiła dalej.
- Porywacze coraz bardziej się denerwowali. - głos się jej załamał. - Więc uśpili ją i...i... zamknęli ją w ich ,,komorze gazowej''. Po prostu... udusiła się. Potem oni jej zrobili zdjęcie i wysłali do rodziców z ceną na kartce. Spytałam się tego łysego, co napisali na kartce... Powiedział, że napisali ,,Jeśli do 17 listopada nie dacie kasy to drugą czeka to samo.''
Biedna Dakota. Spytałam się, co robiła komora gazowa w elektrowni, a ona powiedziała mi, że Rudy wywiózł Emmę poza elektrownie. Czyli mnie też uduszą? To jest nie możliwe... Chciałam się spytać czegoś jeszcze Dakoty, ale usnęła. Rozglądnęłam się po pokoju.
Ściany były pomalowane, chyba, na fioletowo, ziemia była wyłożona ciemno-brązowymi deskami. Ładnie tu jest. Czy to biuro? Pierwszy raz widzę w elektrowni biuro. Dopiero teraz zwróciłam uwagę, że jest zaświecone światło. Spojrzałam na swoje ręce. Bandaże nasiąkały krwią. Proszę! To musi być sen! To mnie nie mogło spotkać!
Jak na zawołanie Łysol wszedł do środka z apteczką w ręce. Najpierw podszedł do mnie. Rozwinął bandaże, odkaził ,,ręce'' i związał go ponownie. Potem obudził Dakotę i zajął się jej ranami.
- Zapłacili? - spytała cicho.
Łysol pokiwał głową.
- Ile dali?
- 10 milionów zgodnie z umową. Płacili za ciebie i za ciało twojej siostry.
Dakota pokiwała głową, a Łysol wziął ją na ręce. Brawo Dakota! Mam nadzieję, że i moi rodzicie się pośpieszą z okupem. Ziewnęłam i zwinęłam się w kłębek na materacu, leżącym w kącie i poszłam spać.
Obudziłam się w środku nocy. Rozglądnęłam się. TAK! Wiedziałam, że to był tylko sen! Leżałam w moim kochanym łóżeczku. Spojrzałam na zegarek. 2:25. Wstałam i na paluszkach podreptałam do pokoju rodziców. Otaczały mnie ciemności, ale potrafiłam sobie wyobrazić marmurowe ściany i bordowy dywan ciągnący się przez cały korytarz. Uchyliłam drzwi, ale rodziców tam nie było. Fabian na pewno będzie w kuchni. Zawsze czai się przy lodówce do trzeciej. Pobiegłam do kuchni, ale naszego służącego tam nie było. Wybiegłam na dwór i stanęłam jak wryta. Nie było podwórka, basenu, ogrodu tylko palący się stos ludzi z mamą i tatą na szczycie.
Krzyknęłam i otworzyłam oczy. Znów jestem w elektrowni. To był tylko zły sen. Nagle drzwi otworzyły się, a w progu stanął Łysol. Podszedł do mnie.
- Rodzice zapłacili?
Pokręcił głową i wyszedł. To było dziwne. Nie rozumiem, co się stało... Chwilę... może coś przegapiłam... Łysol do mnie podszedł... i... i... no myśl! Rozwiązał sznur na moich nogach! Chcę mi pomóc uciec? Czy bawi się ze mną w ,,kotka i myszkę''? Wstałam powoli. ,,Ale mnie kości bolą''. Podeszłam do drzwi i powoli je uchyliłam. Nikogo nie było. Powoli się wymknęłam i ruszyłam w stronę wyjścia ewakuacyjnego.
Schody ciągnęły się w najlepsze, a końca nie było widać. Bolały mnie nogi i kręciło mi się w głowie. Na moje szczęście po jakiś piętnastu minutach doszłam do wyjścia. Otworzyłam drzwi, a na dworze panował mrok. Wyszłam na zewnątrz. Było bardzo zimno. Cała się trzęsłam, ale jednocześnie byłam bardzo szczęśliwa. WYDOSTAŁAM SIĘ! I wtedy moje szczęści minęło.
Usłyszałam otwieranie drzwi. Natychmiast schowałam się za koszem na śmieci. Ktoś chodził wokół budynku. ,,Boże! Niech on mnie nie znajdzie!'' Po jakiś czterdziestu minutach byłam cała przemarznięta, przy koszu śmierdziało, a intruz poszedł z powrotem do budynku. Wychyliłam się zza rogu. Nikogo nie było. Znalazłam dziurę w ogrodzeniu i przelazłam nią. Po piętnastu minutach dobiegłam do miasta. Rozpoznałam mój ulubiony butik. Do domu stąd są dwa kilometry. Zapukałam do najbliższego domu. Otwarła mi starsza kobieta ubrana w szlafrok.
- Dobry wieczór. Czy mogłaby mnie pani przenocować?
Spojrzała na mnie, a potem wróciła wzrokiem do mojej ręki.
- Ależ oczywiście, wchodź moje drogie dziecko. Co ci się stało?
Zaprowadziła mnie do salonu, zrobiła kawę, a nawet zmieniła mi opatrunki. Potem znów spytała, co się stało. Opowiedziałam jej wszystko, a w połowie zaczęłam płakać.
- Musisz to zgłosić na policje. Czy ktoś to może potwierdzić?
- Tak. Była tam ze mną przez chwilę jedna dziewczyna... Dakota North.
- Słyszałam o tym. Mówili w wiadomościach, że rodzina North ma połowiczne szczęście, bo porywacze oddali jej starszą córkę, ale rodzina przeżywa jednocześnie żałobę po stracie młodszej.
- Emmy...
- Chyba tak... Mam z tobą pójść?
- Mogłaby pani?
- Ależ naturalnie! Jak tylko jutro wstaniesz to pójdziemy.
Pokiwałam głową i położyłam się na kanapie.
- A... zapomniałabym... po policji pójdziemy do szpitala. Muszą ci odkazić tę rękę.
Usnęłam. Nareszcie od bardzo dawna byłam bezpieczna. W nocy znów śnił mi się dom. Znów pojawił się ten sam sen. Gdy rano się obudziłam telewizor był włączony, a pokój oświetlony. Cały salon został urządzony w stylu lat 70. Kanapa miała kwiatową narzutę, a wszędzie wokół stały kwiaty. Przed kanapą stał stolik na kawę i były na nim postawione herbaty. Starsza pani wyszła, chyba, z kuchni i uśmiechnęła się na mój widok.
- Wstałaś kochanieńka. Napij się herbaty
Po zjedzeniu porządnego śniadania i porannej toalecie udałyśmy się z panią Hilton, spytałam o nazwisko, na komisariat. Złożyłam zeznania, opisałam sprawców i powiedziała skąd uciekłam. Policja przyjęła zeznanie, a my spokojnie poszłyśmy do szpitala. Tam już nie było tak łatwo. Najpierw bolesne odkażanie, dzwonienie do rodziców, szczęśliwe przywitanie i moje pretensje do rodziców, że nie zapłacili okupu, ale na szczęście wróciłam do domu.
2 TYGODNIE PÓŹNIEJ
Świecąca miniówka i cekinowa bluzka. Włosy upięte w koński ogon, proteza na rękę założona. Jestem umalowana, więc dzwonie do Dakoty. Od czasu mojej ucieczki z elektrowni zaprzyjaźniłyśmy się, a teraz idziemy na przyjęcie z okazji naszego bezpiecznego powrotu.
- Hallo? - spytała do słuchawki.
- Cześć Dakota, gotowa?
- Tak, ale spotkamy się na miejscu.
- Okej, to ja już idę.
Rozłączyłam się. Zamknęłam szczelnie okna i wyszłam z domu. Było około godziny osiemnastej, a na dworze robiło się już ciemno. Na przyjęciu mamy być do dwudziestej drugiej, a potem Dakota nocuje u mnie.
Szłam spokojnie w stronę dyskoteki. Przechodziłam koło pobliskiego parku, gdy nagle usłyszałam szelest liści. Przełknęłam gulę w gardle i odwróciłam się. Przede mną stał Rudy z wyciągniętym pistoletem. Stanęłam jak wryta.
- Witaj Elizabeth... Pamiętasz mnie? Uciekłaś i przez ciebie nie dostałem okupu... Jeszcze do tego mnie goni policja. - pomachał pistoletem. - Wiesz, co teraz zrobię? Sprawię - podszedł do mnie i przystawił mi pistolet do brzucha. - że życie ucieknie z ciebie i nie dostaniesz kolejnej szansy. Ostatnie słowo?
- Wrócę po ciebie. - splunęłam mu w twarz i usłyszałam wystrzał.
Pchnął mnie na ziemię. Kopnął w głowę, a ja straciłam przytomność. Więcej jako człowiek się nie obudziłam...
***********************************************************************************
To już koniec jej historii. Przepraszam, że zajęło mi to tak długo, ale nie miałam weny. Jak się podoba? Liczę na szczere komentarze. Mam pisać to dalej? Tylko, że z jej zemstą?
TAK!!! Koniecznie napisz!!! <3
OdpowiedzUsuńokey :) jutro w szkole się tym zajmę ;)
UsuńCzekam!<3
OdpowiedzUsuń